„Dygot” – Jakub Małecki

Dygot, Jakub MałeckiO tej książce dowiedziałam się od… Szczepana Twardocha. We wrześniu, podczas spotkania z autorem dzienników „Wieloryby i ćmy”, pisarz zdradził, że warto sięgnąć po „Dygot”. Jakub Małecki do tej pory jakoś nie przykuł mojej uwagi, choć jest autorem aż siedmiu książek. Udało mi się jednak zapoznać z Jakubem Małeckim tłumaczem, ponieważ miałam okazję przeczytać jego przekład „Listów niezapomnianych”. Najnowsza powieść Jakuba Małeckiego pt. „Dygot” opowiada o ludziach żyjących na prowincji, zwykłych, ale w jakiś sposób naznaczonych.

Akcja powieści rozgrywa się w latach 1938 – 2004. Poznajemy losy trzech pokoleń rodzin Geldów i Łabendowiczów. Żyją w Wielkopolsce i na Kujawach, ale dzieli ich zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Ich losy w pewnym momencie się przetną. Najpierw poznajemy Janka Łabendowicza, który „zbudował wojnę”. Wszystko przez radio, które konstruował. Pierwsza wiadomość, jaką usłyszał, była ta, że na Polskę najechali Niemcy.

W czasie okupacji Janek wraz z ukochaną pomagają na gospodarstwie Frau Eberl. Kobieta jest dla nich bardzo dobra, ale kiedy ucieka przed Armią Czerwoną, mężczyzna mimo jej próśb, nie chce jej pomóc. Za karę Niemka go przeklina, a Łabendowiczom rodzi się dziecko – albinos. Od tego momentu rusza lawina kłopotów i nieszczęśliwych zdarzeń. Natomiast wspomnienie Frau Eberl do końca życia Janka, pozostanie wielkim wyrzutem sumienia.

Życie Bronka Geldy skomplikuje się, gdy odrzuci wróżby Cyganki. Ta na złość przepowiada mu pewną tragedię, która rzeczywiście będzie miała miejsce. Jego córka Emilka zostanie poparzona w czasie nieszczęśliwego wypadku – w domu jej ciotek wybucha stary, znaleziony jeszcze w czasie wojny granat.

To jednak dopiero pierwsze pokolenie. Ważnych postaci będzie w „Dygocie” jeszcze mnóstwo. Najbardziej istotny okaże się Wiktor, a potem jego syn Sebastian. Dlaczego potomek Jana był źle traktowany przez mieszkańców wsi, kolegów z klasy? Wszyscy bowiem wierzyli, że albinos Wiktor posiada jakieś moce nieczyste. Ma w sobie coś z diabła, gdyż jest zbyt biały. Tym bardziej winy za wszystkie tragedie, jakie tylko spadają na wioskę, są przypisywane albinosowi. W końcu sam Wiktor uwierzy, że coś jest z nim nie tak. Wszystko skończy się tragedią, tajemnicą, którą postara się rozwiązać jego syn.

W powieści kobiety również są bardzo ważne. Miłość, którą otrzymują, nie jest typowa. Zostaje naznaczona cierpieniem, bólem i wyrzeczeniami. W „Dygocie” jedno jest pewne: bohaterowie choć zwyczajni, muszą zmierzyć się ze swym losem, a otrzymują przede wszystkim ból i cierpienie. A jednak bez uczuć i namiętności byłoby jeszcze trudniej.

Tytułowy dygot dotyka bohaterów, jest rodzajem szaleństwa. Staje się częścią postaci, ponieważ trudno żyć z mrokiem, który ich dotyka. Wydarzenia pozornie nadprzyrodzone, kojarzą się z realizmem magicznym, jednak Jakub Małecki nie ma zamiaru być polskim Marquezem. Nie mitologizuje wsi, a to co wydaje się demoniczne, okazuje się być zbiegiem okoliczności, zwykłym ślepym losem. Trudno tu odnaleźć Boga, nawet jeśli Sebastian – najmłodszy członek rodziny Łabendowiczów – bluźniąc, rzuca mu wyzwanie. Ów dygot najmocniej tkwi w Wiktorze, który przez grzech popełniony w młodości widzi wszystko „rozmyte”.

Jakub Małecki napisał powieść, w której najważniejsza jest historia dwóch rodzin. Wprawdzie rozgrywa się ona na przestrzeni 66 lat, to wydarzenia historyczne są w niej jedynie tłem. Zmieniają sytuację bohaterów w niewielkim stopniu, bo zdarzenia mogłyby mieć miejsce zarówno dawno temu, jak i teraz. Dla odbiorcy najbardziej istotny staje się sposób, w jaki „Dygot” go dotyka, bo książka porusza do głębi i pozostaje na długo w pamięci. Okazuje się, że zło tkwi w nas samych, nie potrzebuje żadnego albinosa, by wyjść na światło dzienne. Zaraz nasuwają się skojarzenia z powieścią W. Goldinga „Władca much”. Okrucieństwo jednostki przeraża, Małecki jest zresztą naturalistyczny w opisach, nawet jeśli można go nazwać purystą słownym. W „Dygocie” nie ma długich i rozbudowanych zdań. Za to są niezwykle celne, ukazujące dramat jednostki. Prosty język jeszcze bardziej podkreśla grozę obecną w tej powieści. Zwykła egzystencja pełna jest bólu oraz nieszczęść. A jednak autor pokazał ją w sposób poetycki, z wielką wrażliwością.

  1. Cieszę się, że „Dygot” przypadł Ci do gustu. Chociaż po „Dygocie” czytałam inną, starszą powieść Małeckiego i nie zachwyciła mnie tak, jak ostatnia, jestem niesamowicie ciekawa, co też autor przygotuje dla nas następnym razem 🙂

    • Nie czytałam żadnej z wcześniejszych książek Jakuba Małeckiego, ale widzę, że autor nas chyba jeszcze zaskoczy, w pozytywnym sensie, oczywiście.

  2. Powiem prawdę, że okładka mnie zniechęca. Jakieś dziwadło w czubkiem na głowie. Sądziłam, że to kolejne pamiętniki niespełnionego artysty. I mocno się zdziwiłam, czytając teraz u Ciebie, że to ciekawa książka.
    Widzę, że czytasz już 3 tom 'Mojej walki’!

    • Okładka nawiązuje do inności głównego bohatera, ale rzeczywiście, może nieco mylić. Treść zdecydowanie jest znacznie lepsza. A „Moja walka 3” wciąga…

    • He he, ze mną sprawa ma się podobnie – nazwisko Małeckiego gdzieś mi się o uszy obiło, ale fakt, że ostatnimi czasy stało się o tym autorze naprawdę głośno, uświadomił mi, ze może faktycznie warto po niego sięgnąć 🙂

      W „Dygocie” najbardziej atrakcyjnym elementem wydaje mi się to, że bohaterami są ludzie z prowincji. Wsie i miasteczka to niezwykle interesujące miejsca, a niekiedy, bardzo zresztą niesłusznie, spycha się je zupełnie na margines, skazując na wegetację w cieniu wielkich metropolii.

      • Właśnie dlatego sięgnęłam po ten tytuł. Ile można czytać o ludziach z wielkich miast? Choć z drugiej strony prowincja, to dziś niekoniecznie to samo, co zostało opisane w „Chłopach”, czy choćby „Konopielce”.

  3. Pingback: „Ślady” – Jakub Małecki | Czytam, bo chcę i już

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *