Kiedy lato zmierza ku końcowi, chciałabym je na jakiś czas zatrzymać, albo sprawić przynajmniej, by czas płynął nieco wolniej. Jeszcze tyle książek zostało do nadrobienia, tyle spraw do załatwienia, czy choćby złapania jeszcze kilku ciepłych promieni słońca, pełnych beztroskich chwil. Tove Jansson w swojej „Księdze lata” udało się to zrobić, gdyż zamyka jak w szklanej kuli letnie życie pewnej rodziny. Znana jako autorka cyklu o „Muminkach” fińska pisarka pisała również dla dorosłych, nie tylko kreśląc słowa na papierze, ale również tworząc jako malarka, czy rysowniczka. Teraz możemy sięgnąć po wznowienie książki napisanej przed laty, a przełożonej na język polski 42 lata temu. Teraz otrzymujemy „Księgę lata” w przekładzie Haliny Thylwe nakładem wydawnictwa Czarne w serii „nowa klasyka”.
Akcja powieści rozgrywa się na niewielkiej, surowej wyspie na archipelagu fińskim. Klimat jest bardziej wymagający od człowieka pokory, niż u nas. Wprawdzie panuje lato, ale ma ono swoje kaprysy. Na pewno można liczyć na wiatr, zmienną pogodę, z burzą i ze sztormem włącznie. Poznajemy przede wszystkim Sophię i jej babcię. Sześcioletnia dziewczynka niedawno straciła mamę. Teraz opiekuje się nią babcia, wyjątkowa kobieta, która wnikliwie przygląda się dziecku. Dzięki temu potrafi zrozumieć Sophię niemal bez słów.
Prócz babci jest też ojciec dziewczynki, choć mężczyzna znajduje się na drugim planie. W tej opowieści najważniejsza będzie relacja między babką a wnuczką, a tata zajmuje się szeroko pojętą pracą. Dziewczynka nie za bardzo wnika w to, czym zajmuje się mężczyzna, no chyba że dotknie to ją w jakiś sposób np. nie zabierze córki na tańce na statku, albo zajmie się ogrodnictwem i sprowadzi na wyspę egzotyczne dla tego miejsca tulipany.
Oglądamy w „Księdze lata” codzienność na malutkiej wyspie. Książka została podzielona na dwadzieścia dwa krótkie rozdziały, w których opisane są różne sceny, sytuacje, a także przemyślenia babki, albo wnuczki. Każda z nich otrzymuje swoje miejsce. Wsłuchujemy się w głos dziecka z całą jego naiwnością, by po chwili narracja zmieniła się na przemyślenia babci. Każda z nich ma swój własny styl wypowiedzi. Dzięki temu na to samo miejsce i wydarzenie możemy spojrzeć inaczej.
Sophia wyraża się w sposób emocjonalny, w końcu jest kilkuletnim dzieckiem. Chce być traktowana poważnie, nawet gdy postępuje z naszej perspektywy naiwnie i zabawnie. Babcia podchodzi do zachowania wnuczki ze zrozumieniem, dostosowując się do dziewczynki, nie wyrażając krytycznych uwag ze swojej strony. Przysłuchuje się temu, co mówi Sophia i przyjmuje często perspektywę dziecka, dzięki czemu dziewczynka czuje się rozumiana i wysłuchana. Czytający doceni mądrość starszej kobiety, która otacza sześciolatkę w ten sposób opieką i czułością, tak potrzebną każdemu dziecku. Wiele opisanych scen nas rozbawi, gdyż zobaczymy dziecko i babcię w nietypowych sytuacjach.
Dzięki „Księdze lata” zaglądamy do świata w pewnym sensie opartego na wspomnieniach Tove Jansson. Dostajemy na koniec posłowie napisane przez samą Sophię Jansson, czyli bratanicę Tove. Doda parę słów od siebie na temat opisywanych wydarzeń. W książce dzieje się niewiele, choć dla małego dziecka rozgrywają się całe światy. Emocji tu nie brakuje, ale wszystko rozgrywa się w jednej niewielkiej przestrzeni pod czujnym i uważnym okiem babci. Kobiety, która kocha i potrafi być przy dziecku tak, by nie czuło się samotne. Po śmierci matki dziewczynki, starsza pani przejmuje ster nad opieką nad Sophią, a my przyglądamy się tej pięknej więzi, jaka łączy wnuczkę i babcię. Nie zabraknie również zabawnych scen, takich jak poszukiwanie sztucznej szczęki. Babcia ma swoje dziwactwa, np. uczy się używania brzydkich słów, czy bawi się z dzieckiem dostosowując się do dziewczynki. Wszystko to sprawia, że czytając tę książkę zaczynamy dostrzegać, jak Tove Jansson połączyła dwa pokolenia: egzystencję u jego początku i kresie. Wyspa zbliża dziewczynkę i babcię, ale stanowi również pewną klamrę. Całe życie otwiera się tu na siebie w jednym miejscu.
PS Książkę na język polski przełożyła Halina Thylwe.