Jakub Małecki po książce „Dygot” staje się coraz bardziej popularnym autorem. Warto pamiętać, że ma już na koncie sporo powieści, a wcześniej kojarzony był z literaturą fantastyczną. Oprócz tego publikuje opowiadania, jest tłumaczem z języka angielskiego. Sięgnęłam po najnowszą powieść Jakuba Małeckiego pt. „Ślady”, ponieważ chciałam zobaczyć, w którym kierunku pójdzie. Czy jego ostatnia książka będzie utrzymana w podobnym klimacie, co „Dygot”?
Kiedy zaczęłam czytać „Ślady” odniosłam wrażenie, że mam do czynienia ze zbiorem opowiadań. W końcu książka podzielona jest na kilkanaście rozdziałów. Szybko jednak okazało się, że te historie, pozornie niezależne, coś łączy. W opowieściach występują bohaterowie, którzy z pierwszoplanowych, w kolejnych rozdziałach mogą pojawić się na drugim planie, czy w tle. Podobnie jest z miejscem. Wprawdzie akcja rozgrywa się w różnych miejscowościach, ale znajdziemy powtarzające się punkty na mapie.
Tytułowe „Ślady” to właśnie te powiązania, które możemy odnaleźć w powieści. Początkowo wydaje się to bardzo trudne, ale z czasem czytelnik jest w stanie wychwycić ich coraz więcej. Widzimy, że historia nie przebiega linearnie, a mam do czynienia z pajęczą nicią i poruszamy się po niej, żeby zobaczyć coś z innej perspektywy. Wydarzenia nie są podane chronologicznie, początkowo pojawia się chaos w odbiorze, ale z czasem ta historia zaczyna się układać.
W życiu pewna jest tylko śmierć, choć człowiek nie lubi o tym pamiętać. Jakub Małecki pisze, że „Początek świata często wygląda podobnie” (s.11) – takimi słowami rozpoczynają się „Ślady”. Na czym polega zatem różnica, jeśli wszystko zaczyna się niemal tak samo? W powieści widzimy, że różni nas sposób, w jakim umieramy. W tym momencie „Świat kończy się, a potem pędzi dalej” (s.296). Jedni jednak umierają już przed śmiercią, takie osoby również pokazuje Jakub Małecki.
W książce zobaczymy zwykłych ludzi, ale każdy z nich jest indywidualnością, kimś niepowtarzalnym i jedynym w swoim rodzaju. Większość wywodzi się ze wsi, nawet jeśli mieszkają w mieście, to opisywana rzeczywistość zawsze jest podobna. Ich egzystencja jednak nie ma w sobie nic z sielanki. Brutalności nie zabraknie. Kilkoro bohaterów związanych jest z Kwilnem, bo tu zaczęło się ich życie. Jednak potem te historie rozprzestrzeniają się coraz dalej, ale to miejsce będzie im bliskie. Tadeusz pragnie grać na trąbce, jednak ginie podczas wojny. Chwaścior uważany jest za szaleńca, ale ludzie stopniowo zaczynają go akceptować, natomiast Eugenia nie może pogodzić się z istnieniem śmierci i chowa zwierzęta, które padły, u siebie na podwórku.
Bohaterowie mierzą się ze swoją egzystencją i stopniowo uświadamiają sobie, że nigdy nie uda im się osiągnąć tego, co sobie wymarzyli. Podążają jednak własną drogą, bo tylko jedno życie jest im dane, nawet jeśli ich największym pragnieniem jest ucieczka od losu – na przykład skrywając się w wykopanej jamie. Postacie łączy sama śmierć, ona tu się pojawia jako coś stałego i pewnego. Widzimy, jak życie potrafi zaskakiwać. Bohaterów łączy też przeszłość, choć nie zawsze oni sami mają tego świadomość. Skąd bierze się ich nadwrażliwość? Na to pytanie trudno znaleźć łatwą odpowiedź. Tak jak w „Dygocie” nie zabraknie tu odmieńców, ludzi zawieszonych między jawą a snem. Czytając „Ślady” dostrzeżemy, że ich los stanowi element układanki. Z bliska wyglądają może dziwacznie, ale z perspektywy i pewnego oddalenia, jaki umożliwia czas oraz przestrzeń, powstaje ciekawy oraz zaskakujący wzór, tworzony przez kalejdoskop nazywany życiem. W powieści, w której ukazano tak wiele śmierci, ratunkiem dla bohaterów staje się pamięć. Właśnie ona ocala oraz daje nadzieję i pocieszenie.
Twórczość Małeckiego jeszcze przede mną, ale bardzo intryguje mnie, więc na pewno w najbliższym czasie postaram się zabrać za „Dygot”, a później „Ślady”.
Obie powieści poruszają temat inności oraz pokazują prowincję. Myślę, że Jakub Małecki zmierza w dobrym kierunku i warto zmierzyć się z jego twórczością.
„Ślady” zrobiły na mnie chyba odrobinę mniejsze wrażenie, niż „Dygot”. Nie da się jednak zaprzeczyć, że to wyjątkowo dobra powieść. No właśnie, powieść, choć wielu recenzentów mówi o zbiorze opowiadań. Cieszę się, że Ty też raczej się od tego odżegnujesz.
Myślę, że te wrażenia wynikają z tego, że „Dygot” poznałaś najpierw. Natomiast „Ślady” sprawiają wrażenie, ze autor poszedł krok dalej. A forma literacka nie jest tak istotna, choć uznałam, że mam do czynienia z powieścią, skoro wątki układają się w pewną całość.
O Małeckim sporo już słyszałem, ale dzieł jego jeszcze nie czytałem. W ciągu ostatnich kilku lat bardzo zaniedbuję rodzimą literaturę i trochę mi z tego powodu wstyd.
A sama konstrukcja powieści – te na pozór luźne asocjacje – bardzo mocno kojarzą mi się z interesującym zbiorem pt. „Odwlekane porządki” autorstwa Marcina Borkowskiego.
Myślę, że parę książek ze współczesnej literatury polskiej mogłoby Cię zainteresować. Ale wstydzić się nie musisz – w końcu każdy ma prawo czytać to, co lubi. 🙂
Natomiast zaintrygowałeś mnie książką „Odwlekane porządki”, choć jeszcze nie miałam okazji po nią sięgnąć.
Według Ciebie lepiej zacząć od „Śladów” czy „Dygotu”? Przyznam, że wspomniana sieć powiązań oraz silny wątek prowincji kuszą mnie mocno.
Zaczęłabym od „Dygotu”, bo lubię obserwować, jak pisarz się rozwija i w którym kierunku podąża. Jeśli spodoba Ci się ten tytuł, to warto sięgnąć po „Ślady”.
Pingback: Podsumowanie listopada | Książkowe światy - moje recenzje książek