Péter Gárdos, autor książki „Gorączka o świcie”, urodził się w 1948 roku w Budapeszcie. Jest pisarzem i reżyserem. Powieść została oparta na prawdziwej historii jego rodziców. Mowa w niej o czasach, zanim autor przyszedł na świat. Ojciec i matka Pétera Gárdosa przed ślubem korespondowali ze sobą kilka miesięcy. Pisarz nie miał o tym fakcie pojęcia, dowiedział się o tym pół wieku później. Dzięki tym listom powstała powieść, która zabierze nas w czasy tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej i pokaże nam siłę miłości.
Główny bohater „Gorączki o świcie” miał niebywałe szczęście. Jako jeden z nielicznych przetrwał obóz koncentracyjny. Przeżył niewyobrażalny koszmar, ale i tak na wolności czekał na niego wyrok śmierci. Miklós dowiedział się od swojego lekarza, że ze względu na wyniszczenie organizmu i gruźlicę, zostało mu zaledwie kilka miesięcy życia. Obóz koncentracyjny stał się dla niego bombą z opóźnionym zapłonem. Wiadomość, że młody mężczyzna skończy swój żywot w obozie rehabilitacyjnym na Gotlandii w Szwecji, działa na niego w sposób niezwykły. Bohater postanawia wziąć się za bary ze śmiercią. Będzie z nią walczył szukając miłości swojego życia.
Miklós zachowuje się tak, jakby w ogóle nie usłyszał, że ma przed sobą sześć miesięcy życia, nie przyjmuje tego do wiadomości. Skupia się na czym innym – pisze listy i wysyła je do stu siedemnastu Węgierek przebywających w szwedzkich szpitalach. Ile kobiet mu odpowie? Tylko kilka, ale jedna z odpowiedzi najbardziej przypada mu do gustu. Z listem od Lili wiąże wiele nadziei. Czy jednak marzenie Miklósa się spełni i znajdzie prawdziwą oraz odwzajemnioną miłość?
Historię korespondencji tej pary poznajemy z opowieści prowadzonej przez ich syna. Pokazuje on swoich przyszłych rodziców bez sentymentalizmu. Miklós wydaje nam się osobą nieco niepoważną, choć wszystkie jego fanaberie traktujemy z przymrużeniem oka ze względu na to, co przeżył w czasie drugiej wojny światowej. Sytuacja węgierskich Żydów była nieco lepsza niż polskich, ale tak naprawdę zagłada została tylko przesunięta w czasie. W 1944 roku rozpoczęła się deportacja Żydów z Węgier do obozów koncentracyjnych. Zginęło około 600 tysięcy osób. Wojnę przeżyło 200 tysięcy węgierskich Żydów.
Lili i Miklósowi się udało przetrwać piekło Holocaustu. Jednak po wojnie byli już innymi ludźmi. Jeszcze nie wiedzieli, kto z ich bliskich przeżył, a kto zginął. Mieli w sobie rany psychiczne, a jednocześnie czuli potrzebę bliskości. Miklós uznał, że jedynie miłość może go uratować. Miał na myśli prawdziwe uczucie, a nie tylko chwilowe spełnienie cielesne. Kiedy więc Lili odpowiada na jego list, to nie zamierza jej zwodzić, chce, by go naprawdę pokochała. Im bardziej się angażuje, tym staje się też silniejszy fizycznie.
W „Gorączce o świcie” zaskakuje, że autor opisuje tę historię nie unikając humoru. Kiedy jednak pojawiają się obrazy drastyczne, bo przedstawiające opis zbrodni hitlerowskich, tutaj Péter Gárdos jest poważny. Sam Miklós został przedstawiony jako ktoś sympatyczny i zabawny. Być może ta tytułowa poranna gorączka ma wpływ na jego zachowanie. Ostatecznie upór głównego bohatera przynosi efekt, bo zwycięża siła woli. Węgier szybko staje się przeciwieństwem Hansa Castorpa, postaci znanej nam z „Czarodziejskiej góry”, bo i takie nawiązania literackie się tu pojawią. Miklós nigdy się nie waha, jest przekonany o tym, że postępuje właściwie szukając miłości. Droga, którą przemierzy ta para również nie będzie łatwa, gdyż wszyscy będą ich przestrzegać przed uczuciem. Niezachwiana wiara głównego bohatera okaże się najlepszym lekarstwem.
Powieść „Gorączka o świcie” Pétera Gárdosa mogłaby się wydawać nieprawdopodobna, gdyby nie to, że autor opiera się w niej na historii własnych rodziców. Mowa w książce o miłości, ale nie ma w niej niepotrzebnego sentymentalizmu. Pisarzowi udało się zachować dystans, dzięki któremu mógł posłużyć się ironią oraz humorem. Wprawdzie bohater bywa niekiedy śmieszny, ale ostatecznie stawia na swoim i odnosi prawdziwe zwycięstwo. Natomiast czytelnicy mają okazję poznać sytuację ludzi ocalałych z Holocaustu zaraz po wojnie. Dowiadujemy się jakie były ich perspektywy i plany na przyszłość, ale też jakie uczucia im towarzyszyły w związku z utratą tak wielu bliskich im osób.
O proszę, mijający rok 2016 minął mi pod znakiem literatury węgierskiej – poznałem Pétera Esterházy’ego oraz György Spiró, przeczytałem także kolejne dzieła Sándora Máraia. O Péterze Gárdoszu jak dotąd nie słyszałem, ale „Gorączka o świecie” sprawia wrażenie interesującej lektury – okres powojnia to szalenie ciekawy czas (czytałem podobną lekturę, ale traktującą o Rumunii).
W końcu mamy Rok Kultury Węgierskiej, więc pojawia się sporo nowych tytułów z tego kraju. Jeszcze nie miałam okazji sięgnąć po twórców, których wymieniłeś, ale kuszą mnie dzienniki Sándora Máraia.
Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale obóz, śmierć i miłość – to tematy, które zapowiadają dobrą literaturę.
Polecam z czystym sumieniem. 🙂
Dziwne są czasem te synchroniczności. W dopiero co przeczytanej książce, „24/7” Jonathana Crary’ego, wspomniany został pewien surrealistyczny poeta, Robert Desnos, który trafił do Auschwitz, przeżył, ale zmarł na tyfus kilka dni po zakończeniu wojny.
Właśnie czytam książkę „Mischling, czyli kundel” w którym pokazano między innymi jakie śmiertelne żniwo niósł marsz śmierci, czyli ewakuacja więźniów Auschwitz w styczniu 1945 roku (zginęło 15 tys. osób).