Książki Dava Pilkeya u niektórych dorosłych mogłyby wywołać poczucie niesmaku. Komiks dla dzieci o człowieku z głową psa, albo psie z ciałem człowieka… Cóż to za niedorzeczny pomysł? Na dodatek ilustracje na poziomie czwartoklasisty. A co na to same dzieciaki? One są zachwycone bohaterem, poczuciem humoru, takim który doskonale rozumieją. Książki mogą przecież bawić. A w komiksie „Dogman. Bierz go!” nie zabraknie szalonej rozrywki. Żaden dziesięciolatek nie po to sięga po komiksy, by się czegoś z nich nauczyć, ale by śledzić szalone przygody bohaterów oraz po to, by się pośmiać – do rozpuku.
„Dogman. Bierz go!” to drugi tom z serii o psie policjancie. Autorem komiksu jest Dav Pilkey, choć w książce tę opowieść tworzą George i Harold, bohaterowie znani z książek o Kapitanie Majtasie. Skoro mamy do czynienia z drugą częścią, to warto się dowiedzieć, co było wcześniej. Otrzymujemy przypomnienie w skrócie, ale dzięki temu historie można poznawać niezależnie.
Tematem przewodnim tego tomu są urodziny szefa policji. Zaczyna się od burzy mózgów dotyczącej tego, jakie prezenty powinien otrzymać szef. W kolejnych rozdziałach dowiemy się, do czego to doprowadzi. Dogmanowi nie zabraknie zajęć. Będzie musiał zmierzyć się ze swoim głównym przeciwnikiem – złym kotem Petem, ale to oczywiście nie wszystko. Przy okazji okaże się, że mroczny charakter ma kilku naśladowców. Tytułowy bohater nie będzie się nudził.
W drugim tomie przygód Dogmana widzimy, że główna postać nie może pozbyć się psich nawyków. Potrafi znaleźć złoczyńcę, ale nie odpuści piłeczce, czy możliwości wylizywania innych. Oczywiście wszystkie te nawyki zostaną wykorzystane w absurdalny sposób. Tak, aby pokomplikować wątki, by przygody były jeszcze bardziej zwariowane. Jako przykład wystarczy, że wyobrazimy sobie złą rybkę akwariową, czy groźnego kota wykonanego z papieru, a który ostatecznie będzie służył jako sanki.
Miłośnicy komiksów nie będą się nudzili podczas lektury. Jeśli trudno zachęcić czwartoklasistę do czytania, to „Dogman” należy do takich tytułów, które przyciągają nawet najgorszych wrogów książek. Niepoprawny humor, nieskomplikowane rysunki, a przede wszystkim szalone przygody psiego policjanta to coś co trafia w gust wielu dzieciaków. Do tego obrazki, które wprowadzają wrażenie ruchu, nazywane tutaj „denną techniką animacji”.
Dav Pilkey daje młodym odbiorcom opowieść, którą cechuje podobnie jak w „Kapitanie Majtasie” przerysowanie oraz absurd. Autor posługuje się językiem bliskim dzieciakom, nie brakuje słów, które zaliczylibyśmy do kolokwializmów. Jednocześnie wielokrotnie nas zaskoczy grami słownymi (choć tu zasługa tłumacza, że był w stanie to oddać po polsku). W „Dogmanie” ilustracje są barwne, czcionka wyraźna, więc komiks łatwo się czyta. Syn wraca do tej serii bardzo często, właściwie cały czas ma ją pod ręką, ponieważ ceni sobie humorystyczne opowieści z barwnymi bohaterami oraz uwielbia śledzić ich perypetie oraz walkę dobra ze złem. Natomiast szczypta absurdu tylko dodaje smaku.