Stanisław Grzesiuk znany jest jako bard Czerniakowa. Śpiewał piosenki, do których przygrywał sobie na bandżoli, a przede wszystkim sławił język ulicy, razem z jego kulturą i kolorytem. Jest także autorem autobiograficznej trylogii: „Boso, ale w ostrogach”, „Pięć lat kacetu”, „Na marginesie życia”. Również te książki zyskały wielką popularność. Dzisiaj, ponad sto lat od urodzin barda, jego gwiazda nadal błyszczy. Jakiś czas temu wydana została książka „Klawo, jadziem!”, która z pewnością ucieszy fanów Stanisława Grzesiuka, tym bardziej że są to nieznane do tej pory teksty. Większość z nich została wydana po raz pierwszy.
Trylogia barda Czerniakowa od początku cieszyła się uznaniem. Jako, że książki miały charakter autobiograficzny, inni twórcy namawiali Grzesiuka, by spróbował odmienić rodzaj narracji. Artysta nie dał się długo prosić, miał sporo pomysłów na kolejne publikacje. Opowiadania pozwoliły mu sprawdzić się w formie trzecioosobowej. Dzięki temu powstały takie krótkie formy, jak „Trzy pogrzeby”, „Śmierć bandyty”, „Uraz” oraz „Żebrak”.
Pomysł napisania kolejnych książek spalił na panewce. Stanisław Grzesiuk chorował na gruźlicę i nie był w stanie nanieść poprawek na ostatni tom trylogii „Na marginesie życia”. Dlatego zbiór „Klawo, jadziem!” jest taki wyjątkowy, ponieważ nie tylko pasuje do pięknie wydanej trylogii, ale również pozwala przyjrzeć się sposobowi w jaki tworzył artysta. Możemy zajrzeć w archiwalia, notatki Grzesiuka, zobaczyć nieznane wcześniej zdjęcia. Oprócz opowiadań, znajdziemy w zbiorze felietony oraz piosenki.
Warto zauważyć, że krótkie formy łączy temat śmierci. Najpierw „Trzy pogrzeby”, potem kolejne teksty i warszawskie sceny z kresu życia pewnych bohaterów, przedstawicieli miejskiej ferajny. Zobaczymy zdradzanego męża, ale również ludzi, którzy przeszli obóz koncentracyjny, czy przepełnia ich niechęć do niemieckiej mowy. Historie choć bywają zabawne, to przede wszystkim zmuszają do refleksji. Widać wyraźnie, że Stanisław Grzesiuk na tym etapie życia, w którym nie tylko nastawia się na humor, a chce zmusić odbiorców do myślenia.
Król warszawskiej ulicy z nostalgią wspomina czasy dzieciństwa w felietonach. Pisze o tym, jak wyglądało życie na Czerniakowie przed wojną, jak spędzał czas wolny, jako dziecko. Potem przemawia i udowadnia, że należy walczyć z destrukcyjnym alkoholizmem. Zresztą Grzesiuk nie ukrywał, że to był i jego problem.
Publikacja „Klawo, jadziem!” nie jest zbyt obszerna. Stanowi rodzaj dopełnienia tego, co do tej pory mieliśmy okazję czytać. Teksty piosenek to formy, które najbardziej kojarzą się z Grzesiukiem. Jednak czytając opowiadania, widzimy, że twórca dobrze sobie radził i w krótszej formie, a jego talent jest niepodważalny. Nie brakuje tego, co tak charakterystyczne dla barda Czerniakowa. Barwne scenki z życia miasta, ale zmuszające do refleksji, choć oczywiście podszyte humorem. Sporą część książki zajmują archiwalia różnego typu. Prócz zdjęć, rękopisów są nawet umowy z wydawcą. Dla miłośników twórczości Grzesiuka to nie lada gratka, a piękne wydanie przyciągnie wzrok chyba każdego miłośnika słowa pisanego.
Pięknie się te książki ze sobą komponują – bardzo się cieszę, że tego typu twórca doczekał się tak porządnego wydania swoich dzieł.
Warto sięgnąć po to najnowsze wydanie. Można dowiedzieć się, co zostało skreślone we wcześniejszych publikacjach.
Dawno nie czytałam Grzesiuka. Chętnie wrócę do jego książek.
Pozdrawiam!
Warto sięgnąć ponownie po Grzesiuka – pozdrawiam serdecznie!