Kiedy wojska III Rzeszy ruszyły na Związek Radziecki, Armia Czerwona zaczęła ponosić spore straty. Dlatego w 1942 roku władze zaczęły przyjmować do wojska kobiety. Każdy żołnierz był potrzebny, niezależnie od płci. Naukowcy szacują, że w armii ZSRR służyło ponad pół miliona kobiet. Dane są niepewne, ale istotne jest, że kobiety działały we wszystkich służbach wojskowych. Najchętniej przydzielano im role pielęgniarek, kucharek, telefonistek, sekretarek, kierowców, mechaników, żołnierek wojsk łączności. Nie zabrakło jednak takich kobiet, które znalazły się na pierwszej linii frontu. Luba Winogradowa napisała książkę o takich dziewczętach. Nosi ona tytuł „Snajperki. Dziewczyny Armii Czerwonej”.
Ludzie świetnie posługujący się bronią palną wywołali postrach wśród żołnierzy znajdujących się po przeciwnej stronie. Snajperzy doczekali się książek, artykułów w gazetach, a potem filmów. Przypominam sobie jeden z nich: „Wróg u bram”, w którym grał Jude Law i Ed Harris. Luba Winogradowa postanowiła pokazać czytelnikom historie kobiet, które znalazły się na froncie i stały niemal oko w oko z wrogiem. Jakie było życie na froncie wschodnim? Co czuły te kobiety i jakie były ich przeżycia?
W Związku Radzieckim propaganda głosiła, że kobiety w Armii Czerwonej często same się zgłaszały. Jednak wiele snajperek po latach stwierdziło, że zostały powołane do wojska, tylko dopisano im, że są ochotniczkami. Już początek był trudny. Kobiety musiały odnaleźć się w nowej rzeczywistości, wypełniać rozkazy, radzić sobie we frontowych warunkach, w zimnie, często bez możliwości umycia się, narażone było ich życie, ale również wiele z nich spotkały nachalne zachowania ze strony mężczyzn. Po powrocie do domu nie zawsze traktowano je jako bohaterki. Najczęściej spotykały je drwiny i wyzwiska, dlatego o swoich wojennych doświadczeniach wolały milczeć.
Luba Winogradowa pisze o zwykłych kobietach, które nie przeszły do legendy. Ci najsłynniejsi niekoniecznie mieli na swoim koncie tylu zestrzelonych Niemców, ile podawały ówczesne media. Chodziło o poprawę nastrojów, więc propaganda chętnie kreowała takich bohaterów. Jednak prawdziwe snajperki wcale nie likwidowały tak wielu nieprzyjaciół. Luba Winogradowa skupia się na ich prawdziwym życiu. Pisze o trudach życia w okopach, czy wielogodzinnych obserwacjach okolicy, by w efekcie po wielogodzinnych oczekiwaniach zestrzelić jedną ofiarę (albo nie). Dowiemy się również, jak reagowały snajperki, kiedy uświadamiały sobie, że właśnie zabiły człowieka. Choć propaganda domagała się tego, by bezwzględnie likwidować wroga, to trudno było tym kobietom powrócić do powojennej rzeczywistości ze świadomością tego, co robiły. Nikt im nie pomagał dojść do siebie po doświadczeniach, które były dla nich bardzo trudne.
Godziny oczekiwania w deszczu, upale, na mrozie, bez jedzenia i picia. Jeden zbędny ruch, który mógł kosztować je życie. Uważne wpatrywanie się w celownik, współpraca z partnerką. Co czuły kobiety, które traciły najbliższą przyjaciółkę, która walczyła z nimi ramię w ramię? Snajperki bardzo przeżywały swój pierwszy strzał. Z czasem było im łatwiej, bo zmieniała się też motywacja. Tym bardziej, że sowiecka propaganda wciąż zachęcała i głosiła hasła w stylu: „Zabij Niemca!’, „Jeden strzał na jedną kulę!”. Pojawiał się motyw zemsty, za bliskich, którzy zginęli z rąk Niemców, czy zastrzelone przyjaciółki.
Luba Winogradowa pisząc „Snajperki” oparła się na licznych źródłach i wspomnieniach. Przywołuje również inną znaną publikację, „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłany Aleksiejewicz. Książka Winogradowej nie opowiada jednak o każdej z kobiet z osobna. W kolejnych rozdziałach poznajemy różne aspekty życia snajperek. Razem z nimi przechodzimy na pierwszej linii frontu, zdobywając kolejne strategiczne miejsca. Dzięki tej publikacji nie tylko zwrócimy uwagę na to, jaką rolę pełniły te kobiety w radzieckiej armii. Poznajemy to, o czym kiedyś nikt nie mówił wprost. Strzelec wyborowy narażał swoje życie, a osoby płci żeńskiej narażone były również na wiele nieprzyjemności ze strony żołnierzy z własnej armii. Spotykało je molestowanie, albo upokarzanie, bo nawet jeśli były snajperkami, to po zejściu ze swojego stanowiska nakazywano im sprzątanie po oficerach, czy pełnienie funkcji sanitariuszki. Luba Winogradowa pokazuje również, co czekało te kobiety po powrocie do domu, jeśli udało im się przeżyć. Jest to dobrze napisana, choć trudna lektura, ze względu na bagaż emocjonalny, który za sobą niesie. Warto jednak poznać losy snajperek z Armii Czerwonej.
Bardzo ciekawa książka, której napisanie musiało kosztować Lubę Winogradową sporo wysiłku. Samo przekopywanie się przez mity i propagandę sowiecką musiało być czasochłonne, dlatego tym bardziej cieszy, że autorce udało się dotrzeć do bohaterek swojej książki i osobiście z nimi porozmawiać.
Uważam, że właśnie z tego względu taka pozycja jest szczególnie warta poznania.
Będę mieć książkę na uwadze, recenzja świetna !
Idealna książka dla historyka. 🙂
Bardzo ciekawy temat, na pewno będę pamiętać o tej książce…