Książki Mario Puzo i filmy gangsterskie cieszą się sporym powodzeniem. Kiedy sięgnęłam po „Przyjaciel to najlepszy prezent dla samego siebie” i zerknęłam na okładkę książki nie miałam pojęcia, że będę miała do czynienia z historią, która ukaże gangsterski półświatek z perspektywy kobiet, na dodatek ze sporą dawką czarnego humoru. William Boyle, autor książki, zabiera czytelników między innymi na Brooklyn, do Nowym Jorku, gdzie sam dorastał.
Historia rozpoczyna się latem w 2006 roku. Poznajemy Renę, sześćdziesięcioletnią wdowę. Na pozór nic nadzwyczajnego, ale jej mąż Vic był gangsterem. Zginął zastrzelony na progu własnego domu dziewięć lat wcześniej. Rena jest samotną osobą, bo jej własna córka nie utrzymuje z nią kontaktu. W takiej sytuacji najlepszy byłby kontakt z drugim człowiekiem. Tak myśli osiemdziesięcioletni Enzio, który postanawia zwabić do siebie wciąż atrakcyjną sąsiadkę. Sprawy się komplikują, gdy obleśne umizgi starca doprowadzają do tego, że Rena uderza Enzia popielniczką. Mężczyzna pada na ziemię z rozbitą głową, bez oznak życia.
Co zrobić w takiej sytuacji? Działając pod wpływem chwili sześćdziesięciolatka bierze kluczyki do samochodu Enzia i rusza w drogę. Chce stamtąd uciec. To działanie rozpocznie całą lawinę niefortunnych zdarzeń. Rena pod wpływem chwili postanawia prosić o pomoc swoją córkę. Kiedy do niej dociera, okazuje się, że nie może na nią liczyć. Adrienne nie pozwala też swojej piętnastoletniej córce na kontakt z babcią. W tej trudnej chwili Renę przygarnia pod swoje skrzydła Wolfenstein, sąsiadka Adrienne.
Córka Reny właśnie postanowiła, że chce sobie ułożyć życie z gangsterem Richiem. Ten ma plan jak zdobyć wielkie pieniądze. W momencie kiedy wprowadza swój pomysł w życie, komplikuje życie wszystkim wymienionym wcześniej kobietom. Rozpocznie się wielka ucieczka, dla każdego będzie to walka o życie. Richie i Adrienne chcą rozpocząć wszystko od nowa, ale nie biorą pod uwagę zdania piętnastoletniej Lucii. Dziewczyna postanawia umknąć do babci.
Łatwo zauważyć, że najczęściej padającym tutaj słowem jest „ucieczka”. Większość poznanych bohaterów znajdzie się w nieustającym stanie zagrożenia. Zadzieranie z gangsterami wywołuje ich odpowiednią reakcję, dlatego nie zabraknie tu pościgów. Jednak nie tylko chodzi o dosłowne znaczenie tego słowa. Zobaczymy ludzi, którzy chcą zmienić swoje życie, bo dotychczasowe ich zawiodło. Jednak próba pójścia na skróty okazuje się nie najlepszym rozwiązaniem.
Świat opisany przez Williama Boyle ukazuje życie kobiet, często niedocenianych przez literaturę i film. Jedna z bohaterek, Wolfie, sama ma słabość do kina. Była nawet przez jakiś czas gwiazdką w filmach porno. Kiedy jej kariera się skończyła, po jakimś czasie dorobiła się na oszukiwaniu nadzianych mężczyzn. Właśnie na nią trafia znajdująca się w kryzysie Rena. Wolfenstein wyciągnie do pani Ruggiero pomocną dłoń. Okaże się doskonałym wsparciem nawet w najgorszych chwilach.
Historia napisana przez Williama Boyle’a zaskoczyła mnie z tego powodu, że wykorzystuje w umiejętny sposób znane nam klisze rodem z gangsterskich filmów, ale autor posługuje się nimi w oryginalny sposób. Męski świat gangsterów schodzi na plan dalszy, choć za wszelką cenę chce dotrzeć do rzeczywistości kobiet. Ci złoczyńcy są wielkim zagrożeniem dla bohaterek, przed nim trzeba bezsprzecznie uciekać. Jednak to właśnie dzięki tym przeciwnościom losu postacie docenią wartość i siłę przyjaźni. W powieści „Przyjaciel to najlepszy prezent…” Boyle pisze o tym w sposób niebanalny, bo posługując się czarnym humorem. Niektóre z sytuacji są nieco przerysowane, ale nie rażą czytelnika, wręcz odwrotnie, z uwagą śledzimy wartką akcję i w napięciu dopingujemy głównym bohaterkom. Chwilami będzie zabawnie, innym razem wzruszająco. Mamy też do czynienia z dwiema warstwami tej historii: pierwsza dotyczy wydarzeń rozgrywających się tu i teraz, druga to odkrywanie bogatej przeszłości bohaterek. Obie okażą się równie intrygujące.