„Dogman i Superkot” Dava Pilkeya to już czwarty tom przygód postaci, którą wymyślili George i Harold, główni bohaterowie historii o kapitanie Majtasie. Mamy więc do czynienia z opowieścią w opowieści. Obie historie są niezależne i nie trzeba znać żadnej z poprzednich części, by zrozumieć, o co chodzi. Jednocześnie młodzi czytelnicy, którym odpowiada ten rodzaj humoru, nie potrafią oderwać się od komiksu.
Jedenastoletni syn na każdą nową część „Dogmana” czeka niecierpliwie i dopytuje, kiedy premiera kolejnego tomu. Kiedy tylko się pojawi nowa część, czyta komiks wielokrotnie. Z historią „Dogman i Superkot” nie mogło być inaczej. Przypomnę tylko, że tytułowa postać to nietypowy superbohater. Dogman jest połączeniem człowieka i psa, dosłownie. W ten sposób powstał niezwykły policjant. Taki, który zachowuje się jak pies, ale posiada nieco inne możliwości niż zwykły kanapowiec.
Tym razem wszystko idzie na opak. Nikt nie docenia Dogmana, gdyż ten wszystko psuje. Nawet podczas kręcenia filmu, powstającego z inspiracji tym psim policjantem. Dlatego bohater ma zakaz pojawiania się na planie filmowym. Tymczasem arcywróg tylko czeka na mały błąd psa…
W komiksie poznajemy nianię, Merry Kottins, która ma zaopiekować się kociakiem – Małym Petem. Podopieczny Dogmana jest sklonowaną, młodszą wersją złego Peta. Kota, którego celem jest zdobywanie władzy i uprzykrzanie życia Dogmanowi. Jednak Pet chce za wszelką cenę odzyskać młodszą wersję samego siebie, by sprowadzić ją na złą drogę. Mały Pet wykazuje bowiem tak dobre serce, że zły kot nie może tego znieść.
Okazuje się, że Marry Kottins tak naprawdę jest przebranym Petem. Zły bohater będzie próbował porwać gwiazdę kina, z planu zdjęciowego. Czy uda mu się osiągnąć cel i sprowadzi Małego Peta na ścieżkę zła? A może wreszcie super policjant zdobędzie właściwego partnera do walki ze złoczyńcami?
Czwarty tom przygód Dogmana nie zawodzi i tym razem. Autorzy komiksu – George i Harry – tworząc tę historię inspirowali się twórczością Johna Steinbecka oraz powieścią „Mary Poppins”, choć oczywiście na swój dziecięcy sposób. Znajdziemy tu nawiązania do klasyki literatury, a przede wszystkim do popkultury z końca ubiegłego wieku. Rodzice mogą spokojnie czytać ten komiks z własnymi dziećmi i te odwołania do filmów bardzo szybko wyłapią. Dzieciaki z pewnością docenią humor zawarty w tych opowieściach podszyty absurdem. Mamy do czynienia z superbohaterami znanymi już przecież z innych komiksów, ale tutaj wszystko jest na opak. Bawią zarówno złoczyńcy, jak i bohaterowie. Najważniejsze jest to, że dobro zawsze zwycięża. Nawet jeśli losy świata ważą się podczas walki z… parówkmi. Dav Pilkey trzeba przyznać, że znalazł doskonały sposób, by zapewnić młodym odbiorcom sporą dawkę rozrywki.
PS Ten komiks dzieciaki czytają same. Nie czekają, aż rodzice znajdą czas na wspólną lekturę wieczorem… 