
Zapraszamy blogerów książkowych 11 lipca do Sopotu. Więcej szczegółów wkrótce…

Zapraszamy blogerów książkowych 11 lipca do Sopotu. Więcej szczegółów wkrótce…
„Dziennik Edwarda Chomika” trafił do mnie dzięki sponsorom spotkania blogerów książkowych: A może nad morze 2? Miriam Elia i jej brat Ezra Elia byli kiedyś właścicielami małego gryzonia. Po jego śmierci swoje spostrzeżenia na temat chomików zawarli w rysunkowej książeczce. Na pierwszy rzut oka wydawać się może, że jest to opowieść dla dzieci – nic bardziej mylnego.
Chomik Edward zaczyna prowadzić swój pamiętnik w kwiecie wieku – pół roku po tym, jak został zakupiony w sklepie zoologicznym. Teraz zaczyna dopadać go melancholia. Buntuje się, np. rezygnując z kołowrotka. Rodzą się w nim myśli egzystencjalne typu: „Po co być” (s.17). Postanawia jednak walczyć o swoje „ja”, bo ludzie mogą odebrać mu wolność, ale nie dostaną jego duszy.
Żeby Edward nie był taki samotny, otrzymuje towarzysza Wolfa, jednak nic ich nie łączy, nie mają żadnych wspólnych tematów. Dopiero, kiedy ludzie po śmierci Wolfa, dadzą mu Camillę, wtedy Edward pozna co to miłość i bratnia dusza. Uczucie kończy się jednak tragicznie…
Życie tytułowego chomika przebiega w niewoli. Bohater chce się wydostać z klatki, ale nie potrafi się wyzwolić, nawet jeśli klatka jest otwarta. Edward wybiera bowiem oportunizm, bo nie wie, co może go czekać na wolności. Narzeka na życie w klatce, ale stanowi ono dla niego coś stałego, doskonale znanego i oswojonego zarazem.
„Dziennik Edwarda Chomika” jest książką niezwykle zabawną. No bo jak się nie śmiać z gryzonia, który wpada w nastroje mocno dekadenckie? Ów dystans do świata, jego wieczne narzekanie, przemyślenia bawią, choć są wyrażane przez Edwarda zupełnie na poważnie. 8 maja Edward notuje: „Dziś przyszedł weterynarz. Dotykał mnie. Zdaje się, że jestem kobietą”. Dzień później: „Nie jestem kobietą. Sprawdziłem to” (s. 21-23). Innym razem chomik podejmuje strajk głodowy. Trwa on całe czternaście minut.
Książki pisane z perspektywy zwierząt nie są czymś nowym. Wystarczy wymienić najsłynniejszą książkę tego typu: „Folwark zwierzęcy” George Orwella. W przypadku „Dziennika Edwarda Chomika” możemy się pokusić o o to, by potraktować opowieść jako rodzaj alegorii. Książka określona została w tytule jako dziennik, jednak bliżej jej do bajki. Bo i u Ezopa bohaterami były zwierzęta, a jednak zachowywały się one jak ludzie.
Chomik Edward gnuśnieje w swej klatce. Jego życie jest rutynowe, oparte na schematach. Choć przez chwilę decyduje się na bunt, jednak nie potrafi w nim wytrwać, bo jest słaby. Uważa się za wielkiego filozofa, rewolucjonistę, ale dokonuje wielkich czynów tylko i wyłącznie w swojej wyobraźni. W rzeczywistości nie potrafi przekroczyć granicy, która dałaby mu wolność.
„Dziennik Edwarda Chomika” z jednej strony bawi, ale z drugiej każe nam się zastanowić: ile w nas samych jest z Edwarda? W książce zastosowano aforyzmy, które pozwalają spojrzeć z dystansem na własne życie. Mroczna i smutna egzystencja gryzonia została podkreślona poprzez czarno-białe ilustracje. Nawet one podkreślają marność istnienia małego zwierzątka oraz jego nastrój.
Książka z pewnością nie nadaje się dla najmłodszych czytelników. Nie wyłapią one żartów i ironii zawartej w tej książeczce (chomik z papierosem w łapce mógłby je nieco zdziwić). Za to dorośli czytelnicy mogą się świetnie bawić podczas głośnego czytania innym dorosłym odbiorcom. Za sprawą dziennika małego gryzonia czytanie na głos stanie się palącą potrzebą. Przyznam, że choć mam tę książeczkę kilka dni, wiele osób już się przekonało do Edwarda. Bo „Edward nie jest tylko chomikiem; Edward to stan umysłu” (s. 7).
Jak to miło spotykać ludzi, których łączy jedna pasja – słowo pisane… Już w ubiegłym roku Bookfa i Beata z Cowartoczytać zorganizowały spotkanie blogerów oraz komentatorów. Wtedy po raz pierwszy uczestniczyłam w takiej imprezie. No i wpadłam po uszy, bo bardzo mi się to spodobało.
Oczywiście organizatorki w tym roku musiały podwyższyć sobie poprzeczkę. Nie dość, że zorganizowały spotkanie, to jeszcze zapewniły nam masę prezentów (ciekawe, czy ktoś zgadnie, jak wygląda miód dla miłośników czytania?), no i zmieniły nieco formułę imprezy, bo na spotkanie przybyła całkiem liczna grupa ludzi pióra.
Miałam okazję siedzieć bardzo blisko pisarzy. Znałam już książkę Mirosława Tomaszewskiego „Marynarka”, a w prezencie wszyscy otrzymali inną pozycję tego autora: „Pełnomocnika”. Jednak kontakt z autorami był zupełnie inny, niż gdybyśmy byli na spotkaniu literackim. Tutaj mogliśmy swobodnie rozmawiać, bez żadnego dystansu. Dzięki temu udało mi się nawiązać kontakt z autorką książki „Ciągłość urywana” – Marzeną Nowak. Bardzo miło nam się gawędziło.
Bookfa i Beata zorganizowały loterie książkowe. Wprawdzie w żadnej z nich nie wygrałam, ale za to wzięłam udział w wymianie. Skorzystałam z okazji i zdobyłam wymienioną wyżej „Ciągłość urywaną” oraz „Klasę pani Czajki” Małgorzaty Karoliny Piekarskiej, czyli pisarek, które przyjechały na spotkanie. Musiałam skorzystać z okazji i nie wyszłam z imprezy bez autografów. Był też konkurs na rozpoznawanie wizerunków pisarzy – ale jakoś nasza grupa nie odniosła w nim szczególnych sukcesów..
.
Okazuje się, że blogerzy książkowi wcale nie są zamknięci w swoim świecie książek. Wręcz odwrotnie – nie mogliśmy się nagadać. Tak bardzo, że choć miałam wielką ochotę zrobić wspólne zdjęcie uczestnikom spotkania, jak sobie o tym przypomniałam – było już za późno i większość po prostu pojechała do domu.
Wiele osób, które były na spotkaniu w ubiegłym roku, przyjechały i tym razem. Wcale nie przeszkadzało im, że są na co dzień mieszkają w Szwecji, Manchesterze, czy Krakowie. Nie mogłam się nagadać z pewną niezwykle sympatyczną Owcą z książką. Poznałam Darię, którą chętnie czytuję i cenię za własne, konkretne zdanie – na temat książek rzecz jasna. Mam nadzieję, że i w przyszłym roku będziemy miały okazję, żeby porozmawiać.
Organizatorki zdobyły około 200 książek od sponsorów, zadbały o patronat Literackiego Sopotu, zniżki w Zatoce Sztuki. Dlatego chciałabym im bardzo podziękować – dziewczyny jesteście cudowne. Teraz odliczam czas do następnego spotkania…