Kiedy dzieci są małe, chętnie słuchają opowieści o świętym Mikołaju, jego pomocnikach: elfach, czy reniferach. To wprowadza je w świąteczny nastrój. Z czasem te historie powszednieją, dlatego warto poszukać takich opowieści, które ten temat podejmują inaczej, a jednocześnie są na tyle bliskie dzieciom, że chętnie będą je poznawały. Katarzyna Ryrych postanowiła opowiedzieć młodym czytelnikom o współczesnym Mikołaju, który doskonale sobie radzi w XXI wieku.
Głównym bohaterem powieści „List od…” wcale nie jest brodaty starszy pan w czerwonym kubraczku, a Linus. Dwunastoletni chłopak opowiada o swoich przeżyciach, a te od samego początku są dramatyczne. Kiedy Linus przed świętami znajduje swój prezent, postanawia go wypróbować. Nie czeka aż znajdzie pod choinką deskę snowboardową. Zabiera ją i zjeżdża z ośnieżonej górki, prosto pod nadjeżdżający samochód.
Linus ulega wypadkowi i trafia do szpitala. Podczas oczekiwania na karetkę z nieba spada list. Dopiero po odzyskaniu przytomności po zabiegu, chłopak może go odczytać. Jego treść okazuje się tajemnicza. Okazuje się, że bohater nocami odwiedza świętego Mikołaja. Tyle, że ten każe na siebie mówić Majk. Wygląda też nieco inaczej, niż przywykliśmy. Ubiera się w dżinsy i kurtkę ze skóry. Kiedy Linus przebywa razem z Majkiem, dowiaduje się, że Mikołaj poszedł z duchem czasu. Wie, jak sobie radzić w XXI wieku. Przede wszystkim rozumie, z jakimi problemami muszą się mierzyć dzieci.
Dwunastolatek zobaczy dzięki Majkowi, co w życiu jest najbardziej istotne. Bo ten Mikołaj wcale nie uważa, że należy spełniać materialne potrzeby dzieci. Na pierwszym miejscu stawia bowiem takie uczucia jak miłość, szczęście i radość. Dlatego Majk musi zmierzyć się z innymi Mikołajami. Nie podoba się im postępowanie ich kolegi po fachu. Najłatwiej dawać rzeczowe prezenty. Majk udowadnia Linusowi, że liczy się coś więcej.
W „Listach od…” poznajemy chłopca, który zmienia swoją postawę. Najpierw sprawia wrażenie osoby, której obojętni są najbliżsi. Szybko się okazuje, że to tylko pozory. Linus najbardziej marzy o tym, by jego rodzina była w komplecie. Katarzyna Ryrych pisze o tym w taki sposób, że nie razi dydaktyzmem. Przede wszystkim daje odbiorcom historię pełną przygód. Bohater doświadcza ich wiele, wszak razem z Majkiem mają co robić. Dwunastolatek obserwuje Mikołaja i wyciąga wnioski. Podobnie dzieje się z czytelnikiem. „List od…” skłania do refleksji. Uczy też, że dawać można coś, co na pierwszy rzut oka jest niewidzialne, a przecież niezwykle ważne.
Książka została napisana na zamówienie Empiku, by wesprzeć fundację zaczytani.org. Każdy sprzedany egzemplarz to dziesięć złotych na stworzenie Bibliotek Małego Pacjenta w placówkach medycznych w całej Polsce. Warto wspomóc w ten sposób potrzebujących. Dzięki temu pokazujemy dzieciom, że nie jesteśmy obojętni na potrzeby innych, a przy okazji otrzymujemy ciepłą i pełną przygód historię, która wprowadza odbiorców w magię Świąt i pokazuje, co jest w życiu najważniejsze.
Fajna akcja i takie akcje trzeba wspierać!
Na szczęście oprócz szczytnego celu, mamy do czynienia z ciekawą historią. 🙂