Dzięki „Mojej walce” Karl Ove Knausgård zyskał sławę nie tylko w Skandynawii, ale również poza nią. Jedni twierdzą, że jest „norweskim Proustem”, inni widzą w nim pasożyta, który dla sławy wykorzystał rodzinę. Czas pokaże, czy rzeczywiście mamy do czynienia z grafomanem, czy może wybitnym pisarzem. Jeśli jednak czytelnik sięgnie po sześć części dzieła Knausgårda, będzie miał wrażenie, że coś wie na temat jego życia. Autor nie ukrywa wątków biograficznych, wręcz odwrotnie, odsłania się w tej niezwykle obszernej książce, pokazując własne problemy, uczucia, przemyślenia, wady i zalety.
Finalny tom liczy tysiąc sto stron. „Moja walka 6” to ciąg dalszy szczegółowej analizy własnego życia, a także opowieść o zderzeniu z konsekwencjami po wydaniu pierwszych części cyklu. O Knausgårdzie zaczyna robić się głośno. Pisarz w szóstym tomie cyklu mówi o tym, jak reaguje jego stryj na książkę. Okazuje się, że kwestionuje to, co opisał Karl Ove na temat alkoholizmu swojego ojca. Gunnar, o dziesięć lat młodszy od taty pisarza, uznał, że wątki autobiograficzne w „Mojej walce” mijają się z prawdą, a jego bratanek to zwykły oszczerca, który żeruje na rodzinie tylko poto, by ją oczernić.
Karl Ove Knausgård w ostatnim tomie skupił się na własnych odczuciach związanych z tym, co dzieje się wokół jego powieści. Zamiast cieszyć się sukcesem, pisarz odczuwa wstyd za to, co zrobił swoim bliskim. Płaci teraz cenę za swoją szczerość, choć dodaje, że wielokrotnie na prośbę opisanych w książce osób, usuwał ich imiona, czy pewne niewygodne dla nich fakty. Odnosi wrażenie, że wszystko to zaczyna przerastać. Do tego nie można zapominać o najbliższej rodzinie. Ma przecież troje małych dzieci domagających się uwagi oraz żonę Lisę. Kobieta chciałaby się realizować w podobny sposób jak jej mąż. Kiedy Karl boi się tego, jak żona zareaguje na to, że została opisana w książce, ta zachęca go do szczerości, bo według niej tylko wtedy powieść ma szansę być ciekawa.
Czy opowieść o codzienności nawet najbardziej fascynującego pisarza może okazać interesująca? Karl Ove Knausgård udowadnia, że ze zwykłego banalnego momentu, jakim jest sprzątanie kuchni, robienie zakupów, czy gotowanie parówek, można uczynić dzieło literackie. Autor „Mojej walki” potrafi te scenki z życia codziennego rozwlekać w nieskończoność, nadając im hipnotyzującą formę, od której trudno się oderwać. Taki opis potrafi też zaniepokoić, ponieważ Karl Ove odsłania swoje wątpliwości. Nie wybiela się, gdy pisze o tym, jak przerażony zastanawia się w ciągu dnia, czy na pewno zaprowadził dzieci do przedszkola. W krajach skandynawskich pokazywanie własnych błędów rodzicielskich wywoływało oburzenie, ale pisarz szczerze mówił o tym, że zdarzało mu się potrząsać pociechami, czy marzyć o porzuceniu roli ojca.
Jak pogodzić obowiązki pisarza ze zwyczajnym życiem? Karl Ove pokazuje, że udaje mu się wyłączyć podczas pracy. Nie myśli wtedy o najbliższych, tylko skupia na pisaniu. Lisa, żona Knausgårda, nie potrafiła tego zrobić. Dlatego między parą narasta napięcie, ale pisarz uświadomił sobie w pewnym momencie, że problem dotyczy zdrowia psychicznego kobiety. Lisa załamuje się. Raz popada w manię, by za chwilę dosięgnęła ją depresja. Cierpi na chorobę dwubiegunową, trafia do szpitala, a Karl Ove pragnie jej pomóc, zrozumieć, choć często bywa bezsilny. Mimo to ociera łzy i bierze się do działania. Znowu zajmuje się dziećmi, domem, pisaniem.
Do „Mojej walki” nazywanej powieścią, autor wplata również eseje oraz interpretacje dzieł literackich. Sporą część rozważań poświęcił między innymi Adolfowi Hitlerowi. Wziął pod lupę książkę napisaną przez póżniejszego przywódcę Trzeciej Rzeszy. Zadał sobie trud, by ją przeczytać. Analizuje młode lata Hitlera (skojarzyło mi się to z powieścią „Przypadek Adolfa H.” Érica-Emmanuela Schmitta). Knausgård zastanawia się nad istotą zła. Szuka nawet punktów wspólnych w biografii dyktatora i własnej. Nadaje w końcu taki sam tytuł własnej książce.
Trudno uwierzyć, że mam już za sobą „Moją walkę”. Czy oznacza to, że zmagania pisarza dobiegły końca? Myślę, że Karl Ove Knausgård jeszcze czymś zaskoczy. Jego powieść wywołała pewne poruszenie w świecie literackim. I dobrze, bo wielu uważało, że nic już się na tym polu nie dzieje. Pisarz udowadnił, że słowo pisane wciąż ma znaczenie i zmusza nas do myślenia. Choćbyśmy zarzucali całe zło tego świata pisarzowi za to, jak pokazuje siebie oraz bliskich, warto pamiętać, że mamy do czynienia z twórcą powieści. Osobą, która potrafi świetnie opisywać rzeczywistość i posługiwać się fikcją. Dlatego nie jest istotne, co w „Mojej walce” jest prawdą, a co zmyśleniem. Ważne, że pozwala przyjrzeć się nam samym i porównać własną egzystencję z tą opisaną przez Knausgårda.
PS W przyszłym roku przetłumaczona zostanie książka Lisy Knausgård. Jestem ciekawa jaka będzie.
Przyznaję, że Knausgård ogromnie mnie ciekawi, ale jakoś nie mogę się zebrać, by wziąć się za „Moją walkę”. Chyba potrzebuję motywacji w postaci książkowego prezentu 😉
Do tego sporo wolnego czasu. Cały cykl to ładnych kilka stron 😉