„Jankeski fajter” – Aura Xilonen

Jankeski fajter, Aura XilonenDzięki festiwalowi Literacki Sopot miałam okazję przyjrzeć się nieco lepiej twórczości pisarzy hiszpańskojęzycznych, a także dowiedzieć się nieco więcej o krajach, w których tego języka się używa. Tym razem sięgnęłam po powieść bardzo młodej pisarki Aury Xilonen. „Jankeskiego fajtera” napisała mając zaledwie dziewiętnaście lat. Przeczytałam gdzieś o autorce, że jest „meksykańskim objawieniem” oraz, że ma wiele wspólnego z Dorotą Masłowską.

Powieść „Jankeski fajter” zabiera nas do świata, o którym wielu marzy. Rzeczywistość okaże się zdecydowanie mało wspaniałą. Tytułowy bohater dostaje się do Stanów Zjednoczonych, a my oglądamy jego walkę o własne życie. Liborio zanim zostanie bokserem, najpierw stoczy bój o przetrwanie. Amerykański sen to tylko ułuda, ale chłopak nie ma nawet chwili, by pomarzyć. Najpierw musi przeżyć.

Wydostanie się z Meksyku stanowi dla niego zaledwie pierwszy krok, a drugi to przeżycie w Stanach. Liborio pracuje w małej księgarni. Tam, kiedy już wszystko poukłada, posprząta korzysta z książek. Historie w nich opisane okazują się fascynujące. Jednak młody chłopak nie chodzi z głową w chmurach. Fikcja nie odrywa go od rzeczywistości. Cały czas ma świadomość, że jest imigrantem, który w każdej chwili może zostać złapany przez urzędników i wydalony z kraju.

Liborio ma się cały czas na baczności, ponieważ zagrażają mu inni ludzie. W końcu taki człowiek jak on nie ma żadnych praw, więc inni to wykorzystują. Bohater spotyka się na co dzień z dyskryminacją i przemocą. Nie zaznał w życiu ciepłych uczuć, nawet gdy ktoś nawet wyciągnie do niego rękę, uważa, że musi się bronić. W momencie zagrożenia ucieka, albo wyprowadza ciosy. Okazuje się w tym ostatnim niezwykle skuteczny.

Kiedy Liborio staje w obronie dziewczyny, cały świat obiega filmik z jego udziałem. Ale chłopak nie ma o tym pojęcia. Nie dla niego są smartfony i komputery, bo pod tym względem jest wykluczony. Musi zadbać o to, by nie umrzeć z głodu. Wciąż ucieka, i walczy. Czy w końcu da mu się znaleźć spokojne miejsce, w którym ktoś się o niego zatroszczy?

Powieść „Jankeski fajter” idealnie się wpisuje w dyskusje na temat polityki różnych krajów wobec imigrantów. Stany Zjednoczone odgradzają się murem od południowych sąsiadów, ale czy rzeczywiście wszyscy obcy to ci źli? Okazuje się, że tytułowy bohater zaznaje wielu cierpień, ale ma dobre serce i łatwo go polubić. Nic nie posiada, jednak potrafi pomóc. Nawet jeśli sam musi stanąć oko w oko z większą grupą przeciwników, nie waha się ani chwili. W tym momencie niczego się nie boi, bo twierdzi, że urodził się martwy. Nic więc nie może go pokonać.

Aura Xilonen napisała powieść, w której dominuje przemoc. Narracja przedstawiona została z perspektywy głównego bohatera. Poznajemy jego myśli, a przede wszystkim wsłuchujemy się w jego niezwykły język. Autorka posłużyła się mieszaniną hiszpańskiego, angielskiego oraz sporą dawką wulgaryzmów. Myślę, że tłumacz, Tomasz Pindel miał naprawdę trudne zadanie, ale czytelnik szybko o tym zapomina, ponieważ akcja powieści jest niezwykle wartka. Aura Xilonen w wywiadach zaznacza, że język Liborio to wymyślony przez nią twór (na potrzeby książki), bo nikt w rzeczywistości tak nie mówi. Oddaje natomiast wyjątkowość głównego bohatera, który choć niewykształcony, połyka kolejne książki i potrafi łączyć najgorsze wulgaryzmy z wyszukanym słownictwem. Ten język oraz bohatera łączy książkę „Jankeski fajter” z debiutem Doroty Masłowskiej. Powieść Aury Xilonen należy do tych, która połączy pokolenia, ponieważ otrzymujemy historię o współczesnych bolączkach świata, sile empatii, walce ze stereotypami, napisaną językiem młodych ludzi.

  1. O proszę, ja aktualnie czytam „Znaki tożsamości” pióra Juana Goytisolo, hiszpańskiego pisarza. Cieszę się, że proza hiszpańskojęzyczna znowu wraca do łask – w okresie komunizmu w Polsce panował bum na literaturę iberoamerykańską. Dobrze by było, gdyby ten żar udało się wzniecić ponownie 🙂

  2. Muszę koniecznie przeczytać tę książkę, bo bardzo wpisuje się we współczesne problemy z imigrantami, zarówno te w Stanach, jak i w Europie. Poza tym zainteresował mnie ten język, połączenie trudnego, wyszukanego słownictwa i przekleństw. Nie wiedziałam, że tak jest też u Masłowskiej, po której debiut zabieram się jakoś od roku, i tak się zabieram, że nadal jeszcze nie sięgnęłam. 😉

Skomentuj Ytr0001 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *