„Plon” – Tara June Winch

Plon, Tara June WinchGdybym miała wymienić jednego pisarza, który kojarzy mi się z literaturą prosto z dalekiej Australii, byłby to Richard Flanagan. Myślę, że wielu czytelników myślałoby podobnie. Teraz miałam okazje sięgnąć po powieść autorki, którą rekomenduje wymieniony przeze mnie autor. Richard Flanagan nazywa książkę „Plon” Tary June Winch przełomową dla czarnej i białej Australii. Pisarka wywodzi się z rdzennego ludu Wiradjuri i porusza w swojej powieści problem języka i tożsamości. Oglądamy w niej doświadczenia rdzennej ludności, a także to jakie były skutki przemocy stosowanej na rdzennych mieszkańcach  Australii.

Główną bohaterką powieści jest młoda kobieta, która wraca z Wielkiej Brytanii do kraju urodzenia. August dowiedziała się właśnie o śmierci dziadka i leci na jego pogrzeb. W domu rodzinnym nie była już wiele lat, ale chce pożegnać człowieka, z którym była mocno związana. Albert Gondiwindi był dla niej ważny. Jak się szybko okaże, będzie to też ktoś, kto posiada ostatnie ogniwo łączące dziewczynę z jej tożsamością. Dziadzia postanowił, że spisze słownik, w którym odtworzy wyrazy, jakimi posługiwał się lud Wiradjuri.

Albert, kiedy był dzieckiem został wyrwany ze swoich korzeni. Wychowywany był w domu dla aborygeńskich chłopców, stworzonym przez misję chrześcijańską, gdzie panował zakaz używania mowy jego ludu. Kolonizatorzy narzucali swoim podopiecznym własną kulturę, ale  posługiwali się przy tym przemocą. Mężczyzna chciałby, żeby jego potomków czekał lepszy los. Nic nie jest jednak takie proste. Wszystkie działania Alberta mogą zostać zaprzepaszczone. Niewiele trzeba, by zmieść dziedzictwo rdzennych mieszkańców Ngurambangu.

Dziadek spisując słownik swego ludu, opowiada również swoją historię. Każde przetłumaczone słowo budzi jego skojarzenia, a całość składa się w opowieść o własnym życiu. Po śmierci dziadka, miejsce w którym żył, ma zniknąć z powierzchni ziemi. Babcia pakuje swoje rzeczy, gdyż musi zmienić miejsce zamieszkania. Okolica wkrótce zostanie zamieniona w kopalnię cyny. Jest jednak nikła szansa na ratunek. Tyle, że trzeba by odnaleźć zapiski dziadzi Alberta, albo odnaleźć przedmioty, które można zaliczyć do dziedzictwa ludu Wiradjuri. To wnuczka August podejmie się tych poszukiwań.

Powieść „Plon” została podzielona na trzy głosy. Narrację prowadzi młoda kobieta, ale poznajemy też słownik dziadka, a także listy wielebnego Ferdinanda Greenleafa. Te ostatnie zostały napisane na początku XX wieku przez człowieka, który chciał nawracać Aborygenów na chrześcijaństwo. W ten sposób nieświadomie przyczyni się do odbieranie im kultury i tożsamości. Z drugiej strony jego zapiski spowodują, że misjonarz w jakimś stopniu zachowa dziedzictwo ludu, który miał nawracać. Przerazi go skala przemocy, jaka dotknie jego podopiecznych.

Tara June Winch zabiera nas do świata, o jakim nie mieliśmy zielonego pojęcia, ponieważ dotyczy zupełnie innej kultury. Z drugiej strony to rzeczywistość na wskroś współczesna. August, należąca do najmłodszego pokolenia, przed czymś ucieka. Z czasem dowiadujemy się, jakie tragedie dotknęły jej rodzinę. W dobie globalizmu trudno jej określić, kim jest. Poszukuje własnej tożsamości i nie wie, że odpowiedzi ma je na wyciągnięcie ręki. Dopiero śmierć dziadka sprawia, że zadaje sobie właściwe pytania. Wszystko jest w zapiskach Alberta, ale wiąże się to również z odkryciem mrocznej historii. W tożsamość tej młodej kobiety wpisuje się opowieść o przemocy, jakiej doświadczyli jej przodkowie. Widzimy jednak, że tym co pozwoli ocalić tę tożsamość, jest język oraz miejsce. Bohaterka dochodzi do wniosku, że nie będzie uciekać przed sobą. Miejsce, które związane jest z jej korzeniami musi przetrwać, by następne pokolenia mogły czuć z nim taką samą więź.

Podczas lektury „Plonu” nie raz sami zadamy sobie pytanie o to, czym jest kultura i jak łatwo odbierać komuś tożsamość pozbawiając go rodzimego języka. To ostatnie nie musi dotyczyć Aborygenów, łatwo znaleźć podobieństwa i u nas. Tara June Winch choć opowiada o rzeczywistości pełnej przemocy, robi to w sposób subtelny. Czytelnik podczas lektury czuje się poruszony, ale nie przestaje się zastanawiać, jak wiele jest do zrobienia w kwestii rozliczania się z przeszłością, czy w dążeniu do tego, by każdy mógł czuć się równy  niezależnie od koloru skóry czy pochodzenia.

PS Powieść na język polski przełożyła Karolina Iwaszkiewicz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *