PRL kojarzy mi się z szarością. Wystarczy, że sięgnę pamięcią do czasów wczesnej młodości, zaraz przypominam sobie bure ubrania, zeszyty, szare ulice. Dobrze, że chociaż mundurki szkolne były granatowe, bądź niebieskie. Trudno porównywać sytuację, jaka była w Polsce z tym, co działo się w tym samym czasie w Chinach. Lijia Zhang urodziła się w 1964 roku, w Nankinie, dawnej stolicy Chin. Tam się wychowywała i dorastała. Książka „Socjalizm jest piękny. Wspomnienia robotnicy z czasów nowych Chin” pozwala zobaczyć, jakie zmiany zachodziły w tym kraju z perspektywy zwykłego człowieka.
Nastoletnia Lijia Zhang dowiedziała się od swoich bliskich, że zostanie robotnicą w fabryce, w której pracowała jej matka. Szesnastolatka w swoich planach życiowych nie widziała dla siebie miejsca w Zakładach Maszynowych Liming, największym państwowym przedsiębiorstwie w Nankinie. Pracowało tam niemal dziesięć tysięcy osób. Fabryka była pod kontrolą Ministerstwa Przemysłu Lotniczego. W grudniu 1980 roku pilna uczennica, Mała Li, marzyła o wyższym wykształceniu. Kilka lat wcześniej chciała dostać się do Nankińskiej Szkoły Języków Obcych, ale jej kandydatura została odrzucona, gdyż ojciec dziewczynki sprawiał „polityczne kłopoty”.
Szesnastolatka miała przejąć pracę matki, by ta mogła udać się na emeryturę. Po raz ostatni planowano tego typu wymianę pokoleń na stanowiskach pracy. Działo się tak w ramach polityki dingzhi, by uporać się z rosnącą liczbą bezrobotnych po rewolucji kulturalnej. Dzieci przejmowały stanowiska rodziców, a matka Lijii postanowiła skorzystać z takiej możliwości, mimo że miała zaledwie czterdzieści trzy lata. Do osiągnięcia wieku emerytalnego brakowało jej siedemnaście, ale kobieta pracowała w trudnych warunkach, co przyczyniło się do osłabienia organizmu kobiety.
Mała Li pragnęła zostać w przyszłości dziennikarką. Jej wypracowania były wysoko oceniane, a prace czytano na głos, jako wzór dla pozostałych uczniów. Jednak zgodnie z chińskimi zasadami, należało być posłusznym rodzicom, więc nastolatce nie przyszło do głowy, by się buntować. Co czekało dziewczynę w wielkiej fabryce? Z czasem udało się jej zostać pisarką, ale nie była to droga usłana różami.
W książce „Socjalizm jest piękny” autorka dzieli się z czytelnikiem swoją prywatną, czasami intymną historią, by pokazać, jak wyglądała codzienność w Chinach pod koniec XX wieku. Możemy prześledzić przemiany społeczne istotne dla tego kraju. Niezbyt często mamy okazję poznać Państwo Środka z perspektywy zwykłej robotnicy. Trudno sobie wyobrazić sytuację kobiet, które w fabryce musiały się zgłaszać do „policji okresowej”. Sprawdzano, czy są w ciąży, pod pretekstem podawania środków higienicznych. Wszelkie odstępstwa od normy, np. kolorowe ubrania, stawały się pretekstem do szykan. Zasady oczywiste dla każdego Chińczyka u nas by wywołały wielki bunt. Jedli ktoś chciał zdobyć dobre stanowisko pracy, należało uruchomić skomplikowany system koneksji.
Autorka książki w sposób interesujący opowiedziała o tym, jak wyglądała jej młodość w Chinach. Widzimy pewnego rodzaju zderzenie tradycji z zasadami reżimu. Lijia Zhang opowiada o tym, jak stopniowo Chiny zaczęły się zmieniać w potęgę gospodarczą i czy wpłynęło to na poprawę sytuacji zwykłych Chińczyków. Bohaterka również przechodzi przemianę. Podobnie jak wielu innych uwierzyła w to, co przekazywała szkoła na temat systemu. Stopniowo jednak zaczęła dostrzegać jego wady i niesprawiedliwość, ale także odnalazła własną drogę. Do tego trzeba było sporej odwagi.
Jak sugeruje podtytuł książki, mamy do czynienia ze wspomnieniami autorki. Lijia Zhang posłużyła się w niej bogatym stylem, rzadko występującym w historiach, po które sięgam na co dzień. Są tu rozbudowane opisay, liczne epitety, porównania. Naiwność młodej dziewczyny kontrastuje z groźnym językiem propagandy. Bohaterka stopniowo traci wiarę, że pracuje dla „Chwalebnej Sprawy”. Widzimy jak staje się świadomą osobą. Czytelnik towarzyszy Liji Zhang w procesie dojrzewania, ale nie chodzi tylko o fizyczne dorastanie, ile o zrozumienie na czym polegały wady systemu, w którym przyszło jej żyć. Postawa Lijia Zhang okazuje się godna podziwu, gdyż bohaterka znajduje w sobie siłę, by sięgnąć po marzenia. O tym również jest ta historia, choć przede wszystkim chcemy odkrywać tło. Okazuje się wtedy, jak niewiele wiemy o współczesnych Chinach.
PS Lijia Zhang gościła na festiwalu Literacki Sopot. Niestety nie udało mi się dotrzeć na spotkanie, ponieważ kolidowało z innymi, ale książkę poznałam i myślę, że warto po nią siegnąć.
Bardzo ciekawa pozycja. Wątek dorastania w komunistycznych Chinach przedstawiono choćby w „Kobietach w kąpieli” Tie Ning, ale interesuje mnie jak to wygląda z perspektywy innych autorów i autorek.