Przeczytałam w tym roku sporo książek. A i tak chciałabym więcej. Jednocześnie zastanawiam się nad tym, czy udało mi się przekonać kogoś do sięgnięcia po jakiś tytuł? Właściwie po to prowadzę te zapiski. Nie jestem wyrocznią, ani guru książkowym, ot czytam i przekazuję swoje wrażenia właśnie tu. Zwyczajnie w świecie nie wyobrażam sobie życia bez książek. Nawet jeśli spróbuję, wychodzi z tego jakiś koszmar w stylu Stephena Kinga. O nie, jest jeden bardziej przerażający pisarz: Ray Bradbury, autor „451 stopni Fahrenheita”, który jeszcze bardziej straszy niż autor „Lśnienia” – przynajmniej mnie.
Zdarza mi się chodzić do kina. Nawet lubię taką formę rozrywki, ale wytrzymałabym bez filmów. W tym roku obejrzałam ich sporo. Fakt, większość była dla dzieci.Telewizji nie mamy od kilku lat. Dzieciaki czasami chodzą do dziadków i tam obejrzą jakąś bajkę. Ostatnio przyszły strasznie pobudzone. Córka stwierdziła: „Wiesz mama, że u babci oglądaliśmy REKLAMY!” A ja się cieszę, ponieważ w okresie przedświątecznym nie muszę słuchać – „O właśnie taką lalkę, chcę”. Co blok reklamowy inną. Oczywiście, dzieci w szkole i przedszkolu poznają doskonale wszystkie trendy, więc nie są pokrzywdzone. Konsumpcjonizm szerzy się nawet wśród ośmiolatków.
Lubię, kiedy zamiast rozmów o tym, co można by kupić, pogadamy sobie choćby o Moni Nilsson. To taka nasza znajoma, razem z Lottą Geffenblad… Bo właśnie tak dzieciaki traktują swoich ulubionych pisarzy – jak dobrych przyjaciół. Najfajniejsze, że sprawia im to niebywałą frajdę. Kiedy byliśmy latem w Sopocie, maluchy wolały spotkania z autorami – same nas tam ciągnęły. A z zabawy na plaży się wymigały, choć zwykle strasznie domagają się morskich kąpieli.
Kolejną formą kultury, która mi się marzy, jest teatr. Może uda mi się w 2014 roku? Z kinem jest łatwiej, nie ma kolejek i latem też są projekcje. Za to pojechaliśmy z dziećmi do teatru. Jako, że najbardziej lubimy książki, wybraliśmy sztukę opartą na znanej nam historii. Jednego nie przewidzieliśmy. Że syn się będzie buntował, gdyż w książce wydarzenie było przedstawione nieco inaczej. Wyłapał wszystkie różnice oraz domagał się trzeciej części przedstawienia – bo w książeczce było znacznie więcej wątków…
A zatem plany na cały nadchodzący rok: czytać, to co się lubi. I mieć szczęście do dobrych lektur. Tego życzę sobie i Wam.
Wszystkiego dobrego w nowym roku. Życzę wielu wspaniałych lektur.
Dziękuję 🙂 I wzajemnie…
Udało ci się przekonać mnie do niejednej książki – przykładem jest Upalne lato Marianny, czy Korzeniec. To takie książki, o których przedtem nawet nie myślałam, by tykać. Na nadchodzący rok obiecuję sobie częściej chodzić do kina, bo tv to rzeczywiście tragedia. Wszystkiego naj w 2014 roku 🙂
Bardzo się cieszę, że Cię namówiłam do – nawet kilku lektur 🙂
Ja też się podpisuję pod tym „Korzeńcem”. Jak tylko ją zakupię, to przeczytam, podobnie jak Zytę O. I wiesz co? Mam książkę A. Munro, której jesteś orędowniczką i niebawem zacznę czytać 😉 I to też dzięki Tobie 🙂
Teatr i kino to dwie różne bajki. Do tego pierwszego bardziej wolę chodzić, niż do drugiego, nawet jeżeli wychodzę w połowie „Ożenku” ;))
Wszystkiego dobrego, zdrowych oczu do czytania i uszu do słuchania (audiobooków też ;)), dużo dobrych książek i całe mnóstwo czasu na ich przeczytanie 🙂
Pozdrawiam
Zatem czekam na opinie na temat Munro i Zyty Oryszyn 🙂
Wszystkiego dobrego dofi, a najlepszego z książkami. 🙂
Lubię takie życzenia – wzajemnie 🙂
Mnie zacheciłaś do wielu wspaniałych lektur, a Kalkwerk czytałam juz dwa razy!
Wielu wspaniałych doświadczeń czytelniczych w 2014!
Bardzo mnie to cieszy 🙂 Pozdrawiam.
Och, teatr to wspaniała forma rozrywki. Przeze mnie ostatnio trochę zaniedbana, na wytłumaczenie dodam tylko, że w moim mieście niestety nie funkcjonuje żaden tego typu przybytek kultury.
Ha, świetne życzenia, te odnoszące się dobranych lektur – życzę tego samego 🙂
Znam ten ból… W moim przypadku brakuje mi czasu na samą podróż – w jedną stronę to prawie dwie godziny.
Mnie zachęciłaś 🙂
Dofi, życzę wspaniałych lektur!