Stefan Hertmans stał się znany u nas, po tym jak wydano jego książkę „Wojna i terpentyna”. Nie była to jego pierwsza powieść, ale właśnie dzięki niej zrobiło się o tym autorze głośno. Zresztą nic dziwnego, gdyż „Wojna i terpentyna” na taki rozgłos zasłużyła. Niedawno pojawiła się kolejna książka Stefana Hertmansa, pt. „Nawrócona”. Choć głównych bohaterów wymienionych tytułów wiele dzieli, choćby niemal tysiąc lat i płeć, to jednak czytając najnowszą powieść tego pisarza, zauważymy pewne wspólne cechy obu książek.
Stefan Hertmans pisząc „Nawróconą” posłużył się dokumentami historycznymi, które zostały znalezione w drugiej połowie XIX wieku w synagodze Ben Ezry w Kairze. Wśród wielu manuskryptów znalazł list będący prośbą o opiekę dla prozelitki, która straciła męża, natomiast dwoje jej dzieci zostało uprowadzonych w czasie pogromu Żydow. Do tych tragicznych wydarzeń doszło w pierwszej wyprawy krzyżowej w latach 1096-1099 w Monieux. Dla pisarza niewielka ilość informacji stała się podstawą do napisania powieści dokumentalnej. Podobną formę miała „Wojna i terpentyna”, ale łatwiej opowiedzieć historię swojego dziadka, który zostawił po sobie zapiski w formie dziennika, niż zrekonstruować wydarzenia, które miały miejsce dziesięć wieków temu.
Trudno sobie wyobrazić świat Vigdis Adelaïs. Dobrze urodzona dziewczyna, w której płynęła krew normańska i flamandzka była chrześcijanka. Zakochała się w żydowskim chłopaku i wbrew rozsądkowi wybrała miłość. Oboje musieli uciekać, bo przecież takie uczucie było zakazane. Tym bardziej, że świat chrześcijański za chwilę podejmie walkę z islamem. Papież Urban II wezwie wszystkich do świętej wojny i w ten sposób zapoczątkuje wyprawy krzyżowe. W takiej sytuacji, kobieta, która stała się żydówką, z pewnością nie może spać spokojnie.
Vigdis zmieniła imię na Chamutal, ale co takiego musiało się wydarzyć, że z Rouen trafiła do Monieux, a potem do Kairu? Przez wiele lat Żydzi i chrześcijanie żyli obok siebie we względnej harmonii, ale wezwanie do krucjaty sprawiło, że świat przestał być bezpieczny. Nagle sąsiedzi stali się wrogami, a drobny incydent mógł doprowadzić do przelewu krwi. Uczestnicy krucjaty doprowadzają do pogromu Żydów, a dla Chamutal oznacza to wielką tragedię i niewyobrażalną rozpacz.
W powieści Stefana Hertmansa nie zabraknie odpowiedzi na pytanie, jaki był świat tysiąc lat temu. Pisarz odbywa podróż wraz z tytułową bohaterką, odtwarzając krajobrazy i zasady, jakimi się kierowali ludzie. Tło społeczno-obyczajowe jest niezwykle istotne, dzięki temu podejmujemy próbę zrozumienia tej odległej w czasie rzeczywistości. Jednak Stefan Hertmans nie obiecuje, że odtworzy to, co czuła Vigdis. Skupia się na tym co niezmienne, otrzymujemy szczegółowe opisy krajobrazu, czujemy te same zapachy, oglądamy to samo, co widziała główna bohaterka. Opierając się na tej bazie, pisarz stopniowo uzupełnia braki. Powstaje obraz, który łączy w sobie fikcję i prawdę. Najważniejsza jest dla Stefana Hertmansa Chamutal, ale od początku daje nam do zrozumienia, jak trudno pojąć, co mogła czuć i czym się kierowała ta młoda, zakochana dziewczyna dokonując takiego a nie innego wyboru. Opowiadając o niej sprawia, że budzi się w nas empatia.
Powieść „Nawrócona” pozwala nam cofnąć się o tysiąc lat, a jednocześnie ujrzeć pewne uniwersalne prawdy. Miłość okazuje się niezmienna, a porywy serca kierują ludźmi od wieków. Ta kwestia to tylko jeden z wielu tematów jakie podejmuje w swojej książce Stefan Hertmans. Mamy okazję zobaczyć, że świat dziesięć wieków temu wcale nie różnił się aż tak bardzo od współczesnego. Pisarz pokazuje nam to, co łączy historię Chamutal z naszymi czasami. Widzimy też, jaki ślad pozostawia po sobie człowiek. Na ile możemy zrozumieć jego motywację? Niezależnie od tego, ile lat upłynie, druga osoba wciąż pozostaje dla nas zagadką. Stefan Hertmans opowiada o tym w nieco melancholijny sposób, skupiając się na emocjach i obrazach. Zmysł wzroku i węchu ma tu istotne znaczenie, bo od tego co dostrzegamy na zewnątrz, autor przechodzi do kwestii moralnych i ważnych problemów związanych z tożsamością. Hertmans nie poucza czytelnika, ale stawia nas przed trudnymi problemami związanymi z religią, czy człowieczeństwem oraz tym, czy jesteśmy w stanie nauczyć się czegoś z przeszłości. Mimo, że od opisywanych zdarzeń minęło tysiąc lat, to mamy do czynienia z aktualną i bardzo ważną historią.
Ta książka jest przede mną, ale mam oczekiwania wobec niej takie jak piszesz na końcu tej recenzji, że Hertmans w książce zawarł jakąś diagnozę współczesnego społeczeństwa, czy raczej doszukał się źródeł współczesnej Europy.
Widzę tutaj diagnozę współczesnego świata. Pokazane to zostało przez pryzmat historii sprzed wielu wieków, bo okazuje się, że niektóre rzeczy się powtarzają, a zupełnie inną kwestią jest, czy potrafimy wyciągać z tego wnioski.
Pewnie nie. W każdym razie już się zapalam do książki!
Przede mną dopiero lektura „Wojny i terpentyny”. Jako ciekawostkę dodam, że książkę nabyłem w atrakcyjnej cenie jako dodatek do plotkarskiej gazety „Party”.
Ciekawa recenzja, muszę przyjrzeć się tej książce bliżej!