Maja Lunde za książkę „Historia pszczół” otrzymała w 2015 roku Norweską Nagrodę Księgarzy. Do tej pory autorka pisała dla dzieci, ale w ubiegłym roku zadebiutowała powieścią dla dorosłych. Zainspirował ją film dokumentalny o pszczołach, dzięki któremu powstała fabularna książka, która łączy w sobie cechy sagi, przypowieści oraz dystopii. Powieść okrzyknięto międzynarodowym bestsellerem i sprzedano prawa do jej publikacji już w piętnastu krajach.
Fabuła powieści „Historia pszczół” rozgrywa się w trzech płaszczyznach czasowych. Poznajemy Anglika Williama, natomiast akcja tej opowieści rozpoczyna się w 1857 roku. Kolejnym istotnym bohaterem jest współcześnie żyjący Amerykanin George (ten wątek rozpoczyna się w 2007 roku). Książkę rozpoczyna historia Chinki Tao, żyjącej w Syczuanie w 2098 roku. Wszystkie te opowieści połączą pszczoły, ale oczywiście z czasem poznamy więcej powiązań.
W przyszłości, w 2098 roku, nie ma pszczół. W Chinach zapylaniem zajmują się ludzie, bo pół wieku wcześniej doszło do katastrofy ekologicznej. W jej wyniku zapanował głód i wybuchły wojny. Chiny poradziły sobie z tym problemem, ale sytuacja wciąż nie jest najlepsza. Pracować przy zapylaniu muszą nawet kilkuletnie dzieci. Świat zmienił się po „wielkiej zapaści” i nic nie jest takie jak wcześniej. Tao, matka trzyletniego Wei-Wena czuje, jak beznadziejne jest ich położenie. Jej dziecko nie ma przyszłości, a ludzie zostali obdarci z marzeń. Pozostaje jedynie teraźniejszość. Jednak Tao pragnie dla swojego syna lepszego jutra, niż ma ona sama. Czy uda się jej osiągnąć ten cel?
W połowie XIX wieku William popada w melancholię. Jego stan jest poważny, nie cieszy go gromadka dzieci, nie potrafi zająć się sklepem, by je utrzymać. Obwinia własne pociechy o to, że stracił szansę na karierę naukową. Pewnego dnia otrzymuje impuls, książkę, która przywraca go do życia. Mowa w niej o pszczołach. Anglik zaczyna ciężko pracować nad nowym typem ula. Nie ma pojęcia, że w innej części świata ktoś również wpadł na podobny pomysł.
Ostatnia z historii rozgrywa się w 2007 roku, w Stanach Zjednoczonych. George ma jedno marzenie: by jego dorastający i jedyny syn, Tom, przejął po nim ule. Problem polega na tym, że chłopak chciałby pisać książki. Sytuacja ulega pogorszeniu, gdy okazuje się, że pszczoły zaczynają ginąć na wielką skalę. George nie potrafi poradzić sobie z tym kłopotem, ale w podobnej sytuacji są również inni pszczelarze.
Wszystkie te trzy historie łączy coś więcej niż same pszczoły. W trakcie lektury powiązania staną się wyraźne. Najważniejsze, zaraz po tytułowych bohaterkach, okażą się relacje rodzinne. W każdej z warstw czasowych poznajemy rodziców i ich potomków. Widzimy jak trudne mogą być relacje między nimi. Dorośli mają pewne oczekiwania, marzenia w stosunku do dzieci, ale one nie są robotami i nie pozwalają się zaprogramować. Wybierają własną drogę, nie zawsze akceptowaną przez tych, którzy dali im życie. Maja Lunde pokazuje, że dla własnego potomstwa rodzice często rezygnują z własnych aspiracji, ale przecież nie mają zbyt wielkiego wpływu na to, co wydarzy się w przyszłości.
Wielu bohaterów opisanych w książce musi z czegoś zrezygnować w imię większego dobra. Kwestia poświęcenia się jest niezwykle istotna w „Historii pszczół”. Czy ważniejszy jest indywidualizm, czy może należy zastanowić się nad dobrem ogółu? Pod tym względem otrzymujemy przypowieść. Widzimy, co się stało z owadami, gdy ludzie skupili się na sobie i zapomnieli o własnej planecie. Katastrofę ekologiczną spowodowało to, że człowiek wykreślił z pamięci inne istoty żyjące na ziemi i naruszył tę niezwykle delikatną równowagę panującą w przyrodzie.
„Historia pszczół” Mai Lunde porusza tematy, z jakimi na co dzień zmaga się każdy człowiek. Opisuje trudne relacje rodzinne, uczucia związane z utratą marzeń, które trzeba poświęcić, by zająć się walką o byt. Te niezwykle ludzkie sprawy zostały połączone z opowieścią o niepozornych owadach, bez których człowiek może sobie nie poradzić. Widzimy, co może się stać, jeśli w końcu nie uświadomimy sobie tego, jak ważne są kwestie ekologiczne. Zagłada właśnie ma miejsce, zdaje się mówić Maja Lunde. Powieść nabiera cech literatury dystopijnej, ale w tej historii pojawia się iskierka nadziei. Podczas lektury rodzi się pytanie: czy ludzie potrafią nauczyć się czegoś od pszczół?
Również jestem już po lekturze i muszę powiedzieć, że chociaż jest to bardzo dobra powieść, zabrakło mi trochę tego trudnego do uchwycenia „czegoś”, co sprawiło, że książka jest tak wychwalana. Nie zmienia to jednak faktu, że czytało mi się ją niesamowicie dobrze.
Podobał mi się sam pomysł na powieść – to w jaki sposób powiązano historię ludzi i pszczół. Najbardziej odpowiadał mi sposób, w jaki autorka opowiadała o emocjach bohaterów,
Trudne relacje rodzinne to ciężki kawałek chleba. Jestem ciekawa, jak wątek ten został w książce przedstawiony.
Maja Lunde pisze w sposób niezwykle subtelny, tak że postacie stają się nam bliskie – nawet jeśli nie zgadzamy się z nimi, potrafimy zrozumieć ich postawy.
Sporo dobrego już napisano o tej książce. Jestem ciekawa.
PS. Czy wiesz, że 17.06 jest w Gdansku spotkanie z Crummeyem? 🙂
Zasłużenie „Historia pszczół” zbiera same pozytywne opinie. Natomiast nie miałam pojęcia o spotkaniu – dzięki za informację. 🙂
Biblioteka Manhattan (o 18.00). Ma spotkania w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu i w Gdańsku. Ja mam zamiar się wybrać, o ile nic po drodze nie wyskoczy.
Bardzo interesująca lektura. Według słów Einsteina „Jeśli z Ziemi zniknie pszczoła, człowiekowi pozostaną tylko cztery lata życia; nie ma więcej pszczół, nie ma więcej zapylania, nie ma więcej roślin, nie ma więcej zwierząt, nie ma więcej ludzi…”. Z tego powodu wizja świata bez pszczół niezwykle mnie intryguje – ciekawi mnie jak autorce udało się zaprzeczyć słowom genialnego fizyka 🙂
Nie mogę zbyt wiele zdradzić, ale właściwie autorka nie zaprzecza temu co powiedział Einstein. Pszczoły w tej historii wymierają, ale podobnie dzieje się z ludźmi i zwierzętami – dlatego w jednej z trzech historii mamy do czynienia ze światem po apokalipsie.
Jak dla mnie książka jest rewelacyjna, nie spodziewałam się, że będzie aż tak dobra! Zachwyciła mnie, zwłaszcza przesłaniem. Niby taka niepozorna opowieść, a daje do myślenia.
Niby takie zwyczajne pszczoły – a jaką wspaniałą historię można wokół tego zbudować. 🙂
Przeczytałam Pani recenzję , książka jest zamówiona, każdy poleca, więc mam nadzieję,że i w moim domu znajdzie się na najwyższej półce 🙂
Myślę, że „Historia pszczół” właśnie na takie miejsce zasługuje, ponieważ opowieść jest niezwykle poruszająca. ::)
Pingback: „Rój” – Laline Paull | Czytam, bo chcę i już