„Bądźmy dobrej myśli” – Carolina Setterwall

Bądźmy dobrej myśli, Carolina SetterwallKiedy sięgam po literaturę o charakterze autobiograficznym, natychmiast przywołuję w myślach najwybitniejszych polskich i zagranicznych twórców. Niezależnie od tego czy to będą pamiętniki, czy dzienniki, czy autobiografie, wybór jest naprawdę wielki. Szwedzka autorka, Carolina Setterwall, wydała niedawno książkę „Bądźmy dobrej myśli” o stracie bliskiej jej osoby, co natychmiast nasunęło mi skojarzenie z „Moją walką” Karla Ovego Knausgårda i rzeczywiście można się doszukać pewnych inspiracji. Carolina Setterwall postanowiła opowiedzieć o swoich uczuciach po tym, jak zmarł jej ukochany.

Historia podzielona została na dwie warstwy czasowe. Opowieść rozpoczyna się w październiku 2014 roku od zwykłego dnia w małej rodzinie. Narratorka relacjonuje trudny dla niej moment, jeden z wielu, choć ten jest nieco inny niż wszystkie. Między nią a partnerem trwa walka o przetrwanie, gdyż wykańcza ich wychowywanie malutkiego synka, a zmęczenie sprawia, że nie potrafią być dla siebie mili. Tego dnia wybierają się do rodziców Aksela, by naprawić wycieraczki auta. Okaże się, że to ostatni dzień, kiedy mężczyzna spotka swoich bliskich.

Para poznała się kilka lat wcześniej podczas imprezy. Dojrzali ludzie, ale jeszcze młodzi duchem, wciąż potrafiący się świetnie bawić, trafiają na siebie. Carolina bardzo szybko zakochuje się w przystojnym Akselu. Wprawdzie impreza należała do mocno zakrapianych, ale para potraktowała tę znajomość poważnie. Z czasem wszystko rozwija się można powiedzieć w sposób ekspresowy, bo namiętności w tym związku nie brakuje. Kryzys przychodzi, gdy kobieta chce się zdecydować na dziecko. Mężczyzna nie czuje się gotowy, a jednak po długich i burzliwych dyskusjach godzi się na starania o potomstwo. Caro zachodzi w ciążę, ale dopiero po urodzeniu dziecka wszystko w jej życiu się zmienia. Macierzyństwo okazuje się doświadczeniem trudnym dla obojga.

Wracając do października 2014 roku. Podczas jednej z nocy wreszcie jakoś ułożyła się z synem. Dla kobiety wszystko przebiegło zwyczajnie, choć po raz pierwszy od dłuższego czasu przespała kilka godzin. Postanowiła spędzić noc w pokoju syna, bo tak jest łatwiej. Kiedy rano przeszła z małym Ivanem do łóżka, w którym spał Aksel, zauważyła, że coś wygląda się nie tak, jak powinno. Inna pozycja partnera, kolor skóry obudził uzasadniony niepokój kobiety. Jej ukochany już nie żył.

Narratorka w książce zwraca się bezpośrednio do mężczyzny, którego utraciła. Opisuje szczegółowo, jak przebiegał ich związek. Relacjonuje, co wydarzyło się po jego śmierci. Przede wszystkim skupia się na swoich emocjach. Choć nie brakuje dokładnych, często intymnych szczegółów z jej życia, to najbardziej znaczące okazuje się to, co czuje. Nie oszczędza ani siebie, ani czytelników, gdy opisuje swój ból po stracie. Śledzimy wszystkie etapy żałoby, łącznie z użalaniem się, poddawaniem mrokowi, a także nieustanną walką o to, by przetrwać kolejną dobę – dla kilkumiesięcznego Ivana, który nie miał świadomości, co zmieniła śmierć ojca. W książce nie zabraknie również opowieści o dziecku i rodzicielstwie.

Carolina Setterwall pisze w poruszający sposób, oddając trudne do wyobrażenia doświadczenie. Zwracanie się w sposób bezpośredni do zmarłego ukochanego pozwala jeszcze raz przeanalizować związek, a także zastanowić nad uczuciami. Widzimy, jak para podchodziła do życia. Konkretny Aksel pewnego dnia przesłał Carolinie plik z instrukcją, jak powinna postąpić po jego śmierci. Zakończył maila słowami „Bądźmy dobrej myśli…”. W tej książce widzimy, czy rzeczywiście owe pozytywne myślenie się pojawi, a także jak żałoba zmienia sposób postrzegania świata. Niedojrzała narratorka zmuszona jest do zweryfikowania poglądów. Następuje zderzenie myślenia życzeniowego z rzeczywistością. Carolina Setterwall przedstawia to w najdrobniejszych szczegółach, jak przez lupę. Zmusza to każdego z nas do refleksji na temat przemijania, godzenia się ze stratą, a także pozwala poznać historię wielkiej miłości do drugiego człowieka, a także dostrzec siłę uczuć macierzyńskich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *