Książki o złotych rybkach kojarzą się z baśniami o charakterze dydaktycznym, a pochodzącymi gdzieś z XIX wieku. Czasy się zmieniły, ale autorka książki „Moja złota rybka zombie 2. W górę płetwy” Mo O’Hara wykorzystała znany pomysł, choć nieco na opak. Jej rybka wprawdzie jest niezwykła, jednak pod innym względem. Nie spełnia życzeń, za to bywa niebezpieczna dla wszystkich, którzy chcieliby zrobić coś złego. Bo to słodkie zwierzątko w rzeczywistości jest zombie…
Jak doszło do tego, że Frankie zmieniła się w (sympatycznego) potwora, dowiedzieć się można z pierwszej części „Moja złota rybka zombie. Przybij płetwę na dzień dobry”. Wydawnictwo Literackie obecnie oferuje kolejną, drugą część. Oczywiście moje pociechy natychmiast, jak tylko dowiedziały się o istnieniu powieści „W górę płetwy”, domagały się tej lektury, ponieważ poprzedni tom bardzo im się spodobał. I tym razem w jednej książce otrzymujemy dwie opowieści. Jedna z historii rozgrywa się w Zatoce Węgorzy, natomiast druga przenosi czytelników na próby przedstawienia o Robin Hoodzie.
Rybką opiekuje się Tymek. Wyciąga Frankie z kłopotów, ponieważ z jednej strony zagraża jej starszy brat chłopca – Tytus, a z drugiej rybka sama wpada w tarapaty. Jak to możliwe? Bo Frankie nie jest zwyczajnym zombiakiem, potrafi również hipnotyzować. Tym razem Tymek i jego przyjaciel Ravi muszą udaremnić kolejny plan szalonego naukowca. Właśnie starszy brat głównego bohatera wymyślił sobie taką pasję. Być może naoglądał się za dużo filmów o doktorze Frankensteinie i to stało się dla niego inspiracją do dręczenia innych.
Najbardziej obrywa się Raviemu i Tymkowi. Tytus nie jest sympatycznym starszym bratem, lubi nękać słabszych. Dorośli jakoś tego nie zauważają, więc dzieciaki muszą sobie radzić same. A pomysły Tytusa są coraz bardziej szalone. Na szczęście dzięki rybce, często obracają się w coś dobrego. Okazuje się, że z pomocą Frankie można wiele zdziałać. Na przykład pomóc węgorzowi i przyczynić się do tego, by w jego zatoce pojawili się wreszcie turyści.
Natomiast w drugiej części Ravi i Tymek mają zamiar zostać aktorami. Casting okazuje się niezwykle trudny, ale niespodziewanie Ravi otrzymuje główną rolę. I tu zaczyna się problem. Przyjacielowi Tymka uderza woda sodowa do głowy i się zmienia. Na dodatek do akcji znowu wkracza szalony Tytus, ponieważ na przedstawienie przybyć ma sam Kuba Powiatowski, który szuka wybitnie uzdolnionych dzieci do programu „Mam talent”. Jeśli jeszcze do tego wszystkiego dodamy rybkę zombie, możemy się domyślić, że sporo się wydarzy.
Książka o Rybce zombie wykorzystuje popkulturę do tego, by historia była dla dzieci atrakcyjna. Świat opisany w powieści jest im doskonale znany, widzą problemy bohaterów, czy to w szkole, czy ze starszym bratem. Aby uatrakcyjnić historię, autorka dodała rybkę zombie i przygoda nabrała rumieńców. Kto nie chciałby otrzymać niezwykłej pomocy w kłopotach? Złota Frankie, choć wygląda nieco demonicznie, robi wszystko, by dzieciakom ułatwić życie. W rzeczywistości to Ravi i Tymek muszą ją chronić, ale wszystko kończy się dobrze. Jak w prawdziwej baśni. Książka przede wszystkim bawi, choć niekiedy historie bywają niebezpieczne. Nie brakuje też zabaw ze słowem, które podkreślą również ilustracje. Otrzymujemy pewne nawiązania filmowe, czy literackie, których doszukają się dorośli czytelnicy. Ta historia nie jest poprawna pod tym względem, że niektórzy bohaterowie używają niezbyt wyszukanego słownictwa (np. frajer), ale czego się spodziewać po dojrzewającym, starszym bracie? A tak ilustrator Marek Jagucki zobrazował wyrażenie „Mieć pustkę w głowie”: