W tym roku mamy kilka ważnych rocznic. Nie każdy z nas pamięta, że sto lat temu urodził się Stanisław Grzesiuk, bard Czerniakowa. Zasłużył się jako trubadur, który sławił w piosenkach warszawską ulicę i jej kulturę. To nie jedyne dokonania artysty. Słynna stała się też jego autobiograficzna trylogia. Pisałam o powieściach: „Pięć lat kacetu”, „Boso, ale w ostrogach”. Teraz nadszedł czas na ostatni tom pt. „Na marginesie życia”. Wszystkie części zostały wznowione przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka i może nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że wszystkie części zostały uzupełnione o fragmenty, które usunięto ze względu na cenzurę. To, co wycięto, teraz powraca na właściwe miejsce, a czytelnik łatwo może się zorientować o jakie teksty chodziło, gdyż zostały wytłuszczone.
W książce „Na marginesie życia” Stanisław Grzesiuk pisze o swojej chorobie. Już we wcześniejszych tomach wspominał o gruźlicy płuc, jakiej prawdopodobnie się nabawił w obozie koncentracyjnym. Teraz choroba staje się głównym tematem. Zresztą to przez częste i długie pobyty w sanatoriach bard zdecydował się na spisanie swojej historii. Miał wiele czasu, by stać się pisarzem. Trzeci tom swojej trylogii skończył pod koniec 1961 roku, a trzy lata później wydano tę książkę. Ze względu na chorobę, Grzesiuk działał w pośpiechu i zgadzał się na skreślanie fragmentów, które zasugerowało mu wydawnictwo. Na szczęście pozostał rękopis, na podstawie którego można odtworzyć tekst. Tak jak napisałam wcześniej, został wyróżniony pogrubieniem.
Stanisław Grzesiuk pisze o swojej chorobie, która w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wciąż zbierała żniwo. Chorzy trafiali do sanatoriów, często na wiele miesięcy. Kuracjusze musieli stosować się do ściśle określonych zasad, a także poddawać licznym zabiegom. O tym wszystkim Grzesiuk pisze w swoim stylu, czyli lekko i z humorem. Jednocześnie widzimy, jak trudno było zachować w takim miejscu pozytywny nastrój. W takiej zamkniętej społeczności ludziom chorym trudno było być dobrej myśli.
Bard Czerniakowa opisuje swoje przeżycia podczas pobytu w różnych ośrodkach sanatoryjnych. Skupia się przede wszystkim na opowiadaniu o ludziach i szybko dostrzeżemy, jak w takiej zamkniętej przestrzeni zachowują się ludzie. Mimo, że choroba zrównała wszystkich, to wciąż posiadali pewne poczucie wyższości w zależności od grupy społecznej, z której pochodzili. Dlatego niektórzy domagali się szczególnego traktowania. Tutaj zobaczymy, co Stanisław Grzesiuk myśli na na ten temat.
„Na marginesie życia” to również opowieść o pewnym naznaczeniu. Gruźlica pół wieku temu wykluczała ludzi ze społeczeństwa. Powodowała, że chorzy traktowani byli jak trędowaci. Grzesiuk przywołuje wiele przykładów na to, jak wiele się zmieniało w ich życiu, kiedy dowiadywali się, że mają gruźlicę. Wykluczenie zostało tu wyraźnie pokazane i przypomina to, co nie tak dawno temu spotykało ludzi zarażonych wirusem HIV. Pisarz krytykuje taką postawę i zmusza czytelnika do zastanowienia nad ludzkim zachowaniem w obliczu choroby. Co w takiej sytuacji zwyciężyłoby w nas samych, wygoda czy empatia?
Podczas lektury „Na marginesie życia” cały czas miałam w pamięci „Czarodziejską górę” Thomasa Manna. Oczywiście dzieło Grzesiuka napisane zostało w innym stylu. Bard Czerniakowa posługuje się humorem oraz ironią. Wyśmiewa postawy, które mu nie odpowiadają, sam pozostając tym samym niepoprawnym warszawiakiem. Mimo anegdot, postawy afirmującej życie do tej powieści biograficznej wkrada się nutka goryczy. Świadomość ciężkiej choroby zmusza do pewnych przewartościowań, określenia co jest najważniejsze. Widzimy, że dla Stanisława Grzesiuka istotne było czerpanie z życia, nawet jeśli samemu znajdowało się na jego marginesie.
Cała ta seria jest tak pięknie wydana, że ilekroć natknę się na którąś z książek, to obiecuję sobie, że na pewno ją nabędę i przeczytam. A co do “Na marginesie życia” to niezwykle ciekawi mnie to porównanie do „Czarodziejskiej góry”.
Oczywiście w „Czarodziejskiej górze” jest zupełnie inny styl, ale trudno nie porównywać tych tekstów, choćby przez to, że w obu historiach widzimy małe, zamknięte oraz naznaczone społeczności. Tyle, że u Grzesiuka mamy do czynienia z rzeczywistością PRL-owską.