„A hipopotamy żywcem się ugotowały” – William S. Burroughs, Jack Kerouac

A hipopotamy żywcem się ugotowały, William S. Burroughs, Jack KerouacKsiążka „A hipopotamy żywcem się ugotowały”  Williama S. Burroughsa oraz Jacka Kerouaca czekała ponad sześćdziesiąt lat na wydanie. Została napisana przez słynnych przedstawicieli pokolenia bitników. Zresztą  William S. Burroughs i Jack Kerouac nigdy więcej nie napisali niczego razem. Tu otrzymujemy możliwość przyjrzenia się narodzinom talentu dwóch pisarzy, ale też całej generacji.

Pewnego upalnego lata młody i przystojny Lucien Carr śmiertelnie rani o dziesięć lat starszego Davida Kammerera. Jest 1944 rok, a wydarzenie to wywołuje skandal w Nowym Jorku. Sprawcę zbrodni oraz ofiarę znali autorzy książki „A hipopotamy żywcem się ugotowały”. Morderstwo zainspirowało ich do napisania powieść, jednak skupili się w niej na wydarzeniach, które miały miejsce przed dokonaniem zabójstwa. Czytaj dalej

„Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej” – Richard Fari?a

Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej

Choć książka Richarda Fari?y: „Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej” została wydana w 1966 roku, jednak dopiero teraz polscy czytelnicy mogą po nią sięgnąć. Wydawnictwo Officyna postanowiło uzupełnić lukę czytelniczą związaną z kontrkulturą. Wiele książek wydanych w Ameryce w latach sześćdziesiątych nie dotarło do polskich odbiorców z racji czasów w jakich żyliśmy, ale teraz stopniowo mamy okazję się z niektórymi zapoznać.

Powieść „Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej” Richarda Fari?y zyskała status kultowej. Jej autor był również muzykiem i wokalistą. Niestety, zginął w wypadku motocyklowym, zaledwie dwa dni po opublikowaniu opisywanej przeze mnie książki. Fari?a nie stał się może tak słynną postacią jak James Dean, ale łatwo zauważyć pewne analogie. Przystojny, świetnie się zapowiadający artysta i buntownik, ginie w młodym wieku, stając się ikoną popkultury.

Głównym bohaterem powieści jest Gnossos Pappadopoulis, którego nazwisko natychmiast przywołuje skojarzenia z „Paragrafem 22” J. Hellera. Już na pierwszych stronach zostajemy wrzuceni na głęboką wodę, gdyż styl Fari?y oszałamia. Główna postać mówi o sobie: „Jestem niewidzialny (…). I Wolny. Przyznano mi Immunitet, gdyż nie tracę nad sobą kontroli. Biegun swój wybieram aktem woli, bowiem nie jestem zjonizowany i nie posiadam wartościowości. Możecie nazwać mnie obojętnym i niewyróżniającym się, lecz strzeżcie się, bom jest Cień gotowy do zmącenia jasności umysłów człowieczych.” (s.12). Żeby zrozumieć treść książki należy mocno się wysilić. Dlatego książkę pochłania się powoli.

Gnossos to porte-parole autora. Anarchista, który wraca na studencki campus (lata sześćdziesiąte) i decyduje się na podjęcie walki z ludźmi, którzy próbują ograniczyć wolność studentów. Pappadopoulis choć żyje chwilą, alkoholem, narkotykami, przypadkowymi kontaktami z dziewczętami, jednocześnie rzuca rękawicę ludziom, którzy za główny cel stawiają sobie obronę moralności.

Bohater buntuje się nie tylko przeciwko zasadom campusowego świata, odrzuca również powszechnie utarte wartości. W głębi duszy marzy jednak o prawdziwej miłości, jak każdy młody człowiek. Wprawdzie spotyka się ze studentkami, jednak uważa się za dziewicę, bo mimo licznych kontaktów seksualnych, wciąż nie może znaleźć prawdziwej miłości. Psychodeliczna podróż, którą przebywa Gnossos, staje się pewnego rodzaju przewodnikiem po kontrkulturze. Fari?a portretuje ludzi, niektórzy potrafili nawet odnaleźć w powieści prawdziwych studentów i wykładowców Cornell University. Dzisiaj to się zatarło, a my mamy możliwość poznawania tamtej epoki.

Tematem głównym staje się w książce młodość i bunt. Bohaterowie sprzeciwiają się zastanym normom, chcą budować świat na własnych zasadach. Pragną miłości i wolności, a jednocześnie wciąż są bardzo niedojrzali. Przez całą powieść czytają sobie na głos „Kubusia Puchatka”, jeden z bohaterów nosi imię Heff. W decydującym momencie okaże się, że Gnossos nie zna jego prawdziwego imienia i nazwiska, choć uważa Heffalumpa za swego przyjaciela.

Skutki niczym nieograniczonej wolności prowadzić mogą do klęski. Już sam tytuł: „Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej” to sugeruje. Zanim jednak po kryzysie nastąpi uspokojenie, czytelników czeka jazda bez trzymanki z bohaterami tej powieści. Dzisiaj wciąż łatwo sobie wyobrazić, jak oburzać mogła ta książka. O narkotykach, erotyce i łamaniu zasad moralnych tak się nie pisało, bo było obrazoburcze. Fari?a wybrał styl satyryczny i prześmiewczy. Książka nie jest łatwa w odbiorze, ale stała się już klasykiem i pozycją obowiązkową dla miłośników lat sześćdziesiątych. Pokazuje w jakich czasach działali tacy jak Jack Kerouac oraz Ken Kesey. Inny wybitny pisarz Thomas Pynchon zadedykował Fari?ie – zresztą koledze ze studiów – swoją książkę „Tęczę grawitacji. Pisarz był blisko największych – nawet Bob Dylan wydawał się wtedy być mniejszym talentem, niż autor „Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej”. Śmierć Richarda Fari?y skreśliła pokładane w nim nadzieje.

Dziękuję Wydawnictwu Officyna za książkę.

Od pornografii do kontrkultury – „Wspomnienia bitniczki” Diane di Prima

Wspomnienia bitniczki - Diane di PrimaJeśli ktoś zapytałby mnie o znanych bitników, wymieniłabym trzy osoby: Allena Ginsberga, Jacka Kerouaca i Williama S. Burroughsa. Po dłuższym zastanowieniu dodałabym jeszcze Kena Keseya. To, co najbardziej uderza w tym wszystkim, to brak kobiet.

A jednak istniały bitniczki. Diane di Prima jest najsłynniejszą z nich. W tym męskim towarzystwie nie miała łatwo, ponieważ beat generation kojarzy się ze zmaskulinizowanym modelem życia na krawędzi, bez żadnych zobowiązań, seksistowskim. Gdzie tu miejsce dla kobiet? One raczej miały pełnić drugoplanowe role i pozwalać mężczyznom być takimi, jacy sobie wymarzą.

Diane di Prima udowodniła, że potrafi dorównać bitnikom pod każdym względem. Skoro żeńska płeć nie umie napisać książki erotycznej, ona stworzy powieść pornograficzną. Na dodatek zatytułuje ją „Wspomnienia bitniczki” dając nam poczucie, że czytamy biografię. Ale czy jesteśmy w stanie we wszystko co pisze di Prima uwierzyć? Jedno nam się uda – zobaczyć świat bitników z punktu widzenia kobiety.

W książce towarzyszymy głównej bohaterce od momentu utraty przez nią dziewictwa do zajścia w ciążę. Kpi sobie z purytańskich obyczajów i pokazuje, że tak naprawdę są one fikcją. Kiedy obserwujemy typowy mieszczański dom, okazuje się on być siedliskiem aktów kazirodczych oraz zdrad. Cóż przeszkadza ojcu rodziny, nieszczęśliwie zakochanemu we własnej żonie, dokonywać gwałtu na przyjaciółce córki? A my oglądamy te sceny przez dziurkę od klucza.

Diane de Prima nie boi się żadnych konfiguracji seksualnych. Opisuje sceny erotyczne o charakterze hetero-, czy homoseksualnym, seks grupowy oraz z nieletnimi. Daje też gratkę fanom Ginsberga i Krouaca – pisze o orgii sztandarowych bitników, która zresztą potwierdzona jest we wspomnieniach autora „Skowytu”. Na ile jest to jednak prawdziwy obraz bitników? Według autora posłowia – Jerzego Jarniewicza – wszystko jest tu prawdziwe, tylko nie seks.

W takim razie w jakim celu książka aż ocieka erotyką? Z jednej strony jest dowodem na to, że kobieta potrafi napisać powieść pornograficzną, a z drugiej stanowi formę sprzeciwu na purytańską mentalność Amerykanów. Di Prima stara się udowodnić, że ma prawo czerpać przyjemność z kontaktu cielesnego. Nawet popadając w skrajny hedonizm, uznając, że wszystko co przyjemne, jest dobre.

Najważniejsze we „Wspomnieniach bitniczki” było autentyczne ukazanie życia bohemy lat pięćdziesiątych. Tego, w jakich warunkach egzystowali początkujący pisarze. Często byli bezdomnymi. Różnili się od kloszardów jedynie tym, że zaczytywali się w dziełach, które pozwalały doświadczyć czegoś więcej. Narkotyki, muzyka, książki i czysty hedonizm pozwalały im jakoś przetrwać w tej skrajnej nędzy.

Może dlatego do beat generation woleli przyłączać się mężczyźni? Kobietom było trudniej wieść takie życie. Di Primie się udało. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że utorowała drogę innym słynnym kobietom. Zaraz przypomniała mi się Patti Smith. W jej wspomnieniach pt. „Poniedziałkowe dzieci” widzę pewne podobieństwa. Można też mówić o feminizmie Diane di Primy. Pokazała przecież, że kobiety też mogą odważnie walczyć z zastanymi normami. Utorowała drogę żeńskiej kontrkulturze. Nadchodzące zmiany już się zaczynają rodzić i zmieniać oblicze Ameryki.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Officyna.