Nie ma chyba nic ważniejszego w życiu, jak szczęście. Dzięki odzyskaniu rodziców, Lichotek wreszcie ma okazję poznać na czym ono polega. W pierwszej części książki Iana Oglivy – „Lichotek i czarnoKsiężnik”, wydawało się, że główny bohater jest sierotą. Teraz wreszcie ma okazję poznać nieco ciepła rodzinnego.
Rodzice chłopca: Sam i Lee chcą dać Lichotkowi jak najwięcej. Pragną odrobić stracone chwile. Nawet urodziny będą trwały sześć dni i staną się Gwiazdodzinami, bo trzeba jeszcze połączyć je z Bożym Narodzeniem. A chłopca czeka wyprawa na Wyspę Śmiechów – najważniejszy z prezentów. Cała trójka uda się do największego i najlepszego lunaparku, choć Lichotek nigdy jeszcze nie był nawet w najskromniejszym wesołym miasteczku.
Na całą rodzinę Stubbsów coś czyha, a przez to sielanka szybko się kończy. CzarnoKsiężnicy planują pozbyć się wszystkich członków tej niezwykłej familii. Tyle, że to nie jest jedyne niebezpieczeństwo, które spotkają na swojej drodze. Mama Lichotka zostaje porwana, a tata traci pamięć. Co zrobi chłopiec, który nie posiada daru czarowania? Jego ojciec Sam jest czarodziejem, ale nie może w niczym pomóc. Okazuje się, wtedy jak ważną postacią jest mama. Lee posiada w sobie nieprzebraną manę – moc, dzięki której można czarować. Tyle, że u niej owa siła nigdy się nie kończy. Sam dzięki żonie był potężny, bo nie musiał czekać całej doby na wykonanie kolejnego magicznego zaklęcia. Jak łatwo się domyślić Lee grozi wielkie niebezpieczeństwo.
Lichotek uzbrojony w żółte cukierki, które dają mu na chwilę niewidzialność, rusza na pomoc mamie. Wybiera się na Wyspę Śmiechów, bo tam właśnie spodziewa się ją odnaleźć. Będzie musiał zmierzyć się z czarnoKsiężnikami, ale okażą się oni jedynie drobnymi pionkami w grze. Na drodze głównego bohatera stanie ktoś jeszcze potężniejszy – tytułowy Dragodon. Czy Lichotkowi wystarczy bystry umysł, by stawić czoło potwornemu monstrum?
Powieść „Lichotek i Dragodon” można podzielić na dwie części. Pierwsza to sielanka, której wreszcie uczestniczy najmłodszy członek rodziny Stubbsów. Potem narasta groza. W tej opowieści czai się mrok, który próbuje dopaść szczęśliwą rodzinkę. Chłopiec jak zwykle znajdzie się w skrajnie trudnej sytuacji, z której spróbuje się wydostać. Książka „Lichotek i Dragodon” w jakimś stopniu nawiązuje do powieści „Harry Potter”. Mamy czarnoksiężników, złe moce, ale Lichotek nie posiada daru w sobie, może jedynie wykorzystywać magiczne przedmioty. Sama historia jest fantastyczna, choć główny bohater, by zwyciężyć musi posłużyć się rozumem. Właśnie bystrość umysłu ratuje chłopca z wielu pułapek.
„Lichotek i Dragodon” to druga część z serii. Ian Oglivy nie zapomniał również o tym, by rozładowywać napięcie zabawnymi sytuacjami. Bohater bawi już swoim wyglądem. W podróży towarzyszy mu mały piesek, który również wywołuje uśmiech na ustach czytelników. Przygoda goni przygodę, a my nie tylko ledwie nadążamy za zwrotami akcji. Otrzymujemy sporą dawkę rozrywki. W klimat nas wprowadzają świetne ilustracje Chrisa Moulda i choć sama historia z opisu może wydawać się mroczna, to przecież dzieciaki czytające tę powieść, będą świetnie się bawiły.