Na finalny tom trylogii „MaddAddam” napisanej przez Margaret Atwood Amerykanie czekali aż dziesięć lat. Na szczęście sama nie musiałam zbroić się w aż taką cierpliwość. Dane mi było poznawać kolejne części w krótkich odstępach czasowych. Najpierw był tom „Oryks i Derkacz„, a następnie „Rok potopu”. Obie książki nie odpowiedziały jednak na wszystkie moje pytania. Dopiero „MaddAddam” domyka tę historię, łącząc wszystko w całość oraz dopowiadając pewne wątki.
W „MaddAddam” widzimy świat po Suchym Potopie. Niemal cała ludzkość wyginęła przez Derkacza, szalonego naukowca, który postawił siebie na miejscu Boga. Postanowił dać światu ulepszonego człowieka, a tego, który istniał do tej pory – zlikwidował za sprawą śmiercionośnego wirusa. Tyle, że sam zginął w czasie tej apokalipsy.
Na świecie pozostało niewielu przedstawicieli naszego gatunku. Jeden z nich, Yeti-Jimmy, zaopiekował się nowymi ludźmi. Zostali oni nazwani Derkaczanami. Opowiadał im historie z przeszłości, był ich prorokiem, ale zachorował. Na szczęście w jednym miejscu spotykają się ci, którzy ocaleli. Teraz Toby i jej ukochany Zeb wezmą sprawy w swoje ręce. Nie będzie im łatwo, wszak na ich najmniejszy błąd czekają źli i niebezpieczni paintbólowcy. Oprócz tego świniony, które wcześniej były hodowane na organy dla człowieka. Teraz okazuje się, że są bardzo inteligentne i mogą być niezwykle groźne.
Toby przejmuje rolę opowiadacza. Yeti nie może tego robić, ponieważ zapadł w śpiączkę. Derkaczanie natomiast są niezwykle naiwni i niewiele rozumieją z tego, co robił wcześniej człowiek. Teraz kobieta tłumaczy im dawny świat i wyjaśnia wszystko, o co pytają. Te istoty nie krępują się jeśli chodzi o sprawy cielesne, złożona natura dawnego człowieka jest im zupełnie obca. Jednak dzięki opowiadanym historiom dopowiedziana została przeszłość, którą częściowo poznaliśmy w poprzednich tomach. Dowiadujemy się, skąd wziął się Adam Pierwszy i co go łączy z Zebem. Retrospektywa pozwala nam uzupełnić wszystkie luki, poznać przyczyny wydarzeń.
Jak wygląda świat po apokalipsie i co do niej doprowadziło? Margaret Atwood odpowiadając na te pytania, nie odchodzi zbyt daleko od tego, co znamy z otaczającej nas rzeczywistości. Pokazuje korporacje farmaceutyczne, które próbują przejąć władzę nad światem. Ingerencję człowieka w naturę. Zabawę z genami, która zmienia gatunki zwierząt i roślin. Ostatecznie powstaje nowy człowiek, ale ci, którzy walczyli o nieśmiertelność, czy chociaż o długowieczność, zostają zgładzeni.
Margaret Atwood posługuje się humorem, choćby dając czytelnikom naiwnych Derkaczan, którzy odbierają wszystko dosłownie. Z drugiej strony ich dziecięce i niewinne podejście do otaczającej rzeczywistości stanowi pewne rozwiązanie. Dopiero oni będą mieli szansę przetrwać, bo nie chcą zmieniać ani siebie, ani otaczającego ich świata. Akceptują własne „ja” oraz to, co jest wokół nich. Widzimy coś w rodzaju powrotu do korzeni. Derkacznie są jak ludzie pierwotni. Nie potrafią czytać i pisać, ale uwielbiają przekazy słowne. Dlatego niecierpliwie czekają na opowieści Yeti, a potem Toby. Co się jednak stanie, gdy jeden z nich, Czarnobrody, nauczy się pisać? Czy to nie będzie oznaczało powrotu do tego świata, który właśnie uległ zagładzie? Może jednak ta umiejętność oddana w ich ręce spełni nową rolę i poprowadzi ku czemuś dobremu oraz nie będzie stanowiła zaprzeczenia życia w zgodzie z naturą?
„MaddAdam” to powieść świetnie skonstruowana i podejmująca wiele aktualnych problemów z jakimi się zmagamy. Atwood pokazuje naszą ludzką kondycję zmierzającą ku zagładzie. Widzimy jednak, że życie w zgodzie z naturą jest szansą dla człowieka. Przekonuje wizja przyszłości, którą daje nam pisarka, wręcz wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Bo według pisarki świat sobie poradzi, ale ludzkość już niekoniecznie. Może przetrwać mit o człowieku oraz słowo, jednak bez tego, który tworzył te opowieści. Margaret Atwood w swej trylogii nawiązuje nie tylko do największych pisarzy, którzy tworzyli antyutopie (od Jonathana Swifta, po Aldousa Huxleya czy George’a Orwella). Historie przedstawiane Derkaczanom przypominają Ewangelię. Choć słowo nas nie uratuje, to warto zajrzeć w tę opowieść, którą daje czytelnikom Margaret Atwood.
Atwood zaskoczyła mnie przede wszystkim tym, że jej cykl jest równy, dobry od początku do końca. Bałam się lektury „MaddAddama” ale bez powodu – autorka nie zawodzi i z pewnością osoby, które zachwyciły się poprzednimi częściami, zachwycą się także tą:)
Widać, że trylogia jest świetnie dopracowana, bo wszystko się świetnie zazębia. Oprócz tego, że Atwood świetnie wszystko przemyślała, to również napisała książkę w świetnym stylu. 🙂
Chyba jednak nie dla mnie…
Też tak myślałam, a okazało się, że proza Margaret Atwood jest moim odkryciem roku.
Ha, widzę, że Atwood rządzi ostatnimi czasy – można ją spotkać na bardzo wielu blogach. Ja również uległem urokowi prozy tej autorki, chociaż jak na razie poznaję jej wcześniejszą twórczość (czytałem „Wynurzenie”, a przede mną „Kobieta do zjedzenia” oraz „Okaleczenie ciała”). Z pozycji świeższych poznałem „Moralny nieład”.
Sporo zdziałał serial, który nieco wypromował pisarkę wśród tych, którzy do tej pory nie za często sięgali po fantastykę. Nawet u mnie na półce pojawił się tom „Opowieść podręcznej”. Natomiast książki jakie wymieniłeś wciąż przede mną.