George Saunders jest znanym i cenionym amerykańskim pisarzem. Sama również lubię sięgać po jego książki. Ostatnią, jaką udało mi się poznać, były „Sielanki”. Kiedy pojawiła się informacja o premierze zbioru “Dzień wyzwolenia”, postanowiłam jak najszybciej po niego sięgnąć. Cenię sobie opowiadania, a te autorstwa George’a Saundersa potrafią zaskoczyć czytelnika. W najnowszym tomie również tak się dzieje. Otrzymujemy opowiadania o charakterze surrealistycznym, zupełnie obcym świecie, w których na pierwsze miejsce nasuwa się pytanie o nasze człowieczeństwo i jego granice.
Już pierwsze, tytułowe opowiadanie, zabiera nas do rzeczywistości, w której ludzkość jest podzielona na dwie grupy. Pierwsi są zwyczajni, tacy jak my, drudzy zostali uwięzieni i powieszeni na ścianach. Zostali pozbawieni pamięci, a służą temu, by tworzyć sztukę. Jednak podczas jednego z wieczornych spektakli dochodzi do nieoczekiwanych zdarzeń. Czy zniewoleni ludzie odzyskają świadomość i wolność? Jak się to ma do tematu wykonywanego przez nich przedstawienia?
Bohaterowie opowiadań często są zawieszeni w trudnym położeniu. Utkwili w szaleństwie, szukają dla siebie wytłumaczenia, ale nie potrafią wyjść z roli. Utkwili w jakiejś sytuacji bez wyjścia. Kiedy to sobie uświadamiają, mogą liczyć jedynie na marny koniec. Nie ma dobrego rozwiązania dla ich tragicznej sytuacji. Niekiedy jednak ich trudności są komicznie absurdalne. Jak inaczej wyobrazić sobie ludzi czekających na widzów gdzieś w podziemnym parku tematycznym, którzy nigdy nie nadchodzą? Jest komicznie, choć oglądanie sceny skopania mężczyzny na śmierć zabawne już nie jest. Dlaczego bohater tej opowieści nie może używać niektórych słów? Czy świadomość, że umrze, gdy je wypowie, sprawi, że nie będzie myślał o tym, czy istnieje świat na górze?
Saunders tworzy historie ludzi uwięzionych na różne sposoby. Również język potrafi zniewolić, więc niektórzy ograniczają jego używanie, stosują półsłówka i dwuznaczności, by nie popaść w kłopoty. Jak jednak wytrzymać w takim świecie, w którym niewiele wolno? Czy wystarczy tylko czekać, aż się coś zmieni, czy może trzeba działać? Bohaterowie próbują sobie radzić na różne sposoby, także z poczuciem beznadziei. To ona może sprawiać, że inni się poddają.
„Dzień wyzwolenia” jest tytułem przewrotnym. Przypominamy sobie za sprawą tego zbioru, co nam odbiera wolność. Niekiedy jesteśmy dla siebie więzieniem, zamykamy się we własnej głowie, ale też ogranicza nas sytuacja ekonomiczna, tak jak w opowiadaniu tytułowym, gdzie marionetkami stali się „Mówcy”, właśnie przez brak pieniędzy. Ci, który są zdolni przeciwstawić się temu marazmowi, owej bezczynności w czekaniu na nadejście lepszych czasów, są tu jedyną nadzieją.
Pisarz w zbiorze daje nam teksty, które łatwo odnieść do tego, co dzieje się we współczesnej Ameryce. Znajdziemy pewne nawiązania do polityki, które za bardzo nie są pocieszające, ale zmuszają do refleksji nad kwestiami moralnymi. Łatwo to również odnieść do naszej rzeczywistości. Saunders wciąga nas w surrealistyczne światy, gdzie zaciera się granica między jawą, a snem, a czytelnik zostaje zmuszony do zastanowienia się nad własnym sumieniem: ile potrafimy sobie wybaczyć, by wieść wygodne życie? Na szczególną uwagę w zbiorze zasługuje język. Oddaje on nastrój opowieści. Autor tworzy nowe nazwy, ale też pozwala wejść w umysł różnych postaci, nawet gdy popadają w coś w rodzaju szaleństwa. Tłumacz, Michał Kłobukowski, z pewnością nie miał łatwego zadania w pracy nad tekstem.