„Shantaram” – Gregory David Roberts

Shantaram, Gregory David RobertsAutor powieści „Shantaram” urodził się w 1952 roku w Australii. Kiedy rozstał się z żoną, popadł w heroinowy nałóg oraz zajmował się napadami. Trafił do więzienia, ale podjął udaną próbę ucieczki. Znalazł się w Indiach. W Bombaju związał się z mafią, ale też pomagał najbiedniejszym. Trudno uwierzyć, że jedna osoba mogła tak wiele doświadczyć. Historia, którą napisał Gregory David Roberts nawiązuje to tego, co przeżył jej autor, chociaż jest fikcją literacką. Książka „Shantaram” została nazwana przez Marcina Mellera czytelniczym Świętym Graalem. Czy powieść Gregory’ego Davida Robertsa zasłużyła na takie wyjątkowe określenie? A może mamy do czynienia z chwytem reklamowym?

Powieść „Shantaram” została napisana w formie pamiętnika, zaczyna się w momencie, kiedy główny bohater znajduje się w Bombaju. Tam zakochuje się od pierwszego wejrzenia w pięknej i tajemniczej Karli. Uczucie do niej jest dla niego motywacją do podejmowania określonych działań. Dla niej jest w stanie zrobić naprawdę wiele. Ale czy kobieta odwzajemni jego uczucie? Jaką skrywa tajemnicę?

Lin, główny bohater powieści, zanim dotarł do Indii, całkiem sporo przeżył. Za napady na banki został skazany na karę wielu lat więzienia. Tam musiał poradzić sobie z uzależnieniem od heroiny, był torturowany. Jednak po jakimś czasie udało mu się uciec z więzienia. Trafił do Bombaju, który go urzekł. Jeszcze zanim zobaczył to miasto, poznał po zapachu, że znacznie różni się od miejsc, w których był do tej pory. Świat niezwykłych kontrastów go zachwycił, między innymi dzięki temu, że trafił na niezwykłego przewodnika, Prabakera. Młody mężczyzna pokazał mu zgodnie z obietnicą wszystko i jeszcze więcej. Hindus początkowo wydaje się typowym naciągaczem, który zrobi wszystko, by wyciągnąć od turysty parę rupii. Równie interesujący jest język, którym się posługuje młody przewodnik. W niezwykle zabawny sposób kaleczy angielski. Myślę, że w przekładzie trudno było oddać te wszystkie niuanse językowe. Wypowiedzi Prabakera wielokrotnie wywołują uśmiech na twarzy czytelnika, wiec chyba tłumaczce (Maciejce Mazan) się udało.

Typowy turysta zwiedziłby najpopularniejsze miejsca, ale Lin chce poznać prawdziwy Bombaj. Prabaker zabiera go więc tam, gdzie nie trafi żaden przypadkowy człowiek. Najpierw jednak każe mu się uczyć języka marathi, którym posługuje się wielu Hindusów. Lin pojedzie ze swoim przewodnikiem na wieś, w rodzinne strony Prabakera. Tam główny bohater dostaje nowe imię – Shantaram, które oznacza „człowieka pokoju”, albo „człowieka bożego pokoju”. Dzięki pobytowi wśród najbiedniejszych mieszkańców Indii, Lin przechodzi metamorfozę. Mimo, że często łamie prawo, chce być coraz lepszy. Żyje w slumsach, ale stara się pomagać najbardziej potrzebującym. Zakłada tam lecznicę i uczy języka angielskiego.

Jakie są slumsy? Ludzie mieszkają w niezwykle trudnych warunkach, ale mają swoje reguły, którym potrafią być wierni. Ich zasady i postawa życiowa pozwalają być im wolnymi, a o tym właśnie marzy Lin. Choć uciekł z więzienia, wciąż czuje się zniewolony. Wyrzuty sumienia, świadomość błędów, które popełnił, nie pozwalają mu spać spokojnie. Zadośćuczynienie nie jest łatwe, zwłaszcza gdy trafi się do mafii. Australijczyk pragnie czynić dobro, ale jego wrażliwość bywa wykorzystywana.

W powieści „Shantaram” nie brakuje niezwykle dramatycznych wydarzeń. Akcja cały czas pędzi i zatrzymuje się jedynie podczas filozoficznych rozważań głównego bohatera. Autor w związku z tym raczy nas licznymi aforyzmami, które jednym mogą wydawać się trafne, innym zupełnie niepotrzebne. Największym plusem tej historii staje się pełna zwrotów akcja, jak w książce przygodowej, czy kryminale. Zresztą „Shantaram” łączy w sobie elementy tych gatunków, ale ma w sobie też coś z powieści łotrzykowskiej. Czytając książkę wyczuwamy klimat rodem z „Baśni z tysiąca i jednej nocy” w połączenie ze znanym filmem „Slumdog. Milioner z ulicy”. Widzimy barwne Indie, ale też świat slumsów. Kontrastów nie brakuje, a G. D. Roberts pokazuje nam problemy, z którymi boryka się ten kraj.

„Shantaram” to powieść fikcyjna, ale zanurzona w rzeczywistości. Otrzymujemy takie bogactwo wątków i postaci, że wystarczyłyby na kilka, jeśli nie kilkanaście książek. Na czym w takim razie polega fenomen tej książki? Myślę, że z jednej strony urzeka bohater, który choć często popełnia błędy, przechodzi metamorfozę pod wpływem ludzi, których poznaje w Indiach. Kieruje nim uczucie do pięknej Karli – a bohaterzy romantyczni wciąż są  atrakcyjni. Powieść przypomina swą konstrukcją misterne zdobienia stosowane w architekturze indyjskiej. Ponadto autor świetnie oddał klimat Orientu – pokazał jak skomplikowany jest Wschód ze swoimi problemami społecznymi, politycznymi oraz jak interesująca może być ta kultura. Ciekawe, czy druga część, „Cień góry”, okaże się równie wciągająca?

  1. Cenię sobie takie pozycje, które powstają w oparciu o życiorys samego autora, i kiedy te zależności pomiędzy fikcją literacką a biografią można wyłapać. Bardzo ciekawe jest również poznawanie miasta od jego mniej reprezentatywnej strony – współczesna turystyka bardzo często nastawia gości na płytkie i pobieżne prześlizgiwanie się po wybranych lokalizacjach. Tymczasem każde ludzkie skupisko posiada swoją duszę, którą jednak należy odkrywać stopniowo i cierpliwie.

    • Tutaj, oprócz ramy tej historii, wcale nie jest łatwo wyłapać zależności pomiędzy fikcją a biografią, bo wiele wydarzeń wydaje się niemożliwe do przeżycia dla jednej osoby. A jednak czytając biografię pisarza, okazuje się, że poznajemy zaledwie jej część.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *