Zbliża się Dzień Dziecka, można zatem swoim najmłodszym podarować ciekawą książkę. Historia „O Fretce, która dała się porwać wiatrowi” Marty Guśniowskiej będzie doskonałą propozycją dla maluchów od około czwartego roku życia. Szczególnie może trafić do gustu tym bardziej lękliwym i wstydliwym dzieciom. Odpowie im na pytanie: czy lęk to coś złego?
Tytułowa Fretka, jak łatwo się domyślić, jest bardzo strachliwa. Nic dziwnego skoro jest Tchórzofretką. Początek imienia ma spore znaczenie. Nasza bohaterka unika kontaktów towarzyskich, nie zaprasza znajomych do domu. Tak naprawdę nie ma nikogo, z kim mogłaby się zaprzyjaźnić. Tak bardzo boi się nawiązywania znajomości, że nawet ukrywa się w domu, żeby tylko nikt jej nie zaczepił. Kiedy pewnego dnia listonosz wpada w kłopoty i prosi Fretkę, by go do siebie wpuściła, ta nie wie, co ma zrobić. Kiedy wreszcie się nasza bohaterka się zgodzi, zaskakuje ją swoboda gołębia, który częstuje się herbatką.
Listonosz przez przypadek zostawia u Fretki swoją torbę. Kiedy ona chce mu ją zwrócić i wychodzi z domu, nagle porywa ją wiatr i zaczyna się wielka przygoda. Oczywiście Tchórzofretka nie spodziewa się niczego dobrego. Myśli, że spotkało ją coś najgorszego, co wyobrażała sobie w koszmarach. Tymczasem wiatr świetnie się bawi unosząc ze sobą Tchórzofretkę.
Kiedy bohaterka wylądowała bezpiecznie na ziemi, spotkała ćmę. Kogoś zupełnie odmiennego, jeśli chodzi o charakter. Owad niczego się nie bał. Uważał za niezniszczalnego, ale kiedy uświadomił sobie, że nie jest taki, jak mu się wydawało, stracił całą pewność siebie. Fretka wytłumaczyła mu, że czasem można się bać, bo to nic złego. Ważne, żeby być sobą.
Kolejni bohaterowie, których spotyka po drodze tytułowa bohaterka są zwierzętami z różnych części świata. Wiatr zabiera Fretkę aż do Australii. Wszystkie napotkane postacie zmagają się z jakimś problemem. Pingwin widzi świat w czarnych barwach, a struś chowa głowę w piasek ze strachu. Kiedy Fretka spotyka lwy, dziwi się, że i one czegoś się boją. Lwica tłumaczy Tchórzofretce, że zawsze martwi się o swoje lwiątko. Z każdego spotkania bohaterka wynosi jakąś wiedzę, która pozawala jej inaczej spojrzeć na świat i na siebie.
Tchórzofretka podczas podróży z wiatrem, wiele dowiaduje się na temat świata oraz innych zwierząt. Dostrzega, że każdy ma jakieś lęki i obawy. Uczy się, że strach jest czymś normalnym, pod warunkiem, że nie przesłania nam całego życia. Tchórzofretka początkowo podporządkowała się swoim lękom. One nie pozwalały jej nawiązywać przyjaźni, a przez to czuła się samotna. Dopiero w momencie, kiedy pozwoliła wiatrowi się porwać, spotkała na swojej drodze mnóstwo innych zwierząt. Stopniowo przełamywała strach i przeżyła wiele przygód. Po powrocie do domu czekała ją jeszcze jedna niespodzianka.
Książka Marty Guśniowskiej z ilustracjami Marty Kurczewskiej pozwala dzieciom oswajać swoje lęki. Czy to będzie nieśmiałość, czy strach tu zobaczymy, że wszystkie te stany są czyś naturalnym. Czymś, co spotyka wiele istot. Jednak w historii „O Fretce…” maluchy zobaczą, że nad tymi uczuciami można zapanować. Dostrzegą, że w każdej z trudnych sytuacji wsparciem będzie druga istota. Autorka pisze o tym oczywiście w taki sposób, by przesłanie zrozumiały nawet kilkulatki. Niezależnie od wieku warto dać się porwać wiatrowi z opowieści. Młodsi będą potrzebowali wyjaśnień rodzica, początkujący czytelnicy dzięki wsparciu pięknych ilustracji sami zrozumieją wartościowe przesłanie.