Boris Golzio z pewnością zdziwił się, gdy pewnego dnia zadzwoniła do niego starsza pani, która okazała się kuzynką jego babki. Ich spotkanie zaowocowało po kilkunastu latach komiksem „Kroniki Francine R.”. Pani Rivollier pozostawiła po sobie nagrania, świadectwo jej przeżyć wojennych. Kobieta była działaczką francuskiego ruchu oporu, ale wpadła w ręce nazistów. Przez dwanaście miesięcy była więziona i właśnie o tych przeżyciach postanowiła po latach opowiedzieć. Boris Golzio potrzebował kilkunastu lat, by ten przekaz ustny przekształcić na powieść graficzną.
Historia, z którą mamy do czynienia, zaczyna się właśnie od genezy „Kronik Francine R”. Autor postanowił, że nie będzie poprawiał tego świadectwa, dlatego od początku mamy wrażenie, że główna bohaterka kieruje opowieść bezpośrednio do nas. Jej relacja zaczyna się od momentu aresztowania, które miało miejsce 6 kwietnia 1944 roku. Sięgamy też w przeszłość przed uwięzieniem. Dowiadujemy się, jakie bohaterka miała dzieciństwo, czym się zajmowała podczas wojny i w jakich okolicznościach doszło do jej uwięzienia.
Po aresztowaniu i przesłuchaniach trafiła do Ravensbrück. Przewożono po 120 osób w jednym bydlęcym wagonie. Francine trafiła do obozu koncentracyjnego razem z siostrą i najtrudniejsze podczas drogi było pragnienie. Przy sobie miały paczki z Czerwonego Krzyża, więc głód mogły zaspokoić, do picia była brudna woda spływającą z rynny. Dla każdego było po kilka kropli.
Pobyt w Ravensbrück dla obu sióstr był koszmarem, od samego momentu wysiadania z transportu. Każdej chwili towarzyszyła niepewność, co z chwilę może się wydarzyć. Kobiety trafiły do obozu 18 maja 1944 roku. Jak bardzo opresyjne było to miejsce doświadczyła na własnej skórze, gdy musiała przejść procedurę przyjęcia do obozu. Rozebranie do naga to zaledwie początek upodlenia.
W czasie pobytu w Ravensbrück Francine zajmowała się rozbieraniem zmarłych. Na tym polegała praca jej komanda. Przy okazji obserwowała to, co działo się wokół niej. Jej relacja okazuje się subiektywna, niepozbawiona uprzedzeń (kiedy mówi o Polkach czy Niemkach jest niekiedy niesprawiedliwa, choć może nie zdążyła poznać więźniarek dość dobrze i posłużyła się stereotypami na ich temat). Jednak ten obóz nie był jedynym miejscem, w którym przebywała bohaterka komiksu. W Ravensbrück Francine zdążyła spędzić zaledwie kilka tygodni, więc czasami to o czym mówi jako świadek, miesza się z wiedzą nabytą po wojnie. Mimo to autorowi komiksu udało się potwierdzić tę historię i daje nam do zrozumienia, że otrzymujemy prawdziwą opowieść.
Francine wkrótce została skierowana do do Watensted-Leinde, gdzie wysyłano ją do pracy w fabryce. Codziennie stała przynajmniej 12 godzin przy maszynach produkujących gwinty do bomb. Mimo trudnych warunków, głodu i chłodu, Francine udało się przeżyć wojnę. Opowiedziała również, jaką drogę przeszła, nim trafia do Francji.
O tym, jak wyglądało życie więźniów obozów pracy, powiedziano już wiele. Jednak każda historia z osobna jest równie cenna, co całościowe opracowania. Wiele osób po wojnie nie chciało opowiadać o swoich doświadczeniach, ponieważ były zbyt bolesne. Dlatego relacja Francine Rivollier jest niezwykle wartościowa. Boris Golzio nie zdecydował się na opublikowanie jej nazwiska, bo dążył do tego by przesłanie z tej historii było uniwersalne, ale przecież warto dać głos ludziom, którzy tak wiele przeszli. Im więcej takich relacji, tym lepszy obraz tamtych czasów możemy sobie wyobrazić (mimo, że wiele rzeczy przerasta nasze wyobrażenia).
„Kroniki Francine R.” jako komiks przemawiają do czytelnika w sposób szczególny. Autor opowieści graficznej oddał czasy, których ta historia dotyczy. Czarno-białe kolory oddają grozę wojny, a uproszczona kreska trochę kojarzy się z „Maus” Arta Spiegelmana. Wprawdzie postacie komiksu nie są zwierzętami, ale brak szczegółów w rysach ich twarzy pokazuje, że ludzie w obozie byli masą, traktowano ich jako numer, a nie jednostkę. Dopiero kiedy pojawia się wyzwolenie i nadzieja na przeżycie, autor komiksu wzbogaca kadry o delikatne barwy kojarzące się z francuską flagą. Zamiast „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku”, jest Francine w niebieskiej sukience, która wyróżnia się na szarym tle.
Boris Golzio świetnie oddał charakter mówiony tej relacji. Stosując wypowiedź w pierwszej osobie, wahania zaburzające monolog, czy powtórzenia, od razu czujemy, że mamy do czynienia z relacją świadka, który po latach wreszcie zdecydował się powiedzieć o swoich doświadczeniach i uczuciach związanych z uwięzieniem w obozach koncentracyjnych. W ten sposób otrzymujemy obraz z nieco innej perspektywy, niż przywykliśmy, co wzbogaca naszą wiedzę, zwłaszcza jeśli chodzi o mało znany obóz Watenstedt-Leinde. Przede wszystkim to jednak przejmujące świadectwo ujęte w konwencję powieści graficznej o tym, jakim piekłem były obozy koncentracyjne.
To niezwykłe, że ludzie przez tyle lat potrafią tłamsić w sobie traumy, zanim zdecydują się o nich opowiedzieć.
Jednak u niektórych w pewnym momencie pojawia się potrzeba opowiedzenia o tych trudnych doświadczeniach. Dobrze, że takie historie mogą zostać utrwalone.