„Zła droga” – Mikel Santiago

Zła droga, Mikel SantiagoMikel Santiago, zdobył popularność dzięki debiutanckiej powieści „Ostatnia noc w Tremore Beach”. Znaleźli się nawet tacy, którzy okrzyknęli go hiszpańskim Stephenem Kingiem ze względu na klimat grozy i mroku obecny w jego pierwszej książce. Rok później Santiago wydał kolejną powieść, pt. „Zła droga”. Na początku odbiorca może poczuć się zaskoczony, ponieważ akcja książki rozgrywa się w słonecznej i pięknej Prowansji. Bohater zmęczony życiem przenosi się z Anglii do Francji, ewentualnie do Toskanii. Ten motyw w literaturze znamy aż za dobrze. Jednak po chwili okazuje się, że pisarz nie ma zamiaru opisywać sielanki, daje nam bowiem historię z kryminalną intrygą. Czytaj dalej

„Charlie Ciuch-Ciuch” – Beryl Evans

Charlie Ciuch-Ciuch, Beryl EvansNa okładce książki dla najmłodszych pt. „Charlie Ciuch-Ciuch” pojawia się intrygująca rekomendacja samego Stephena Kinga. Pisarz stwierdza: „Gdybym kiedykolwiek napisał książkę dla dzieci, to dokładnie taką, jak ta!”. Co to oznacza? Nie dajcie się zwieść, bo autorką historii niby jest Beryl Evans, ale tak naprawdę kryje się za tą fikcyjną postacią pisarz, którego doskonale znamy dzięki takim książkom jak „Lśnienie”, „Miasteczko Salem”, czy „Cujo”. Co otrzymują dzieciaki od mistrza horroru? Czytaj dalej

„Walet Pik” – Joyce Carol Oates

Walet Pik, Joyce Carol OatesJoyce Carol Oates jest znaną amerykańską pisarką, która ma na koncie liczne i ważne nagrody, takie jak: National Book Award, Nagrodę Pulitzera – brakuje jeszcze tej najważniejszej i rzeczywiście, uważana jest za bardzo poważną kandydatkę do literackiego Nobla. Do tej pory nie czytałam żadnej z książek tej autorki, dlatego postanowiłam sięgnąć po jej niedawno wydaną powieść zatytułowaną „Walet Pik”. Jeśli ktoś lubi powieść trzymającą w napięciu, znajdzie w niej coś dla siebie. Strzelba powieszona na ścianie w pierwszym akcie, prędzej czy później wystrzeli… Czytaj dalej

Podsumowania nie będzie…

Przeczytałam w tym roku sporo książek. A i tak chciałabym więcej. Jednocześnie zastanawiam się nad tym, czy udało mi się przekonać kogoś do sięgnięcia po jakiś tytuł? Właściwie po to prowadzę te zapiski. Nie jestem wyrocznią, ani guru książkowym, ot czytam i przekazuję swoje wrażenia właśnie tu. Zwyczajnie w świecie nie wyobrażam sobie życia bez książek. Nawet jeśli spróbuję, wychodzi z tego jakiś koszmar w stylu Stephena Kinga. O nie, jest jeden bardziej przerażający pisarz: Ray Bradbury, autor „451 stopni Fahrenheita”, który jeszcze bardziej straszy niż autor „Lśnienia” – przynajmniej mnie.

Zdarza mi się chodzić do kina. Nawet lubię taką formę rozrywki, ale wytrzymałabym bez filmów. W tym roku obejrzałam ich sporo. Fakt, większość była dla dzieci.Telewizji nie mamy od kilku lat. Dzieciaki czasami chodzą do dziadków i tam obejrzą jakąś bajkę. Ostatnio przyszły strasznie pobudzone. Córka stwierdziła: „Wiesz mama, że u babci oglądaliśmy REKLAMY!” A ja się cieszę, ponieważ w okresie przedświątecznym nie muszę słuchać – „O właśnie taką lalkę, chcę”. Co blok reklamowy inną. Oczywiście, dzieci w szkole i przedszkolu poznają doskonale wszystkie trendy, więc nie są pokrzywdzone. Konsumpcjonizm szerzy się nawet wśród ośmiolatków.

Lubię, kiedy zamiast rozmów o tym, co można by kupić, pogadamy sobie choćby o Moni Nilsson. To taka nasza znajoma, razem z Lottą Geffenblad… Bo właśnie tak dzieciaki traktują swoich ulubionych pisarzy – jak dobrych przyjaciół. Najfajniejsze, że sprawia im to niebywałą frajdę. Kiedy byliśmy latem w Sopocie, maluchy wolały spotkania z autorami – same nas tam ciągnęły. A z zabawy na plaży się wymigały, choć zwykle strasznie domagają się morskich kąpieli.

Kolejną formą kultury, która mi się marzy, jest teatr. Może uda mi się w 2014 roku? Z kinem jest łatwiej, nie ma kolejek i latem też są projekcje. Za to pojechaliśmy z dziećmi do teatru. Jako, że najbardziej lubimy książki, wybraliśmy sztukę opartą na znanej nam historii. Jednego nie przewidzieliśmy. Że syn się będzie buntował, gdyż w książce wydarzenie było przedstawione nieco inaczej. Wyłapał wszystkie różnice oraz domagał się trzeciej części przedstawienia – bo w książeczce było znacznie więcej wątków…

A zatem plany na cały nadchodzący rok: czytać, to co się lubi. I mieć szczęście do dobrych lektur. Tego życzę sobie i Wam.

Jest legendą – w hołdzie Mathesonowi

Jest lgendąE. A. Poe kojarzony jest z literaturą grozy. Ze współcześnie tworzących pisarzy opowieści mających wywoływać dreszcz na skórze najpopularniejszy jest S. King. Obu bardzo cenię i co jakiś czas sięgam po tych autorów. Zaskoczeniem był dla mnie fakt, że do tej pory nie poznałam twórczości Richarda Mathesona. Oczywiście widziałam ekranizację „Jestem legendą”, która wywarła na mnie spore wrażenie, ale żadna powieść tego pisarza do tej pory do mnie nie trafiła. Opowiadania w zbiorze „Jest legendą” zostały wybrane tak, by nawiązywać do twórczości Mathesona. Każde  nich poprzedzono wstępem, by przybliżyć czytelnikowi kontekst, odnaleźć nawiązanie, do którego odwołują się autorzy antologii. Dzięki temu okazało się, że działalność pisarza nie jest mi obca – właśnie dzięki przeniesieniu wielu jego pomysłów na ekrany kin, czy telewizorów – tu mam na myśli serial ?Strefa mroku?.

Światowa czołówka twórców literatury grozy pokazała swą wielkość, bo jak utrzymać w napięciu czytelnika, dając mu zaledwie sześć stron tekstu? Im się to udało. Są również bardziej obszerne formy, ale najdłuższa nie przekracza siedemdziesięciu stron. Miłośnicy twórczości Kinga znajdą smaczek dla siebie – opowiadanie napisane wspólnie z synem Joe Hille – o pojedynku motocyklistów z kierowcą ciężarówki. Każda z historii ma w sobie coś, czym stara się zaskoczyć czytelnika. I, na szczęście, za każdym razem twórcom się to udaje. Podziwiam w autorach thrillerów, horrorów, że są tak pomysłowi, iż potrafią napisać opowieść, która trzyma odbiorcę w nieustannym napięciu – bez pewności, czy główny bohater przeżyje, czy też nie.

Antologia składa się z piętnastu tekstów. Prócz wymienianych przeze mnie autorów, na uwagę zasługuje fakt, że jednym z nich jest syn Mathesona – Richard Christian. Jego opowieść ”Venturi” nie jest może najlepsza w zbiorze, ale zaskakuje odbiorcę, tak jak powinna. W zbiorze znajdziemy historie mrożące krew w żyłach, takie, w których leje się krew, ale są i opowieści groteskowe, czy science-fiction. Nawet podróżowanie w czasie okaże się całkiem proste, choć jego konsekwencje będą bardzo skomplikowane.

Podobało mi się w opowiadaniach to, że mogłam uruchomić tę część wyobraźni, którą niezbyt często wprawiam w ruch. Nieracjonalny lęk, dreszcz na skórze – zapewnia właśnie książka ”Jest legendą”. Teraz się zastanawiam, czy znajdę w bibliotece źródło – prozę Mathesona? Czasem miło się bać, zwłaszcza w ciepłym, przyjemnym i bezpiecznym miejscu na czytanie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu SQN.

Stephen King – powrót do przeszłości

Czarna bezgwiezdna nocParę lat temu pochłaniałam wszystkie książki Stephena Kinga, jakie tylko pojawiły się na rynku. Potem jednak nastąpił pewien przesyt i stwierdziłam, że po Lśnieniu, Carrie czy Smętarzu dla zwierzaków Stephen King nie jest w stanie nic ciekawego wymyślić. Nie licząc Zielonej mili – bo to już raczej nie jest horror, ale sama książka posiada niesamowity klimat i rewelacyjną fabułę.

Teraz wracam do tematu. Czarna bezgwiezdna noc Stephena Kinga, to dość nowa pozycja. Autor umieścił w niej cztery opowiadania. Jaki jest jej wspólny mianownik? Powiedzialabym, że mrok. I nie chodzi o noc, jako porę dnia…

Zazwyczaj cenię sobie obszerne powieści. Podziwiam autorów, którzy potrafią stworzyć historię, ale i cały świat wokół niej. Lubię wchodzić w takie realia i się nimi upajać. Natomiast z opowiadaniami to już zupełnie inna bajka. Misterne miniaturki też mogą zachwycić swoja konstrukcją. Wystarczy zajrzeć do Cortazara. Można czytać kilkakrotnie i za każdym razem odnaleźć coś nowego. U Kinga to co dostajemy jest za krótkie na powieść, ale bynajmiej nowelką nie jest.

Pierwsza historia w Czarnej bezgwiezdnej nocy nosi skromny tytuł – 1922. Wtedy właśnie rozgrywa się główna akcja tej opowieści. Ojciec namawia kilkunastoletniego syna, by pomógł mu zamordować matkę. Chłopiec godzi się na to. Opis mordestwa jest szczegółowy i dla ludzi o mocnych nerwach. Co nastąpi potem, to przypomina trochę Makbeta. Okazuje się, że poczucie winy zostaje na zawsze. Jak marne staje się życie bohaterów, trudno sobie wyobrazić, trzeba przeczytać. Zaskoczyło mnie to, że King opisał nie tylko historię ojca, ale pokazał jaki wpływ ma ta zbrodnia na syna. A szekspirowska krew na rękach ma tu postać szczura – tak dla ciekawostki. Sama historia może się wydać banalna, ale autor w ciekawy sposób połączył samą zbrodnię z historią Ameryki. Wspaniale oddał klimat tamtych czasów. Ciekawie też przedstawił sposób myślenia i mówienia głównego bohatera. Niemal się przenosimy do USA i  tkwimy po uszy w tamtych czasach.

Kolejne opowiadanie nosi tytuł Wielki Kierowca. King często w swych historiach powołuje na glównego bohatera pisarza. Tym razem jest to kobieta, autorka kryminałów dla tzw. kucharek. Dosięga ją pewnego rodzaju zło… Nie poddaje się i rodzi się w niej potrzeba zemsty. Jak sobie poradzi? W tym opowiadaniu autor ukazywał myśli bohaterki poprzez przedmioty i rzeczy. Tess zwyczajnie w świecie gada ze swoją nawigacją, albo kotem. I czytelnik, i główna bohaterka wiedzą, że to się dzieje w głowie Tess. Łatwiej jednak prowadzić dialog, niż monolog.

Trzecie opowiadanie jest najmniej realistyczne. Chory na raka mężczyzna spotyka mężczyznę zajmującego się przedłużaniem – w jego wypadku  życia. Czy to możliwe, oczywiście nie. Jednak u S. Kinga nie ma rzeczy niemożliwych. A diabeł może być sprzedawcą.  Autor bawi się kolejną konwencją. Czy istnieje współczesny Hiob? Jeśli tak, to tu się dowiecie, co może się mu przytrafić w XX i XXI wieku.

Dobrane małżeństwo – ostatnia historia w zbiorze opowiadań. Wyobraźmy sobie idealną parę z niemal 30 letnim stażem. Tylko, że u Kinga musi być w tym coś więcej. Żona odkrywa pewną tajemnicę męża i szuka dla siebie drogi postepowania. Czasami łatwo powiedzieć, co byśmy zrobili w danej sytuacji. King pokazuje, że nie wolno ulegać schematom. Ważna jest walka o przetrwanie.

Groza w tych czterech opowieściach nie wynika z powoływania na świat potworów, demonów, czy innych fantastycznych tworów. Zło może być na każdym kroku. Zwykli ludzie, których mijamy na ulicy mogą być gwałcicielami, albo mordercami. Co się stanie, jeśli odkryjemy ich tajemnice? A może w nas samych tkwi taki demon lub w tej chwili ktos zasiał w nas ziarenko zła?  King daje nam do zrozumienia, że świat nie jest czarno-biały. W każnym z nas może siedzieć zbrodniarz. Do narodzin zła wystarczy niewiele. Dzięki książce stawiałam sobie pytanie – jak ja bym się zachowała w danej sytuacji? Jeżeli dzięki powieści rodzą się pytania, to znaczy, że niesie za sobą jakieś przesłanie. Tu jest jedno najważniejsze: czy jesteś dobry?