Należę do tej grupy miłośników książek, która lubi spotkania z twórcami. Cieszy mnie każda ciekawa powieść, a z autografem to już podwójnie. Natomiast Festiwal Literacki Sopot to wydarzenie, które zadowoli wielu miłośników nie tylko słowa pisanego. Oprócz licznych spotkań z twórcami, można było wziąć udział w koncercie zespołu Kafka Band, wysłuchać fragmentów powieści Šabacha, obejrzeć kilka filmów, pokazywano np.: „Grandhotel”, czy „Śmierć pięknych saren”. Tematem wiodącym tegorocznego Festiwalu była literatura (i kultura) czeska. Jednak nie zabrakło też autorów nominowanych do Nike, albo też innych ciekawych pisarzy. Impreza cieszyła się sporą frekwencją. Z roku na rok przybywa gości, którzy chcą posłuchać swoich ulubionych autorów. Puste krzesła jak na obrazku powyżej szybko się zapełniały. Na niektóre spotkania organizatorzy musieli je zwyczajnie donosić.
Po kilku autorów z Czech już sięgnęłam. Dlatego nie mogłam pominąć spotkania z Jaroslavem Rudišem. O jego książce „Koniec punku w Helsinkach” oraz „Ciszy w Pradze” już pisałam, ale sam pisarz okazał się być świetny w snuciu opowieści o swoich powieściach, czy działalności pozaliterackiej. Bardzo spodobała mi się anegdota na temat różnic w poczuciu humoru Polaków i Czechów. Nie przypuszczałam też, że w kręgu zainteresowań Rudiša może znaleźć się kolejarstwo.
Organizatorzy nie zapomnieli też o dzieciach. Sami korzystaliśmy z wszystkiego, co było dostępne dla najmłodszych. Uczestniczyliśmy w Warsztatach rodzinnych „Emocje od Z do A”, które za każdym razem otwierało czytanie książek w wykonaniu aktorów Teatru Miniatura. Oczywiście pociechy były zachwycone, ponieważ poznały nową książkę ich ulubionej pisarki Lotty Geffenblad „Prezenty Astona”, czy „Ucieszki Cieszka” Zdenka Svěráka. Popołudniami odbywały się spotkania z autorami książek dla dzieci, często połączone z zajęciami plastycznymi. Niestety, nie wszystkie tytuły były dostępne do nabycia w namiocie Targów Książki, jednak wkrótce o wielu książkach dla dzieci tu napiszę.
Jeśli chodzi o dorosłych – rekordową popularnością cieszyło się spotkanie z Hanną Krall, Mariuszem Szczygłem i Wojciechem Tochmanem, świetnie poprowadzone przez Michała Nogasia. Pretekstem była premiera książki „Krall” tego trio. Do Państwowej Galerii Sztuki przyszło chyba pięćset osób. Może jednak z tym czytaniem w Polsce nie będzie tak źle, skoro taką popularnością cieszy się tytuł, który premierę ma dopiero pierwszego września? Na szczęście były w Sopocie przedpremierowe egzemplarze. Warte zanotowania jest też to, że książka „Krall” wcale nie jest łatwa, lekka i przyjemna – natomiast prowadzący potrafili mówić i w sposób zabawny, a kiedy trzeba pokazywali to, co w książce najbardziej wartościowe i godne uwagi.
Spędziłam cztery dni w Sopocie. Festiwal przyciąga mnie jak magnes już od trzech lat. Mam nadzieję, że w przyszłym roku również uda mi się przyjechać i chłonąć tę wspaniałą atmosferę. Kultura i literatura okazują się być czymś ważnym i nawet latem można jej poświęcić kilka wolnych chwil. Zwłaszcza, że zimą i jesienią nie zawsze jest to łatwe. Żałuję, że niektóre spotkania się nakładały – było ich tak dużo, że pojawienie się na wszystkich było fizycznie niemożliwe. Jednak rozumiem, że nie można było przedłużyć festiwalu do sześciu dni. Czuję się naładowana literacką energią. Wkrótce pojawią się tu wpisy inspirowane tytułami, po które sięgnę właśnie dlatego, że ich autorzy przekonali mnie do swoich książek.
Według mnie to dużo lepsza impreza niż Targi Książki. Zdecydowanie wolę Sopot. 🙂 I cieszę się, że mogłam Cię spotkać. 🙂 🙂
Byłam na Targach w Katowicach i najciekawsze było to, że spotkałam śląskich blogerów. Natomiast rzeczywiście we wpisie nie wspomniałam, że podczas Festiwalu Literacki Sopot spotkałam sporą grupę blogerów (przede wszystkim pomorskich). Cieszę się, bo Sopot naprawdę nas zbliża do siebie. 🙂
Z roku na rok spotkania z pisarzami są coraz lepsze. Poznajemy osobistości w dziedzinie literatury i tych mniej znanych, którzy ożywiają festiwal.
Literacki Sopot jest super!
Ciekawe, ile razy się minęłyśmy? Na jakich spotkaniach byłaś?
Przeogromnie zazdroszczę. Zwłaszcza spotkania z z Hanną Krall, Mariuszem Szczygłem i Wojciechem Tochmanem.
Zdecydowanie warto było się pojawić na tym spotkaniu autorskim. Szkoda tylko, że trwało tylko godzinę. Mogłabym ich słuchać cały dzień…