Kto nigdy nie był w Sopocie? Na Monciaku trzeba pokazać się choć raz w życiu, podobnie jak na Krupówkach, czy przy Neptunie w Gdańsku. Dla mieszkających tu na co dzień sopocian tacy turyści zjeżdżający z całej Polski to pewnie przekleństwo, ale dla wielu również źródło dochodów. Jak to się jednak stało, że właśnie to miasto, jest tak popularne? Dlaczego moja babcia wybierała się do Zoppot, a nie do Sopotu? Tak jakby to była wyprawa do jakiegoś innego kraju, a nie miasta położonego kilkadziesiąt kilometrów od naszego domu. Tomasz Słomczyński w książce „Sopoty” objaśni nam to miejsce. Nie będzie miało za wiele wspólnego z tym, co dostrzega przeciętny turysta na molo.
Każdy z nas ma swój własny Sopot. Pamiętam doskonale wiele z tych obrazów, które przedstawia Tomasz Słomczyński. Pokazuje Sopot w latach, kiedy byłam dzieckiem. Koncerty w Operze Leśnej mogłam oglądać w telewizji i marzyć o wspaniałym kolorowym świecie, jaki jawił się za szklanym ekranem. Autor książki choć mieszkał w Sopocie, również nigdy nie zasiadał na widowni, ale mógł podziwiać tłumy ciągnące na festiwal. Słuchał dźwięków płynących z Opery Leśnej. Co zatem wspólnego ma obalenie komuny z koncertem Sabriny w Sopocie? Według Tomasza Słomczyńskiego był to już pewien powiew wolności, nadziei, że wkrótce runie dzielący nas od świata mur.
Mieszkam nie tak daleko od morza. Jednak, kiedy przypominam sobie wakacje z dziecięcych lat, to okazuje się, że nie mam we wspomnieniach kąpieli w Sopocie, czy w Trójmieście. Tam się nigdy nie kąpało w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, gdyż woda w Bałtyku była zbyt brudna. Słabo jak na kurort, ale w czasach PRL-u władze chyba nie za bardzo się przejmowały takimi kwestiami. Odpoczynek był gdzie indziej, np. nad jeziorami, albo na wczasach… pod gruszą.
Sopot powstał oczywiście na długo przed komunizmem w Polsce. Bardzo chciałam poznać tysiącletnią historię tego miasta i oczywiście to otrzymałam. Książki „Sopoty” nie położymy jednak obok tytułów typowo historycznych. Tomasz Słomczyński nastawił się na innego rodzaju narrację. Podkreśla, że każde pokolenie, a nawet każdy z nas ma swój indywidualny Sopot. Z tego całego zbioru szuka wspólnego mianownika. Pokazuje między innymi swój Sopot, miasto w którym autor dorastał i w którym na jego oczach działa się historia, co wiadomo dopiero z perspektywy czasu.
Z jakimi problemami zmagają się współcześni sopocianie? Mogą narzekać na turystów. Nie będą jednak pierwsi. Już w XVI wieku Sopot miał z nimi problem. W tym czasie najbardziej narzekano na Szwedów. Tomasz Słomczyński opowiada, kim byli mieszkańcy miasta na przestrzeni wielu wieków. Poznajemy ludzi, którzy przyczynili się do rozwoju kurortu, upadku, czy zwyczajnie zwykłych mieszkańców próbujących tu przetrwać. Wcale nie było to łatwe. Można powiedzieć, że miasto wiele razy traciło swoich obywateli. Po wielokroć się odbudowywało, podnosiło z kryzysów. W jakim momencie znajduje się teraz?
Tomasz Słomczyński by opisać różne oblicza miasta, pokazać nie tylko swoją własną perspektywę, odbył rozmowy z ludźmi związanymi z Sopotem. Zarówno z prezydentem miasta, wiceprezydentką i pierwszymi samorządowcami miasta w wolnej Polsce. Są też opowieści o sławach, które mieszkały w Sopocie, jak choćby znany mojemu pokoleniu autor komiksu „Kajko i Kokosz”, czyli Janusz Christa.
Książka „Sopoty” budzi wspomnienia i zmusza do refleksji. Mnie miasto przyciąga za względu na Literacki Sopot. Uwielbiam przyjeżdżać na festiwal. Mam wtedy własne, prywatne czterodniowe święto, na które czekam, jak pięciolatek na Świętego Mikołaja. Dzięki książce Tomasza Słomczyńskiego inaczej będę patrzyła w tym roku na nieznane do tej pory miejsca, choć przecież wielokrotnie mijane w czasie pobytu w Sopocie. Najlepiej wziąć książkę do ręki i popatrzeć na miasto jeszcze raz.
Druga połowa sierpnia od kilku lat oznacza dla mnie święto literatury, ponieważ właśnie wtedy odbywa się Festiwal Literacki Sopot. Tegoroczna edycja była dziesiąta, więc jubileuszowa, choć dla siebie odkryłam tę imprezę dziewięć lat temu. Za każdym razem organizatorzy chcą przybliżyć czytelnikom literaturę wybranego kraju. Teraz mogliśmy dowiedzieć się, co warto czytać, jeśli chodzi o włoskich twórców.
Kończy się rok, o którym tak wielu chciałoby jak najszybciej zapomnieć. Jeśli pragnęliście doczekać wyjątkowych czasów, to właśnie je mamy. Tylko raczej nie tak je sobie wyobrażaliśmy. Dlatego w przyszłość patrzymy z obawą i niepokojem, ale również nadzieją, że będzie choć odrobinę lepiej. Czas pokaże. Ale dzisiaj skupię się na książkach.
Piątek był drugim dniem festiwalu Literacki Sopot. W Sopotece trafiłam na dyskusję o literaturze pod hasłem „Dziewczyny o książkach”. Wypowiadały się vlogerki i blogerki również na temat promowania książek. Zaraz po tym odbyło się spotknie z pisarzem znanym w Polsce z bestsellerowej powieści „Chłopiec w pasiastej piżamie”. Właśnie została wydana książka Johna Boyne pt. „Drabina do nieba”.
Książka „Tylko Lola” Jarosława Kamińskiego została uznana przez magazyn „Polityka” za najlepszą polską powieść roku 2017. Teraz znalazła się w półfinale Angelusa, czyli Literackiej Nagrody Europy Środkowej. Historia Niny Molskiej oraz Lidii Kowal to dwie narracje, które się przeplatają i dają nam obraz powojennej polski, choć cofamy się również do dwudziestolecia międzywojennego, by poznać tytułową Lolę i zobaczyć życie rodziny żydowskiej. Najważniejsze okazują się wydarzenia z 1968 roku, dostrzegamy wybuch antysemickich działań i ich konsekwencje.
Miłośnik książek wydawać się może człowiekiem zamkniętym w sobie, który nie dba o kontakt z innymi. Jednak coroczne spotkanie blogerów książkowych zdaje się temu przeczyć. Już po raz szósty spotkaliśmy się w gronie tych, dla których ważne jest słowo pisane. Oznacza to, że nie tylko blogerzy, ale również pisarze przyjemnie spędzają czas w gronie tych, dla których czytanie jest ważne. Okazuje się, że zawsze jest nas spora grupa.