„Preparator” – Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Preparator, Hubert Klimko-Dobrzaniecki„Preparator” Huberta Klimko-Dobrzanieckiego jest pierwszą powieścią Wydawnictwa Od Deski Do Deski. Wcześniej udało mi się przeczytać „Inną duszę” Łukasza Orbitowskiego. Te dwie pozycje książkowe łączy jedno – zostały oparte na faktach, choć obydwa tytuły są fikcją literacką. Pisarze otrzymali zlecenie od wydawnictwa, napisali książki w oparciu o prawdziwe wydarzenia, akta spraw, ale powstały bardzo różne, ale świetne powieści.

Pamiętam wstrząsającą książkę wybitnego amerykańskiego pisarza, Trumana Capote, który opisał jedną ze słynnych zbrodni. Autor „Zimnej krwi” był równie bezwzględny, jak mordercy, do których się zbliżył, i których swoją drogą wykorzystał. Truman Capote bez mrugnięcia okiem przybliża czytelnikom zbrodnię, opisuje ją w sposób niezwykle szczegółowy i dokładny, analizuje zło oraz jego źródła.

Hubert Klimko-Dobrzaniecki w powieści „Preparator” również każe nam się zastanowić nad tym, co popycha człowieka do wybrania tej, a nie innej drogi. Morderstwo, którego dokonuje bohater, ma jakieś przyczyny. Jednak, czy znajdują się one w samym człowieku, czy w środowisku, w którym dorastał, a może to nieodpowiednie czas i miejsce determinują taki właśnie czyn?

Główny bohater prowadzi monolog, w trakcie którego poznajemy jego życie. Taka forma literackiej wypowiedzi może też sugerować spowiedź, ale pojawia się kolejny problem: czy postać tytułowa czuje się winna i prosi o wybaczenie? Na to pytanie czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam.

Skazany opowiada o tym, jak dorastał w biednej, choć zwyczajnej rodzinie. W czasach PRL-u wszędzie było szaro i ponuro, a surowa matka, nie dawała synowi oparcia. Tego szukał u ojca, właśnie on okazał się wzorem. Tyle, że tych wspólnych chwil nie było zbyt wiele: sporadyczne wypady do fryzjera, czy wędkowanie. W pewnym momencie chłopak trafia z ojcem na cmentarz – bo tam jest najwięcej okazałych robaków, dzięki którym ryby lepiej biorą – dowiaduje się, że tata jest preparatorem, zajmuje się przygotowaniem zwłok do pochówku. W pewnym sensie w tej chwili zostaje jakoś naznaczony, ponieważ pójdzie śladem ojca.

Bohater mieszka w Łodzi, a jedyne chwile szczęścia dorastający chłopak przeżywa w Czechosłowacji. Tam poznaje piękną dziewczynę. Zakochuje się, ale Wiera go porzuca. Wyjazd do sąsiedniego kraju oprócz pieniędzy daje mu nowe doświadczenia. W Czechosłowacji po raz pierwszy ma kontakt ze śmiertelną ofiarą wypadku. Jednak wraca do Łodzi, a tam czeka na niego matka, która nie szanuje męża i syna. Za to wynosi na piedestał córkę, która robi maturę i zdaje na prawo.

Rodzina Preparatora należy do dysfunkcyjnych. Ojciec nie wytrzymuje presji. Popada w depresję i alkoholizm. Nie pomaga nawet przystąpienie matki do świadków Jehowy, nic się nie zmienia. Wreszcie ojciec popełnia samobójstwo. Syn jest już dorosły, ma własną rodzinę, dzieci i nowe kłopoty. Popada w długi.

Dlaczego dochodzi do zbrodni? Hubert Klimko-Dobrzaniecki stara się pokazać, jak bardzo złożony jest to  problem. Awantura staje się iskrą wyzwalającą zło, ale do zbrodni doprowadziło wiele czynników. Nie chodziło bynajmniej o zawód głównego bohatera. Wychowany w niezwykle surowych zasadach, gdzie zakazów było więcej, niż dobrych słów. Wzrastał doświadczając wielu braków: nie otrzymał szacunku ani miłości, ani ciepła rodzinnego. Z opowieści snutej przez Preparatora najbardziej istotne stają się emocje, smutek wręcz wylewa się w czasie tego monologu. Zbrodnia będzie dopiero punktem kulminacyjnym i zamykającym tę książkę.

Kiedy poznajemy relację postaci tytułowej, wciąż się zastanawiamy, na ile kreuje się na ofiarę, a na ile rzeczywiście nią jest? Chcielibyśmy jednoznacznych odpowiedzi, a te wiadomo wcale nie są one takie proste. Podczas lektury stopniowo zaczynają się pojawiać sygnały, które za chwilę doprowadzą do ostateczności. Groza narasta, ale pojawia się w zwyczajności. Preparator to człowiek jakich wiele: sfrustrowany, niespełniony i rozżalony. A przecież nie każda taka osoba staje się mordercą. Hubert Klimko-Dobrzaniecki doskonale sobie z tego zdawał sprawę, dlatego stawia przed nami tę postać i każe nam jej wysłuchać. Wtedy trudniej stać się tym, kto „pierwszy rzuci kamieniem”.

  1. Bardzo lubię takie zagłębianie się w umysł skażony szaleństwem, za którego maską bardzo często skrywa się fatalizm. Ludzi łatwo osądzać jest po czynach, ale jakże ciekawiej jest badać, co ich do tych czynów popchnęło – to fascynujące przekonywać się, jaki mieli motyw, w jaki sposób wcieli się oni w rolę, którą przygotowało dla nich społeczeństwo, rodzina, etc.

  2. Masz rację – nie każda taka osoba staje się mordercą, ale wiele jest takich, którym znacznie mniej potrzeba, by dokonać tego aktu. To przygnębiające, jak niewiele czasem trzeba, by człowiek definitywnie przekroczył swoją smugę cienia. Ponura książka, ciężka, nie wiem, czy dam radę się w nią zagłębić, nie wiem, czy chcę… Ale kusi…

    • Nie wspomniałam o tym, ale warto jeszcze zobaczyć oczyma głównego bohatera, jak zmieniała się polska rzeczywistość. Okazuje się, że w jego przypadku większe poczucie bezpieczeństwa dawał mu PRL.

  3. Czemuś od pierwszych stron odnosiłam wrażenie, że ów monolog to rozmowa z psychiatrą/psychologiem mająca na celu ustalenie czy sprawca kwalifikuje się do więzienia czy do leczenia na oddziale zamkniętym. Matka i siostra takie, że faktycznie – albo się zabić, albo je zabić.
    Trudno porównywać do Innej duszy, ale Klimko-Dobrzeniecki miał chyba nieco łatwiejsze zadanie. Łatwiej jednak stworzyć bohatera, który wie, dlaczego zabił niż takiego, który zabił i nie umiał powiedzieć dlaczego… choć zbrodnie swoje starannie zaplanował. W każdym razie obie powieści uważam za równie dobre. I chcę jeszcze. I nawet mam to „jeszcze” na dysku…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *