Mariusza Szczygła nie trzeba przedstawiać miłośnikom reportażu, czy szeroko pojętego słowa pisanego. Dziennikarz w ubiegłym roku otrzymał Literacką Nagrodę Nike za tom reportaży Nie ma. Książka zdobyła również uznanie czytelników, którzy przyznali jej Nike Czytelników. Osiem lat temu wydana została po raz pierwszy „Láska nebeská” Mariusza Szczygła. Zbiór felietonów zyskał sporą popularność, a powstał by wprowadzić nas, Polaków w dobry nastrój. Teraz możemy sięgnąć po wznowienie, wzbogacone o zdjęcia Josefa Sudka. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Mariusz Szczygieł
„Czarka” – Ludwika Woźnicka
Ludwika Woźnicka wydała „Czarkę” w 1961 roku. Książka odniosła ogromny sukces, rozchwytywano ją, gdy tylko pojawiała się w księgarniach, a drukowano w nakładach dzisiaj niewyobrażalnych. Z czasem popularność przygasła, a o autorce i jej powieściach niemal zapomniano. Do czasu. O bliźniaczkach Woźnickich oraz ich tragicznej historii przypomniał Mariusz Szczygieł w swoim zbiorze reportaży pt. „Nie ma”. Czytaj dalej
Literacki Sopot 2015 – dla dzieci i dorosłych
Należę do tej grupy miłośników książek, która lubi spotkania z twórcami. Cieszy mnie każda ciekawa powieść, a z autografem to już podwójnie. Natomiast Festiwal Literacki Sopot to wydarzenie, które zadowoli wielu miłośników nie tylko słowa pisanego. Oprócz licznych spotkań z twórcami, można było wziąć udział w koncercie zespołu Kafka Band, wysłuchać fragmentów powieści Šabacha, obejrzeć kilka filmów, pokazywano np.: „Grandhotel”, czy „Śmierć pięknych saren”. Tematem wiodącym tegorocznego Festiwalu była literatura (i kultura) czeska. Jednak nie zabrakło też autorów nominowanych do Nike, albo też innych ciekawych pisarzy. Impreza cieszyła się sporą frekwencją. Z roku na rok przybywa gości, którzy chcą posłuchać swoich ulubionych autorów. Puste krzesła jak na obrazku powyżej szybko się zapełniały. Na niektóre spotkania organizatorzy musieli je zwyczajnie donosić. Czytaj dalej
Deszczowa wersja Literackiego Sopotu
Niedziela postanowiła popsuć plany organizatorom Literackiego Sopotu. W związku z tym, że padał deszcz, trzeba było nieco zmieniać lokalizację, a zwłaszcza mieć baczne oko na książki, które nie lubią wody. Na szczęście te, które kupiliśmy, były zafoliowane, więc nic złego im się nie stało.
Na warsztatach „Emocje od Z do A” jeszcze udało nie zmoknąć. Dzieci posłuchały książki Tove Jansson, „Niebezpieczna podróż”. Sam tytuł nie wskazuje na to, że ma coś wspólnego z nudą – bo właśnie taki był temat niedzielnego spotkania. Okazuje się, że nudząc się, można przeżyć coś niesamowitego. Tak stało się z Zuzą, która po założeniu okularów, nagle trafia do świata Muminków. Sporo w nim grozy, ale też wiele się dzieje, no i dobrze się kończy. Dzieciakom najbardziej podobał się śnieg (czyli ścinki papieru), którym szczodrze sypali aktorzy. Joanna Trzaska tłumaczyła dorosłym, dlaczego warto się nudzić, bo przecież właśnie wtedy można się lepiej zrozumieć. Natomiast maluchy dowiedziały się podczas spotkania z Anną Uzarczyk, że nuda może być początkiem wielkiej przygody.
Po warsztatach udałam się na Kulturalną Plażę Trójki, na spotkanie z Mariuszem Szczygłem. Obfite opady deszczu sprawiły, że trzeba było się przenieść do pobliskiego Klubu Atelier. Tłum zaskoczył wszystkich. Część osób nawet nie próbowała dostać się do środka, tak byliśmy stłoczeni. Sama przyszłam na pół godziny przed rozpoczęciem, a już było dużo osób. Jednak po chwili zapanował tu olbrzymi ścisk. Mimo to warto było się pojawić, ponieważ Mariusz Szczygieł opowiadał niezwykle zabawnie i z polotem. Nawet wzbogacał nasze słownictwo o zapomniane wyrazy (jak dobrze pamiętam: hecny – robiący hecę, zadziorny). Michał Nogaś pytał dziennikarza przede wszystkim o antologię reportażu „100/XX”, bo przecież Szczygieł jest ekspertem w tej dziedzinie, ale wszystko odbywało się w żartobliwej atmosferze.
Nie mogłam też pominąć spotkania z Ignacym Karpowiczem. Odbywało się ono w Zatoce Sztuki, a prowadził je Juliusz Kurkiewicz. Za sprawą książki „ości” Karpowicz został nominowany do Literackiej Nagrody Nike. I od tego tytułu zaczęła się rozmowa – o serialach i poliamorii. Oczywiście prowadzący nie zapomniał zapytać o pierwowzory bohaterów tej powieści, bo nie jest tajemnicą, że autor oparł swą historię na żywych ludziach. Na szczęście dziennikarz nie pominął „Sońki”. Dowiedziałam się, że praca nad nią trwała aż siedem lat. Ignacy Karpowicz napisał kilka wersji, pierwsza miała aż 500 stron, ostateczna tylko 208. Padły pytania o możliwość wystawienia adaptacji „Sońki”. Autor stwierdził, że są takie plany, choć nie wiadomo, kiedy nastąpi ich ostateczna realizacja.
Żałuję, że Festiwal Literacki Sopot dobiegł końca. Na szczęście dzięki spotkaniom z moimi ulubionymi autorami, naładowałam baterie. Teraz mogę ruszać do pracy. Widzę też że impreza cieszy się sporym powodzeniem. Pewnie w przyszłym roku organizatorzy wezmą to pod uwagę, że może być spory tłum. Na przykład na warsztaty „Emocje od Z do A” cieszyły się w niedzielę takim powodzeniem (mimo niepewnej pogody), że dzieci zwyczajnie w świecie się nie mieściły na przygotowanym dla nich miejscu. Zaś dzięki Michałowi Nogasiowi nie jest już tajemnicą, że za rok można się spodziewać w Sopocie literatury czeskiej. Ciekawe, kto zostanie zaproszony?
Drobny „Kaprysik”
Tytuł „Kaprysik. Damskie historie” Mariusza Szczygła i sama okładka książki wydają się być nieco infantylne. Już nawet moje niespełna siedmioletnie dziecko wyrosło z okresu wściekłego różu. Chociaż ten kolor z okładki bardziej nazwałabym majtkowym. Tak czy siak negatywne skojarzenie z tamtych różowych dni zostało…
Jednak nie oceniajmy wnętrza po okładce. Tym bardziej, że czytnik, który posiadam jest tylko czarno-biały – i chwała mu za to! Do tej pory miałam okazję czytać „20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła”. Dlatego ucieszyłam się z prezentu Publio. Wiedziałam, że się nie zawiodę.
Czytelnik otrzymuje pięć historii kobiet. Niektóre są znane, inne nie. Jedno je łączy – posiadanie jakiegoś kaprysu. Dlaczego Szczygieł wybrał historie kobiet? Oddam głos autorowi, niech się sam wytłumaczy:
Jak wiadomo kobiety mają więcej do powiedzenia niż mężczyźni. Uważam, że ludzkość nie robi z tego zjawiska wystarczająco dobrego użytku.
Książka jest doskonałą lekturą nie tylko w ciepłe dni. Pochłania się ją niemal w kilka minut. Historie trzymają czytelnika w napięciu. Najbardziej spodobała mi się opowieść o starej kartce, którą Szczygieł znalazł w kawiarni „Nowy Świat”. Na pożółkłym papierze zapisano nazwiska kilku kobiet. Co je łączy? To powinno być zadanie dla detektywa, ale reporter doskonale sobie radzi. I zdradzę, że w finale poznamy rozwiązanie tej niezwykłej zagadki.
Historie opowiedziane przez bohaterki są bardzo ciepłe, dają jakąś nadzieję, pozwalają doszukiwać się sensu w naszej egzystencji. Może się to wydawać banalne, jednak nastawiają pozytywnie do życia. Jeżeli ktoś potrzebuje zastrzyku energii, to ta książka będzie dla niego. Zostaje tylko jedna wada – dlaczego panie Mariuszu tak mało? My czytelnicy domagamy się większej ilości takich reportaży.