Pamiętam z dzieciństwa, że książka Michaliny Wisłockiej znajdowała się w każdym domu, tyle że była głęboko ukryta, gdzieś poza zasięgiem dziecięcych oczu. Wcale nie było łatwo ją zdobyć w czasach PRL-u. Wtedy brakowało wielu towarów, a książki nie należały do wyjątków. Pamiętam, że kupowało się nie to, co się chciało, ale to co akurat było dostępne. Jeśli chodzi o „Sztukę kochania” Michaliny Wisłockiej, łatwo się domyślić, że ta pozycja znikała ekspresowo z półek w księgarniach, choć z nieco innych powodów. Pechowcy, którym nie udało się jej nabyć, musieli ją pożyczać od przyjaciół. Czytaj dalej
„Wisłocka, czyli jak to ze Sztuką kochania było” – Konrad Szołajski
3