Twórczość Ignacego Karpowicza nie jest mi obca. Bardzo wysoko cenię jego „Balladyny i romanse”, „Cud”, czy do „ości”. Teraz jednak muszę stwierdzić, że „Sońka” jest książką zupełnie inną, niż tytuły wymienione przeze mnie powyżej. Już sama szata graficzna sugeruje, że mamy do czynienia z czymś nowym. Jednak, czy takie ryzykowne zerwanie z czymś, co ugruntowało pozycję tego pisarza to dobry zabieg? Moim zdaniem tak, gdyż Karpowicz doskonale sobie poradził z tą historią.
Tytułowa bohaterka jest staruszką mieszkającą na Podlasiu. Pewnego dnia los zetknie ją przypadkowo z Igorem, znanym reżyserem, któremu psuje się samochód. Na tym odludziu nie może nawet wezwać pomocy, jego telefon nie ma zasięgu, będzie miał więc sporo czasu, by posłuchać historii starej kobiety. Sońka zaprasza mężczyznę do siebie, czuje, że to osoba przed którą może się wyspowiadać u kresu życia. Z usłyszanej historii Igor Grycowski stworzy sztukę teatralną. Jednak w domu kobiety z miejskiego reżysera staje się na powrót Ignacym, człowiekiem pochodzącym z Podlasia. Dopada go prowincjonalna tożsamość i przez chwilę odnajdzie w niej coś wartościowego.
Historia Sońki zaczęła się jak baśń, od słów: „Dawno, dawno temu…”. Przemawiają w niej zwierzęta, pies i kot, ale nie ma w niej ani magicznej różdżki, ani szczęśliwego zakończenia. Główna bohaterka została osierocona przez matkę, ojciec winił córkę za śmierć żony. Sprawił, że życie Sońki od początku było piekłem na ziemi. Nauczył ją nienawidzić tak bardzo, że nie będzie potrafiła mu wybaczyć, nawet kiedy ojciec spróbuje uratować jej życie. Wtedy Sonia będzie okrutna i bezwzględna w swej nienawiści.
Równie mocna będzie miłość, której doświadczy tytułowa bohaterka. W 1941 roku zakocha się w Joachimie. Uczucie nie ma racji bytu, gdyż wybranek jest najeźdźcą, esesmanem. Mimo wszystkich różnic, nawet braku porozumienia za pomocą słów, Sonia i niemiecki oficer zakochują się w sobie. Dziewczyna otrzymuje prezent od pięknego Joachima – szczeniaka, który potem kilka razy ocali Sońce życie.
Głowna bohaterka o swoim uczuciu opowiada Igorowi w sposób bardzo liryczny, ale też po swojemu, czyli używając języka białoruskiego. Jej miłość do Niemca jest jak pochodnia w mroku. Wokoło giną ludzie, Joachim może być jednym z dokonujących masowych egzekucji, ale nawet z taką świadomością Sońka nie potrafi wyrzec się tego uczucia. Niesamowita jest scena w której Niemiec mówi do Soni o zagładzie Żydów, a ona wyobraża sobie, że ukochany się jej oświadcza i roztacza wizję przyszłego życia. Każde z nich wypowiada się w swoim języku, a całość na polski oraz język teatru przekłada Igor.
Kresy, opisywane przez Ignacego Karpowicza nie są sielską krainą. Tak jak w „Malowanym ptaku” Kosińskiego nie można być innym. Należy dostosować się do społeczności i niczym się od niej nie różnić. Oprócz tego dochodzi doświadczenie wojny. Wszędzie czai się śmierć, a Sonia odważyła się na miłość. Co będzie musiała za karę złożyć w ofierze ?
Książka Ignacego Karpowicza jest bardzo oszczędna w słowach. Nie ma tu żadnych ozdób, a każde zdanie jest bardzo istotne. Ta lakoniczność nie zmienia jednak faktu, że powieść porusza czytelnika do głębi. Poznajemy tę historię przez pryzmat Ignacego, który przekłada ją na język teatru, zaznaczając jednocześnie, że sztuka musi zawierać w sobie sporą dawkę kiczu, by była zrozumiałą dla współczesnych odbiorców. Widzimy zabiegi reżysera, który twierdzi, że „autentyczność to jednak potworna klisza” (s.108). Nie jesteśmy pewni na ile ta historia została przeredagowana przez Igora, na ile jest prawdziwa. Mimo tego cudzysłowu, świadomości, że historia Soni została wykorzystana przez reżysera, wciąż jesteśmy w stanie w nią uwierzyć – interpretacja zależy wyłącznie od nas.
Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.
Poraziła mnie ta powieść i nadal noszę po „Sońce” żałobę…
Nie można tej historii wyrzucić ze świadomości, ale to moim zdaniem znaczy, że Karpowicz napisał świetną książkę.
Ha, można chyba śmiało rzec – Karpowicz w natarciu! Pisarz szturmem zdobywa blogosferę i aż korci mnie, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście to aż tak dobry literat.
Twoja świetna recenzja brzmi b. zachęcająco – klimat polskich kresów połączony z doświadczeniami związanymi z II wojną światową działają na mnie niczym magnes.
Nie tylko blogosferę. Mnie zachęciły do sięgania po jego książki wywiady, których udzielał w radio i prasie.
Wcześniej o książce nie słyszałam, jednak Ty mnie oczarowałaś swoją recenzją 🙂
Właśnie skończyłem czytać i …sam nie wiem, powiedzieć, że Ignacy Karpowicz przekroczył kolejną granicę to mało. On jest wielkim pisarzem i już… Myślałem, że po ?Balladynach i romansach? niczym mnie już nie zaskoczy, a jednak! ?Sońka? jest pięknie mocna 🙂
Zgadzam się w pełni. Też myślałam, że Karpowicz niczym mnie nie zaskoczy, a tu niespodzianka. „Sońka” jest rzeczywiście jednocześnie piękna i mocna. 🙂
Pingback: [Warto zajrzeć] #9 | Tramwaj nr 4 książki i...
Szalenie mnie ta książka ciekawi! Podobnie jak pozostałe Karpowicza, bo wiele dobrego o nich czytałam, a samych książek jeszcze nie miałam okazji.
Dominika, ależ Ci wyszła fantastyczna recenzja. Czytałam ją z przyjemnością.
„Sońka” zbiera bardzo dobre opinie, więc na pewno się za nią zabiorę. Póki co – niestety, utknęłam na „Ościach” i musiałam od nich chwilę odpocząć.