„Przyjaciele zwierząt” – Anton Marklund

Przyjaciele zwierząt, Anton MarklundO autyzmie wiemy już coraz więcej. Dzieci cierpiące na to zaburzenie mogą chodzić do szkoły, otrzymują jakieś wsparcie. Czy to jednak wystarcza? Nie mamy przecież pojęcia, co czują osoby dotknięte autyzmem. Jak wygląda życie w takiej rodzinie, czy da się funkcjonować tak po prostu – zwyczajnie? W debiutanckiej książce Antona Marklunda „Przyjaciele zwierząt” przyjrzymy się temu problemowi. Historia została podzielony na trzy głosy: matki, ojca i ich siedemnastoletniego syna – autystycznego Johannesa.

Gdzieś na północnych, odludnych terenach Szwecji między Boliden a Strömfors mieszka rodzina naznaczona autyzmem. Rodzice cierpiącego na to zaburzenie chłopaka, starają się jak mogą, by dać mu normalne życie. Lennart i Mona troszczą się o siedemnastolatka, ale wiedzą, że jego egzystencja pośród nastoletnich rówieśników nie może być łatwa. Johannes jak wszyscy w jego wieku, chciałby być akceptowany. Jednak to, co nie stanowi problemu dla przeciętnego człowieka, Johannesowi przychodzi z wielkim trudem.

Niepełnosprawny chłopak bardzo się stara, by być taki jak inny. Nie rozumie jednak w pełni różnicy między dobrem a złem, tym co wolno robić, a czego nie. Dlatego pozwala, by rówieśnicy go wykorzystywali, bo najbardziej zależy mu na ich akceptacji. Cóż złego w tym, że podrzuci się larwy do obiadu w szkolnej stołówce, albo rzuci w dyrektora obsiusianą śnieżką? Tego przecież chcieli koledzy. Winę ponosi jednak Johannes. Mimo to, że robi wszystko co mu każą inni i tak jest odpychany.

W małych społecznościach inność bywa częściej nietolerowana, niż w większych. Trudniej też o specjalistów, którzy potrafiliby pracować z niepełnosprawnymi dziećmi. Nauczyciele, z którymi zetknął się Johannes, nieświadomie popełniają błędy, jeszcze bardziej piętnujące chłopaka. Podobnie dzieje się z rodzicami, którzy postępują po omacku. Dopiero po fakcie zdają sobie sprawę z tego, że nie postąpili tak jak trzeba.

Matka Johannesa widzi postępowanie rodziny jak wielką pajęczynę, której nici nieuchronnie do czegoś prowadzą. Pewnego dnia jej syn przynosi pieniądze z torebki starszej kobiety, która upadła i dlatego stała się łatwym celem. Mona dokonuje retrospekcji, by poszukać przyczyn, które doprowadziły do tragedii. A historia zaczyna się w momencie, kiedy poznała swego przyszłego męża Lennarta. Niezwykle wrażliwa Mona patrzy na życie swojej rodziny jak na film.

W Lennarcie natomiast drzemią spore pokłady agresji. Nie może się pogodzić z tym, jak jest traktowany jego syn. Jego bezsilność wywołuje w nim gniew. Choć wrażliwy, skrywa swoje uczucia, dając im upust przekleństwami – by rozładować napięcie. Na zewnątrz widzimy głównie twardą skorupę. Jego żona co jakiś czas popada w stany depresyjne, bo w pewnym momencie problemów robi się zbyt wiele i ją przerastają.

Anton Marklund pisze o swoich bohaterów z wielką empatią. Nikogo nie osądza, tylko pokazuje jak wygląda świat ludzi, którzy zostali zepchnięci na margines tylko za to, że ich dziecko jest niepełnosprawne. Kto ponosi winę za tragedię do której wreszcie musi dość? Szkoła, rówieśnicy, czy rodzice? A może nie ma wyjścia z tak trudnej sytuacji? Bo przecież wydawać by się mogło, że właśnie w Szwecji najlepiej rozwiązuje się takie problemy.

Otrzymujemy obraz zwykłej rodziny, która została naznaczona piętnem autyzmu. Widzimy też całą społeczność, a rodzina Johannesa do niej nie pasuje. Dlatego tak trudno im żyć, bo nie dość że muszą sobie poradzić z autystycznym dzieckiem, to wiedzą że od nikogo nie dostaną wsparcia. A im trzeba tylko odrobiny zrozumienia. Mona i Lennart czują nieprzychylne spojrzenia ludzi, z którymi przyszło im żyć. I choć przecież mieszkają na uboczu, to nie da się odizolować od społeczeństwa.

Książka „Przyjaciele zwierząt” została podzielona na trzy narracje: Mony, Lennarta i Johannesa. Język, jakim posłużył się autor nie ma zbyt wielu ozdobników. Pisarz jest lakoniczny, a jednocześnie sytuacje i obrazy, które kreśli, bardzo poruszają. Obserwujemy bezsilność bohaterów, ich cierpienie, i brak zrozumienia ze strony otoczenia. Marklund pisze tak, by stopniowo odkrywać przed nami karty, żebyśmy w pełni odczuli ich samotność i zrozumieli problem inności.

  1. Przejmująca i prawdziwa historia ludzi, borykających się z dramatem niepełnosprawności dziecka. Wiele osób przeżywa podobne sytuacje – obojętność i wrogość otoczenia, bak empatii, zwykłej życzliwości.
    Czuję, że to książka dla mnie.

    • Właśnie to jest uderzające, że ludzie, którzy mają jakiś problem, są napiętnowani. Jakby to była ich wina, że mają niepełnosprawne dziecko.

  2. Brzmi bardzo ciekawie! Chętnie sięgam po książki, w których występuje motyw odmienności, marginalizowania, spychania poza społeczny nawias. Podoba mi się również idea 3 narracji : )

  3. Kupiłam sobie tę książkę w piątek, więc na pewno wrócę tutaj, żeby podzielić się wrażeniami 🙂 Na razie nie chcę się zasugerować Twoim zdaniem, więc czytam Cię z zamkniętymi oczyskami 😉

      • I w końcu mogłam przeczytać, bo i moja recenzja już gotowa 🙂 Zakończenie tej książki po mnie przejechało. Kręciłam nosem na poprzednie rozdziały, coś mi nie grało w tej narracji, aż tu nagle taaaki cios. I wszystko się poskładało, zaczęło pasować. Wniosek mam jeden i jest baaardzo przygnębiający – możesz mieć jak najlepsze chęci, a i tak efekt może być druzgocący.

        • Zapraszam do mojego życia :). Swoją drogą mnie intryguje fakt jak można poszukiwać takich emocji… W Sumie Pani zamknie książkę i wróci Pani do realnego świata… Niektórzy jak ja lub bohaterowie tej ksiażki zamkną te emocje dopiero po smierći.

          Pozdrawiam i zazdroszczę.

          • Tak to już jest, że nie znając świata ludzi cierpiących na autyzm możemy mieć jedynie jego namiastkę sięgając po tego typu książki i liczyć na to, że w miarę wiarygodnie zostały oddane emocje bohaterów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *