„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” – Marcin Wicha

Rzeczy, których nie wyrzuciłem, Marcin WichaTematem przewodnim tegorocznego festiwalu Literacki Sopot była literatura francuska. Nie zabrakło jednak i polskich pisarzy. W ramach spotkań na plaży gościł między innymi Marcin Wicha. Tradycją jest, że na plaży przy Klubie Atelier odbywa się cykl rozmów z wybitnymi autorami, nagradzanymi i nominowanymi do Nagrody Literackiej Nike. Prowadził je (po raz piąty) Michał Nogaś. Postanowiłam sięgnąć po książkę, która choć niepozorna objętościowo, wyróżnia się treścią, a jej okładka przyciąga wzrok. „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” to z jednej strony esej, a z drugiej można ją traktować jako rodzaj autobiograficznych wspomnień autora książki, albo opowiadań, które łączy postać matki pisarza.

Marcin Wicha pisze w sposób niezwykle przejmujący o stracie. Pokazuje świat, w którym nagle zabrakło jednej, ale bardzo ważnej osoby – matki. Pisarz opowiada o niej poprzez rzeczy, które pozostały. Porządkując jej przedmioty, snuje opowieści. Nasuwają mu się pewne refleksje i wspomnienia. Śmierć bliskiej osoby zmienia znany mu świat w niewyobrażalny sposób. Większość rzeczy, która była do tej pory związana z matką, przestała pełnić swoją funkcję, ale czy straciła na znaczeniu?

W książce „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” otrzymujemy obraz odchodzenia matki. Nie są to wspomnienia uporządkowane w sposób chronologiczny. Marcin Wicha snuje swoje refleksje na zasadzie skojarzeń. Kiedy postanawia uporządkować księgozbiór rodziców, zastanawia się, o czym świadczą te lektury. Na podstawie okładek kreśli obraz zmieniającej się rzeczywistości. Marcin Wicha, jako grafik, potrafi opowiedzieć na podstawie okładek, jak zmieniała się Polska od lat czterdziestych do czasów obecnych i jaki wywierało to wpływ na jego rodzinę. Nie jest łatwo wyrzucić czy oddać coś, co było istotne dla rodziców, ale nie może zatrzymać wszystkich tomów. Tu zobaczymy, jakie tytuły Marcin Wicha pozostawił i dlaczego.

Porządkowanie rzeczy może odciągać uwagę od cierpienia wywołanego stratą, ale w przypadku prowadzącego narrację jest to świetna okazja do wspominania i podejmowania próby zrozumienia bliskich. Każdy przedmiot z czymś się kojarzy, nasuwa skojarzenia, a my przy tej okazji poznajemy historię rodziny. Nie jest to jednak opowieść przepełniona sentymentalizmem. Nie brakuje w niej nuty melancholii, ale najbardziej istotna okazuje próba zrozumienia zarówno matki, jak i wewnętrzna potrzeba zatrzymania jej poprzez pamięć.

Zwykłe życie i codzienność PRL-owska nie są tematami, które po opisaniu znajdą się na listach bestsellerów. Sensacji tutaj nie znajdziemy. A jednak jest w tych historiach pewien dramatyzm, bo na rodzinę miała wpływ burzliwa polska historia. Marcin Wicha pisze o żydowskich korzeniach i o tym, jak wpłynął Marzec 1968 na jego rodziców. Matka okazała się niezwykłą kobietą, warto poznać, jaka była. Natomiast autor książki podejmuje próbę zrozumienia jej. Widzimy również, czego się nauczył od niej, spogląda również na jej charakter w szerszym kontekście, zwracając uwagę na czasy, w których żyła.

„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” wyróżnia język. Marcin Wicha jest oszczędny w słowach. Każde zdanie ma znaczenie, nie ma żadnych zbędnych ozdobników, efektownych środków stylistycznych. Pisarz celnie trafia w punkt, a każde słowo jest istotne. Kiedy poznamy historię rodzinną, będziemy wiedzieli, dlaczego tak się dzieje. W książce Marcina Wichy nie zabraknie również humoru, choćby w opowieści o teoretycznym golu. Wspomnienia pozwalają na zatrzymanie tego, co już odeszło. Jednocześnie pozwalają utrwalać w pamięci istotne momenty. Potrafią również wzruszyć, najbardziej przejmująca jest opowieść o odchodzeniu matki i uczuciach syna po stracie. Żadne słowa nie są w stanie oddać cierpienia, ale autor ogranicza się do minimum, a pozostawia tylko to, co najważniejsze, w ten sposób porusza nami do głębi.Rzeczy, których nie wyrzuciłem, Marcin Wicha

  1. Tak mi się to skojarzyło z moją mamą, której mama, a moja babcia umarła rok temu i rodzina, która mieszkała z nią powyrzucała jej rzeczy zaraz po śmierci. Teraz moja mama ma żal i przykrość, bo jakieś chustki szalonówki też wyrzucili. A mama mówi, że dla niej byłaby to pamiątka. Dla innych jest to niepotrzebna szmatka.

    ps. TV Kultura puściła rozmowy z dwoma francuskimi pisarzami z tego festiwalu. Mocno mnie to ucieszyło. Chciałabym wysłuchać i pozostałych wywiadów, tych z Nogasiem. Są gdzieś w sieci?

    • Jej objętość sprawia, że można ją poznać w kilka chwil. Chociaż z drugiej strony każde zdanie ma znaczenie, więc co jakiś czas przerywałam lekturę na własne rozmyślania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *