„Pieśń harfy” – Levi Henriksen

Pieśń harfy, Levi HenriksenLevi Henriksen w ubiegłym roku gościł na Festiwalu Literacki Sopot. Jako, że czytałam książkę tego autora „Śnieg przykryje śnieg”, z wielką przyjemnością posłuchałam tego, co mówi o tej książce. Przyznam, że chętnie sięgam po literaturę norweską i zwykle się nie zawodzę. Skandynawia kojarzy się nam zwykle z kryminałami, ale okazuje się, że warto sięgać po inne gatunki literackie. „Pieśń harfy” Leviego Henriksena przyciągnęła moją uwagę piękną okładką. Jednak w literaturze ważniejsze jest to, co wewnątrz książki, ale jak się łatwo domyślić – nie zawiodłam się.

W powieści „Śnieg przykryje śnieg” muzyka odgrywała ważną rolę. Jednak w kolejnej książce Leviego Henriksena, „Pieśń harfy” ona staje się tematem głównym. Jim Gystad przyjeżdża na chrzest do kościoła w Vinger. Ma być ojcem chrzestnym, ale zamiast skupić się na dziecku, próbuje przetrwać, ponieważ cierpi katusze z powodu kaca. Nagle doznaje niemal objawienia. On, producent muzyczny, przechodzący kryzys twórczy, słyszy taki śpiew, który kojarzy mu się z niebiańskimi dźwiękami.

Okazuje się, że te głosy należą do Śpiewającego Rodzeństwa Thorsen. Trojga starszych ludzi, którzy już od dawna nie tworzą dla świata, a jedynie dla siebie. Dwie siostry i jeden brat, wszyscy dobiegający do osiemdziesiątki, stają się obsesją Jima Gystada. Postanawia namówić trio do nagrania płyty. Uważa ich głosy za tak doskonałe, że chce o nich przypomnieć. Okazuje się jednak, że główny bohater ma przed sobą niezwykle trudne zadanie.

Rodzeństwo Thorsen wiele przeszło. Śpiewali nawet w Stanach Zjednoczonych. Ich pieśni miały charakter religijny, ale nagrywali płyty i zaczynali odnosić sukcesy. Jednak w pewnym momencie wszystko się skończyło. Bolesne doświadczenia zmieniły rodzeństwo w taki sposób, że stali się zgorzkniałymi staruszkami. Odnosi się to zwłaszcza do Timoteusa. Mężczyzna z jakiegoś powodu nie dopuszcza do siebie innych ludzi, nie zgadza się również na propozycję producenta muzycznego.

Jim Gystad próbuje zbliżyć się do tej niezwykłej trójki. Stopniowo poznaje ich niezwykłą historię. Jednak przeszłość skrywa też pewne tajemnice. Producent rozwikła to, co nigdy nie zostało powiedziane do końca. Na początku chodzi tylko o przekonanie rodzeństwa do nagrania płyty. Wkrótce jednak okaże się, że uda mu się zdobyć ich zaufanie. Postara się nawet pomóc im w sprawach, które do tej pory nie zostały zamknięte.

Co doprowadziło do tego, że rodzeństwo Thorsen stało się zgorzkniałe i straciło marzenia? Najbardziej drażni Timoteus, jego poglądy są niepoprawne, ale dzięki temu ludzie się do niego nie garną. Rodzeństwo czuje się bezpieczne tylko ze sobą, łączy ich też Biblia. Zresztą muzyka, którą śpiewali, miała chwalić Boga i to dzięki gospel stali się znani. Kiedy ją wykonywali byli bliżej nieba, nawet jeśli nie zawsze postępowali zgodnie ze Słowem, które głosili.

W „Pieśni harfy” zobaczymy, jak trudno sprawić, żeby liczyła się muzyka, a nie sprzedaż. Rodzeństwo Thorsen ma zrobić show, ale nie liczy się nic więcej. Jim Gystad, choć jest producentem muzycznym, nie zgadza się z takim traktowaniem artystów. Dlatego tęskni za tym, co było dawniej. Nie chce, by odebrano Thorsenom miłość, jaką darzą muzykę i ducha ich pieśniom. Ważniejsza stanie się trójka staruszków, nawet jeśli nie uda się osiągnąć celu. Bo co jest ważniejsze: produkt, czy człowiek?

Levi Henriksen pisze o trudnych i bolesnych sprawach, ale w książce nie brakuje również humoru. Będziemy świadkami zabawnych scen, które czasami kojarzyły mi się niekiedy ze stylem Jonasa Jonassona. Jednak „Pieśń harfy” nie jest komedią. Gorzkich scen będzie wiele. Podczas lektury powieści emocji nie zabraknie, ponieważ Levi Henriksen skupia się na powolnym odkrywaniu historii rodzeństwa, jednocześnie opisując ich uczucia. Oni przecież stracili miłość i to zostawiło w nich trwały ślad. Mają tylko siebie i ukochaną muzykę oraz słowa Boga zapisane w Biblii. Jednak mimo tego co tak boli, zostaje cień nadziei. Dzięki przyjaźni Jima udaje się starszemu rodzeństwu ją w jakiś sposób odzyskać, zobaczymy to w finale książki. Sam producent otrzymuje wiele od Thorsenów, bo mężczyzna właśnie przechodzi kryzys wieku średniego, a oni pokażą mu drogę ku temu, co jest najważniejsze.

  1. Ha, niby okładka to nie wszystko, ale ja książkę traktuję jako dzieło sztuki, dlatego przykładam uwagę do wszystkich komponentów, jakie się na nią składają. Fabuła i treść to rzecz jasna podstawa, ale niezwykle cenię sobie pozycje, które mogą poszczycić się również solidną i oddającą klimat utworu okładką 🙂 Na podstawie Twojej recenzji wydaje się, że „Pieśń harfy” spełnia wszelkie moje oczekiwania.

    • Idealnie jest, kiedy wszystko zostaje dopięte na ostatni guzik – zarówno treść, jak i współgrająca z nią okładka. A tutaj jeszcze tytuł dopełnia całość. 🙂

    • Okazuje się, że Skandynawowie mają wiele do powiedzenia również jeśli chodzi o inne gatunki literackie. 🙂

Skomentuj Ambrose Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *