Z czym kojarzy nam się kamper, albo przyczepa kempingowa? Mnie przede wszystkim z wakacjami dla emerytów, głównie Niemców, którzy to postanowili odbyć podróż życia. Tymczasem w książce „Nomadland” Jessiki Bruder otrzymujemy zupełnie inny obraz. Ludzi pozbawionych domu i zmuszonych do życia w drodze. Wszystko to dzieje się w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Dla tych, którym USA jawi się jako amerykański sen, będzie to trudne do uwierzenia, że właśnie w tym kraju, tak wiele osób nie ma szans na emeryturę i godne życie.
Kim są ludzie, których w swoim reportażu opisuje Jessica Bruder? Do pewnego momentu zaliczyć byśmy ich mogli do klasy średniej. Ciężko pracowali, byli nauczycielami, prawnikami, kierownikami firm. Jednak pewnego dnia okazywało się, że nie ma dla nich już pracy. Nadszedł kryzys. Był rok 2008. Ludzie ci tracili wszystko i dowiadywali się, że nie otrzymają takiej emerytury, która pozwoliłaby im na utrzymanie domu, spłacanie hipoteki. Nic, tylko się załamać. Tymczasem oglądamy osoby, które znalazły wyjście z sytuacji. Jakie? Postanowili ruszyć w drogę nie oglądając się wstecz.
Jessica Bruder ruszyła za współczesnymi nomadami. Podobnie jak oni zdecydowała się na wyjazd ich śladem. Dzięki temu poznała lepiej osoby, które nigdy by nie nazwały siebie bezdomnymi. Określają siebie bezmiejscowymi. Okazało się, że nabycie kampera, pickupa, busa, czy prrzyczepy pozwoliło im na coś, czego raczej się nie spodziewali. Otrzymali wolność. Według autorki można ją znaleźć na miejscu parkingowym. Nigdzie więcej.
Reporterska podróż trwała aż trzy lata. Jessica Bruder przemierzyła niemal cały kraj, aby spotkać osoby takie jak Linda, sześcdziesięcioczterolatka, która świetnie poradziła sobie w Dziupli, malutkiej przyczepie przyczepionej do jeepa grand cherokee laredo. Kobieta po tym jak straciła pracę, wzięła sprawy w swoje ręce. Ruszyła w drogę, ale nie po to, by podziwiać wspaniałą amerykańską przyrodę, ale by wziąć się do pracy. Choć wcześniej pracowała w kasynie, czy jako kierownik budowy oraz kelnerka, to w jesieni swego życia właściwie nic nie posiada. Zasiłek emerytalny nie starczy nawet na wynajem mieszkania. Dlatego Linda musi pracować. Zatrudnia się w Amazonie, firmie, która wyciska siódme poty ze starszych ludzi, takich jak Linda. Oprócz tego bohaterka reportażu będzie się imała różnych innych prac. Chce się jakoś utrzymać, ale też zostawić coś po sobie. Jej marzeniem jest zbudowanie ekologicznego domu ze śmieci, tzw. earthshipa. Czy jej się to uda?
Książka „Nomadland. W drodze za pracą” pokazuje ludzi podobnych do Lindy. Podczas swej podróży Jessica Bruder poznaje wielu innych bohaterów, których historie umieszcza w swym reportażu. Wszyscy oni są w pewnym sensie do tacy sami. Mimo, że stracili wszystko, nie poddają się, ale walczą o byt, mimo podeszłego wieku i fizycznych ograniczeń. Zazwyczaj są bardziej otwarci na drugiego człowieka, niż przeciętny Amerykanin. Wspierają się wzajemnie, choć i nie zawsze jest tak idealnie. Okazuje się, że życie nomady nie jest dla każdego. Trudno znaleźć wśród mieszkańców przyczep i kamperów osoby o innym kolorze skóry, niż biały. Dlaczego tak się dzieje? Przecież osoby czarnoskóre również zmagają się z problemami natury ekonomicznej. Jednak nie mają szans na swobodne podróżowanie po kraju z powodu rasizmu.
W reportażu Jessiki Bruder zaskoczą nas historie ludzi, z którymi zetknęła się autorka książki. Wielu z nich straciło pracę, oszczędności, ale nie poddali się. Reporterka pokazuje ich sytuację, ale zaskakujące jest to, że opisywane przez nią osoby nie tracą nadziei, a często paradoksalnie dopiero teraz czują się wolne. Opisywana rzeczywistość jest pełna sprzeczności. Z jednej strony dostrzegamy piękno przyrody i romantyczne marzenia bohaterów, z drugiej wyzysk wielkich korporacji oraz surowe warunki życia w drodze. Historie przedstawione przez autorkę okazały się poruszające, ale też zburzyły całkowicie mit o Ameryce, jako kraju mlekiem i miodem płynącym. Jessica Bruder kreśli te historie w sposób subtelny, obnażając wady systemu, który w żaden sposób nie wspiera zwyczajnych obywateli, a wyrzuca ich na margines. Nic dziwnego, że o książce stało się głośno w USA i za granicą, a historia została przeniesiona na wielki ekran przez Chloe Zhao. „Nomadland” zdobył trzy Oscary, w tym dla najlepszego filmu. Warto dodać, że obraz wyróżniono również za reżyserię i pierwszoplanową rolę kobiecą dla Frances McDormand. Wracając do reportażu, warto dodać, że znalazł się w pierwszej piątce finalistów i walczy o Nagrodę im. R. Kapuścińskiego.
Zawsze podziwiam takich ludzi. Jak widać, warto się nie poddawać.
Mnie zaskoczyła ich siła, to że wzięli sprawy w swoje ręce i nie załamali się.
Mam w planach.
Warto sięgnąć, zwłaszcza gdy się ma w planach obejrzenie filmu.