Literatura skandynawska cieszy się wielką popularnością, głównie za sprawą kryminałów. Jednak ostatnio wydawane są tytuły z najwyższej półki, pisarzy uznawanych za poważnych kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Najpierw zachwycił mnie Karl Ove Knausgård „Moją walką”, ale słyszałam też wiele pozytywnych opinii o „Półbracie” Larsa S. Christensena. Teraz udało mi się sięgnąć po inną powieść tego ostatniego autora – „Odpływ”.
Najnowsza dostępna w Polsce książka Larsa Saabye Christensena rozbita została na trzy części. „Błystka” – tak zatytułowana jest pierwsza. Główny bohater, nastoletni Funder, przyjeżdża wraz z matką do domku letniskowego nad zatokę Oslofjorden. Tam zbliża się nieco do Ivera Malta, chłopca, którym wszyscy pogardzają za to, że jego matka w czasie wojny zadawała się z Niemcami. Chris (każe się nazywać Funder) nie ma ochoty zaprzyjaźniać się z chłopcem outsiderem, tyle że sam różni się od rówieśników. Przezwisko Charlie, które do niego przylgnęło, związane jest z niepełnosprawną stopą – główny bohater chodzi jak sławny komik.
Funder nie wie jeszcze jaki jest naprawdę. Marzy o tym, by zostać pisarzem. Latem 1969 roku wypadałoby napisać wiersz o księżycu, bo wkrótce ludzka stopa dotknie Srebrnego Globu, ale młodzieńca dopada niemoc twórcza. Zamiast tego zakochuje się po raz pierwszy w życiu. Tyle, że nic nie jest tak, jak by sobie wymarzył. Nie dość, że nic mu nie wychodzi, wszystko robi wbrew sobie.
Druga część książki nosi tytuł „Pośrednik”. Jest to jakby powieść w powieści. W amerykańskiej miejscowości Karmack, po tym jak wzrosła tam w sposób niepokojący ilość wypadków zatrudniono osobę, która ma informować rodzinę ofiar o nieszczęśliwych zdarzeniach. Pracę tę wykonywać ma Frank Farelli, ale wkrótce mieszkańcy miasta zaczynają widzieć w nim coś w rodzaju złego fatum. Plotkują, że wszędzie gdzie się pojawia dzieje się coś złego.
Obie te historie łączy tajemnica. Zarówno Farelli jak i Chris chcieliby ukryć coś wstydliwego. Wydarzenie, które na zawsze odmieniło ich życie. Oprócz tego ważne są ich więzi z matkami. Młody Funder wyjeżdża na wakacje tylko z mamą i jednocześnie przygląda się ich wzajemnej relacji. Dlaczego jest tak trudna? Bohater niekiedy stara się ją brutalnie odepchnąć. Podobnie postąpi Frank Farelli.
W trzeciej historii dojrzały Chris ponownie próbuje zrozumieć samego siebie. Jednocześnie epilog spaja dwie poprzednie opowieści. Okazuje się, że Funder został pisarzem, ale też kimś w rodzaju „Pośrednika”, bo za pomocą swojego pisarstwa kładzie przed czytelnikami opowieści o cudzym życiu oraz nieszczęściu.
Christiansen pokazuje jaki wpływ na człowieka ma to co go spotka w młodości. Główny bohater pierwszej części przez cale życie będzie się zmagał z wydarzeniami, które miały miejsce latem 1969 roku, a jednocześnie sprawiły, że stał się dorosły. Co go zdefiniowało? Oprócz doświadczeń dochodzą do tego relacje z rodzicami oraz fizyczne niedoskonałości. Te ostanie powodują odrzucenie przez rówieśników i zepchnięcie do grupy outsiderów.
Powieść Larsa S. Christensena zaskakuje formą. Z jednej strony wnikamy w małomiasteczkowy klimat, żywcem wzięty ze Stephena Kinga i jego ukochanego stanu Maine, czy serialu „Sześć stóp pod ziemią”. Z drugiej mamy norweskie fiordy oraz subtelną prozę, która wnika na długo w głąb umysłu. Bohaterowie książki często denerwują swoją nijakością, ale Christensen jest dla nich czuły, w pełni akceptuje te niedoskonałości. Otrzymujemy niezwykle precyzyjne zdania, których treść wydawać się może mocno autobiograficzna. Główny bohater przywołuje skojarzenia z autorem, umacnia to też pierwszoosobowa narracja, czy nawiązania do warsztatu pracy pisarza. Jednak odwrotnie niż u Knausgårda, nie do końca chcemy wierzyć w taki autobiografizm. Nie mniej jednak powieść Christiansena poraża, ponieważ opowiada o lękach i niepokojach, które tkwią w nas od dzieciństwa, a jednocześnie wpłynęły na to kim się staliśmy. Choć powieść została napisana w sposób surowy, z chirurgiczną precyzją, to przecież autor dla bohaterów będzie czuły – nawet jeśli są inni, samotni i skrywają w sobie tajemnice. A w „Odpływie” najważniejsze są emocje.
PS W „Odpływie” ważna jest pewna książka. Zobaczyć ją można na zdjęciu…
Uwielbiam takie powieści, gdzie liczą się przede wszystkim emocje. Mam wtedy przeświadczenie, że najważniejszy jest człowiek, to co w nim siedzi, jego dylematy, słabości, wewnętrzna siła. Z chęcią sięgnę po tę lekturę 🙂
Tutaj właśnie ważny jest zwykły człowiek i jego słabości.
Ha, widzę, że Lars Saabye Christensen podbija polski rynek książki. Tyle się już naczytałem entuzjastycznych recenzji na temat jego pozycji, że aż kusi mnie, by go sprawdzić osobiście.
Myślę, że warto spróbować. Zresztą Owca pisała tak zachęcająco o „Półbracie” tego autora, że skusiła mnie do sięgnięcia po prozę Christensena.
Na mej półce czyha „Półbrat” tegoż autora i chyba jeszcze trochę mu zejdzie… Straszna cegła.
Zazdroszczę „Półbrata”, bo książka jest trudno dostępna – nie ma jej w okolicznych bibliotekach. A takie cegły to mnie tylko przyciągają i kuszą, choć rzeczywiście, trzeba mieć znacznie więcej wolnego czasu.
Pingback: „Beatles”- Lars Saabye Christensen | Czytam, bo chcę i już