„Ostatni Szwajcar na Ziemi” – Lambert Król

Ostatni Szwajcar na Ziemi, Lambert KrólWłaśnie premiery doczekał się zbiór opowiadań Lamberta Króla, pt. „Ostatni Szwajcar na Ziemi”. Kraj, o którym mowa w tytule, jest bardzo istotny dla autora książki. Pisarz od 2009 mieszka z rodziną w Szwajcarii, a jego debiut prozatorski również się odwołuje do miejsca, w którym Lambert Król żyje od jedenastu lat. Pierwszy zbiór, „Mersi filmol – mikroopowiadania ze Szwajcarii”, został opublikowany rok temu. 

Trzydzieści trzy teksty pochłonęłam w bardzo krótkim czasie, nie z powodu ich długości, ale tego w jaki sposób zostały napisane. Każdy tekst to pewna mikrorzeczywistość związana ze Szwajcarią. Kraj kojarzy nam się często, jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Tu jednak nie oglądamy Arkadii, choć po lekturze całości zauważymy pewną słabość autora do dawnej Helwecji. We wszystkich opowiadaniach obejrzymy pewien wycinek Szwajcarii, ludzi w niej żyjących i historie niekiedy o fantastycznym charakterze.

Nawet jeśli w opowieść widzimy pewien popis wyobraźni autora, to każde z nich trochę przybliży nam ten kraj. Nie lubię stereotypów i tutaj widać, że Lambert Król doskonale je zna i w przewrotny sposób wykorzystuje. Często widzimy rzeczywistość, którą zastają Polacy na emigracji. Wyobrażają sobie, że w Szwajcarii znajdą miejsce, gdzie będą godziwie opłacani za swoją pracę i umiejętności. Ale czy zostaną łatwo przyjęci do lokalnej społeczności? Jaką cenę trzeba zapłacić, by stać się prawdziwym Szwajcarem, zobaczymy w jednym z opowiadań, w którym mowa o pewnym tajemniczym zabiegu.

Ile kosztuje przyjaźń? Gdyby można ją kupić, czy zadowolilibyście się kilkudniowym wynajęciem takiej osoby czy zdecydowalibyście się na abonament za wyższą sumę? Lambert Król snuje takie fantastyczne wizje, w których tego typu rzeczy są możliwe. Autor bawi się również lokalnymi legendami i prezentuje je w uwspółcześnionej wersji. Będzie mowa o Wilhelmie Tellu, ale także o tym, jak klimat pewnego szwajcarskiego miejsca świetnie wpływa na starszą panią, wręcz ją odmładniając.

To co rzeczywiście może nas spotkać w Szwajcarii, zasady tu panujące, zderzają się z wyobraźnią autora. Daje nam to nieoczekiwanie pewien obraz kraju, nawet jeśli mamy do czynienia z historią fantastyczną. Oglądamy to miejsce oczyma zwykłych ludzi, często emigrantów, którzy próbują stworzyć sobie tu jakiś azyl, ale ich stereotypowe wyobrażenia, albo całkowity brak wiedzy o tym kraju prowadzi do nieporozumień. Rodzi się podczas lektury wiele pytań o to, jak żyją tam ludzie i co czeka tych, który postanowili tam przyjechać chociażby z Polski.

Kiedy czytałam kolejne opowiadania często czułam zaskoczenie. Lambert Król wodzi czytelnika za nos, łącząc realizm z groteską, grozą i humorem. Śledząc każdy kolejny tekst, nie wiemy, czego się spodziewać. Jak w szwajcarskim serze pojawiają się dziury, które mogą nas zaprowadzić w nieoczekiwane miejsca. Zdarza się, że dopiero na koniec danej historii poznamy jej charakter. Autor lubi niedopowiedzenia, zmuszające nas do myślenia, bawiąc się jednocześnie formą. Groteskowy, oniryczny czy baśniowy charakter opowiadań prowadzi czytelnika do poznania zasad, mentalności oraz problemów z jakimi zmagają się Szwajcarzy. Język, jaki zastosował Lambert Król, służy temu by oddać sens danej historii. Dzięki temu opowiadania pełne ironii, różnego rodzaju paradoksów, ale również emocji śledzimy z napięciem, bo chcemy wiedzieć, dokąd każde z tych trzydziestu trzech tekstów nas poprowadzi. Ba, podczas lektury będzie rósł nasz apetyt – dosłownie i w przenośni: na rösti oraz kolejny zbiór krótkich form autora.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *