Paweł Sołtys znany jest pod pseudonimem Pabloapavo. Jako piosenkarz i tekściarz oczarowuje nas poetyckim, nostalgicznym spojrzeniem na rzeczywistość, która powoli odchodzi w zapomnienie. W jego utworach nie brakuje sentymentalnej nuty, tęsknot za utraconą miłością, ważna też jest sceneria tych wyśpiewywanych historii. Pojawia się zatem pytanie, czy debiut prozatorski Pawła Sołtysa, będzie w jakimś stopniu nawiązywał do świata opisywanego w piosenkach Pablopavo?
Opowiadania umieszczone w tomie „Mikrotyki” nie są zbyt obszerne. Mają w sobie jednak tyle językowego bogactwa, znaczeń i metafor, że szybko zrozumiemy, iż patrzymy na świat, jak przez mikroskop. Paweł Sołtys przybliża to, co dalekie i niezbyt często opisywane. Istotne okażą się brudne warszawskie zaułki, blokowe podwórka, stare listy, zakazane spelunki. Rzeczywistość cały czas się zmienia, ale w opowiadaniach wciąż odwracamy się ku przeszłości. Mamy świadomość przemian, również tu i teraz odnajdujemy ślady poprzedniej epoki.
Narrator wraca w opowiadaniach do czasu dzieciństwa. Widzimy, jakie zdarzenia mogły wpłynąć na współczesnych czterdziestolatków. Oglądamy przepełnione szkoły, zabawy na boiskach, trzepakach, ale też traktowanie rówieśników, które nie potrafiły dopasować się do ogółu. Wśród dzieciaków grających w piłkę, chodzących na szkolny basen, znajdą się miłośnicy akwarystyki, albo dwaj wyznawcy prawosławia. Ci ostatni nie będą mieli łatwego życia, ponieważ nijak nie pasują do schematu.
Nie należy szukać w tych historiach zwrotów akcji i zaskakujących puent. W „Mikrotykach” istotne są wrażenia i odczucia. Natomiast wydarzenia współczesne prowadzą do wspomnień z czasów PRL-u. Od gry w squasha przechodzimy do historii cioci Stefanii oraz lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a także do jej doświadczeń wojennych. Zwykła gra prowadzi do rozważań nad własnymi korzeniami.
Paweł Sołtys daje nam mikroobrazki, dzięki którym możemy się zatrzymać nad szarą codziennością. Istotni są zwykli ludzie, ponieważ bohaterami opowiadań stają się bywalcy spelun, mieszkańcy bloków z wielkiej płyty, a także bezdomni. Wszyscy są ważni, bo dzięki nim Warszawa tętni życiem, a nawet ma konkretny zapach (najczęściej dymu papierosowego). Znajdziemy tu miłośnika gry w szachy, który nigdy nie wychodzi z własnego mieszkania, profesora wykorzystującego twórczość Iwaszkiewicza do obrony honoru dam. Nie zabraknie historii o pierwszych miłościach, a nawet opowieści o bolesnej tęsknocie za kotem.
Kiedy odbiorca zacznie czytać „Mikrotyki”, bardzo szybko uświadomi sobie, że tak właściwie mógłby przytoczyć wiele podobnych wspomnień z własnej przeszłości, czy ludzi mu bliskich. Tkwią gdzieś głęboko ukryte i dopiero po chwili zastanowienia można sobie takie opowieści przypomnieć. Ważne jest, by zatrzymać się na moment i odkryć urok codzienności. Paweł Sołtys opowiada o szarym i zwyczajnym życiu, ale pokazuje, że ów kolor ma wiele odcieni i niedocenianą wartość.
Opowiadania Pawła Sołtysa intrygują formą. Przede wszystkim istotne są zaskakujące porównania i metafory. Obrazy poetyckie, opisywane zdarzenia, zmuszają do refleksji. Widzimy bloki z wielkiej płyty i gramofon, który tę płytę zwaną życiem próbuje odtworzyć. Historie mają nostalgiczny i sentymentalny charakter. Paweł Sołtys nie obawia się tych uczuć, a w tej zwykłości dostrzega wartość. Dziewczęta nie muszą być najpiękniejsze, ale ważne jest, by były wrażliwe i potrafiły kochać. W opowiadaniach nie brakuje tego, co znamy z piosenek Pablopavo. Warto poznać te miniaturowe teksty, które, jak zapowiada tytuł, zmienią nasze postrzeganie rzeczywistości.
O autorze jako muzyku słyszałem, ale nie wiedziałem, że para się również krótkimi formami. Zbiorek sprawia wrażenie atrakcyjnej lektury, tym bardziej, że ludzie, którzy na co dzień tworzą poezję, posługują się bardzo plastycznym, metaforycznym a przez to pięknym językiem.
Dzięki tej plastyczności proza Sołtysa okazuje się oryginalna i wartościowa. Niemałe znaczenie ma to, że autor odwołuje się do rzeczywistości, która ukształtowała nasze pokolenie.
Nie lubię opowiadań – po prostu źle mi się czytają, więc raczej nie sięgnę.
Taką formę trzeba lubić, żeby w pełni docenić, choć te opowiadania w pewnym stopniu są ze sobą powiązane, więc można traktować jako całość – ale podzieloną na części. 🙂
Ja niestety nie za bardzo przepadam za opowiadaniami….