„Morze spokoju” – Emily St. John Mandel

Morze spokoju, Emily St. John MandelEmily St. John Mandel jest kanadyjską pisarką, która zdobyła spore uznanie. Doczekała się licznych nagród. Na podstawie powieści „Stacja Jedenasta” HBO Max nakręciło serial.  Nie miałam okazji poznać poprzednich książek tej autorki, ale zaintrygowała mnie najnowsza powieść, „Morze spokoju”. Sam były prezydent USA, Barack Obama, wymienił ten tytuł jako jedną z kilkunastu swoich najbardziej ulubionych książek 2022 roku. Przyznam, że mnie to zaintrygowało, gdyż nie spodziewałam się po byłym prezydencie, że czyta powieści science fiction.

Kiedy jednak zaczęłam swoją lekturę „Morza spokoju” poczułam się nieco skonsternowana, gdyż akcja powieści zaczyna się w 1912 roku. Młody Edwin St. Andrew płynie przez Atlantyk parowcem do Kanady. Czuje się wygnańcem, wyrzutkiem rodzinnym. Wszystko przez nieprzemyślane wypowiedzi. Gdzieś w leśnej kanadyjskiej głuszy usłyszy coś zupełnie zaskakującego. Melodię skrzypiec, a także widzi jakiś obraz, jak nie z tego świata.

Historia przenosi nas w przyszłość. Poznajemy Mirellę i Vincenta z XXI wieku, a potem pisarkę Olive Llewellyn. Kobieta odbywa trasę promocyjną swojej najnowszej książki. Jest 2203 rok. Pisarka czuje się już trochę zmęczona podróżą po Ziemi. Olive pochodzi z drugiej kolonii księżycowej. Czy jest jakaś nić, która połączy te wszystkie postacie?

Fabuła powieści początkowo wydaje się nas prowadzić w zupełnie innym kierunku, niż byśmy się spodziewali. Przez pierwsze kilkanaście stron zupełnie zapomniałam, że czytam powieść science fiction. Sceny z życia bohaterów wręcz wydają się mieć więcej wspólnego z powieścią historyczną, niż fantastyką naukową. Im bardziej się jednak zagłębiamy w lekturę, tym bardziej chcemy wiedzieć, dokąd to wszystko zmierza. Dlaczego muzyka skrzypiec w terminalu sterowców ma takie znaczenie?

W pewnym momencie trybiki uzupełniające luki w rozumieniu treści opowieści wpadają we właściwe miejsca, ale to wciąż nie znaczy, że wiemy wszystko. Emily St. John Mandel do końca będzie wodzić nas za nos. Choć sama akcja nie jest jakoś szczególnie wartka,  wszak wkraczamy do wielkiego morza spokoju, jak w tytule. Nic tu nie dzieje się przypadkowo. Każde wydarzenie ma znaczenie i wnosi do tej opowieści coś istotnego.

Dzięki powieści Emily St. John Mandel czytelnik ma okazję zastanowić się, w jakim momencie cywilizacyjnym się znajdujemy. Czy zmierzamy prosto w przepaść, choć jeszcze nie zauważyliśmy, jak zawrotnego tempa nabieramy? A może jest wręcz odwrotnie? Czy zdobycze technologii dają nam szansę na przetrwanie? Przyznam, że podczas lektury powieści nie raz musiałam sobie zadać pytanie o to, co może czekać nas w przyszłości. Czy wizja pisarki jest prawdopodobna?

Choć mamy do czynienia z fantastyką naukową, to autorka moim zdaniem w „Morzu spokoju” porusza przede wszystkim tematy relacji międzyludzkich. Co będzie dla nas najważniejsze w chwili, gdy nasza egzystencja zostanie zagrożona? Pisarka zmusza nas do zastanowienia się nad tym, na ile jesteśmy świadomymi istotami. Jaki jest sens naszej egzystencji? Może stanowimy jedynie jakąś anomalię? A jeśli odpowiemy sobie twierdząco, czy oznacza to, że mamy przestać szukać celu? Warto zanurzyć się w tę na pozór spokojną opowieść, by choć przez chwilę zadać sobie te same pytania, nad którymi zastanawiają się nasi bohaterowie. Jak łatwo się domyślić, najwięcej dzieje się tuż pod powierzchnią.

PS Książkę na język polski przełożyła Ewa Horodyska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *