Miłośnicy sportu nie muszą się zastanawiać, kim był Marco Pantani. Dla fanów kolarstwa był ikoną, żywą legendą. Trudno uwierzyć, że nie żyje już od dwudziestu jeden lat. Kiedy w 2004 roku media ogłosiły, że „Pirat” zmarł, wywołało to wielki szok. Przecież we Włoszech, w kraju, w którym się urodził, był postacią równie ważną, jak sam papież czy politycy. Muzycy rockowi mogli mu pozazdrościć ilości fanów. Czy Marco Pantani rzeczywiście był taki, jak przedstawiały go media?
Mat Rendell w biografii „Marco Pantani. Ostatni podjazd” postanowił przyjrzeć się bliżej tej postaci. Pisanie biografii ikony nie należy do najłatwiejszych. Inny obraz pojawia się na podstawie zbiorowego mitu, a inny dotyczy samej opisywanej osoby. Podczas rozmów z bliskimi sportowca i osobami, które z nimi współpracowały, wyłania się osoba, jakiej nie znamy z obrazów zakodowanych w naszej podświadomości. Tak bardzo potrzebujemy bohaterów, że kiedy pojawia się ktoś wyjątkowy, w pamięci pozostają te obrazy, które wywoływały w nas ekscytację, czy nawet euforię.
Co zostało w pamięci? Obraz triumfatora najważniejszych wyścigów świata. Osobę, która należy do nielicznego grona zwycięzców Tour de France i Giro d’Italia. Pantani dokonał tego w 1998 roku i dotąd tylko siedmiu zawodników sięgnęło po oba trofea w ciągu jednego roku. Na powstawanie legendy przyczynił się również wygląd sportowca. Marco Pantani nazywany był „Piratem”, ze względu na charakterystyczną bandanę na głowie i kolczyk w uchu. Do tego ogolona głowa i nietypowe zachowanie podczas wyścigu. Wszystko to sprawiło, że najpierw Włosi oszaleli na punkcie swojego kolarza, a potem cały świat.
W prologu biografii „Marco Pantani” historia głównego bohatera dobiega końca. Otrzymujemy opis wydarzeń, jakie miały miejsce w hotelu, w którym „Pirat” spędził ostatnie chwile swojego zbyt krótkiego życia. Jak to wyglądało z perspektywy ludzi, którzy go znaleźli? Dlaczego zachowali się tak, a nie inaczej? Jakiego Marco zobaczyli ci, którzy widzieli go ostatni?
Zaraz po tym, jak autor określił w jaki sposób pracował nad książką i jakie kwestie go będą interesowały, przejdziemy do życia Pantaniego od samego początku. Dowiemy się, kiedy i gdzie przyszedł na świat, jakie były jego korzenie. Na pierwsze sukcesy kolarskie nie trzeba było długo czekać. Niewiele brakowało, by Marco został piłkarzem, bo Włosi kochają ten sport, ale okazało się, że ten drobny chłopak najlepiej sobie radzi na siodełku rowerowym. Czasami wystarczy przypadek, odpowiednia osoba, by zacząć realizować się w taki sposób, który okaże się życiowym wyborem.
Tempo kariery sportowej zaskoczyło samego Pantaniego. Matt Rendell skrupulatnie wylicza nie tylko wszystkie sukcesy Marco, ale również pokazuje, jak reagował w momencie chwały. Z kreślonego portretu wyłania się niezwykle ambitny i wrażliwy człowiek. Ktoś, kto czuje się wolny tylko w momencie samego wyścigu. Doskonale radził sobie podczas zdobywania górskich podjazdów. Wtedy okazywał się bezwzględny dla konkurencji. Niesamowite sukcesy skończyły się równie szybko, jak się zaczęły. Wszystko z powodu jednego pobrania krwi.
Skandal wybuchł, gdy wyszły na jaw oskarżenia o stosowanie przez Pantaniego dopingu. Czy rzeczywiście kolarz był skłonny oszukiwać swoich oddanych fanów? Matt Rendell szczegółowo analizuje dostępne dane, by odpowiedzieć na to pytanie. Inną sprawą jest, że dwie dekady temu kolarstwo przeszło poważny kryzys wywołany informacjami o powszechnym stosowaniu niedozwolonych środków. Teraz, po latach, wiemy o tym znacznie więcej, niż pod koniec ubiegłego wieku. Faktem jednak jest, że sport przez to znacznie stracił na swoim romantyzmie.
Kolejnym pytaniem, jakie sobie stawiamy, jest to dlaczego spośród tak wielu kolarzy, akurat Marco Pantaniego podejrzewano o doping? Czy zwolennicy teorii spiskowych mają rację? Sprawa kolarza wywołuje dyskusje do dzisiaj, wiele lat po jego śmierci. Kolarzy traktowano jak herosów, ale ich sukcesy odnoszone w czasie “ery epo” Matt Rendell nazywa fantomowymi. Ci, którzy śledzili je z wypiekami na twarzy, mogą czuć się oszukani.
Dzięki lekturze biografii „Marco Pantani. Ostatni podjazd” mamy okazję poznać nieco lepiej kolarza, którego pokochało tak wielu miłośników kolarstwa. Matt Rendell skupił się na ukazaniu szerszego tła, byśmy lepiej zrozumieli tę postać. Dlatego nie zabraknie wyjaśnień o charakterze historycznym, kulturowym, społecznym, socjologicznym, a nawet politycznym w odniesieniu do Włoch. Rendell skrupulatnie wszystko wyjaśnia, chciałoby się, żeby w tej opowieści było tylko miejsce dla sukcesów Pantaniego, ale sporo z tej książki dowiemy się na temat dopingu. Oglądamy mroczną stronę sportu i tego, jak wpłynęło to na kolarza. Marco stopniowo pogrążał się w narkotykowych nałogach, nie potrafiąc sobie poradzić z własnymi problemami natury psychicznej. Bardzo dobrze, że możemy zobaczyć ludzką stronę kolarza, którego wiele lat temu chcieliśmy postrzegać jako superbohatera. Tu ujrzymy wrażliwego człowieka, któremu sport wiele dał, ale chyba jeszcze więcej zabrał.