Nikomu nie trzeba przedstawiać Eltona Johna. Zwłaszcza ludzie z mojego pokolenia musieli zetknąć się z jego muzyką. Młodszym nie udało się przejść dzieciństwa bez znajomości choćby jednej z jego piosenek – mam na myśli tę z filmu animowanego „Król Lew”. Jednak jeśli ktoś sięgnie po książkę Eltona Johna „Miłość jest lekarstwem. O życiu, pomaganiu i stracie” wcale nie otrzyma typowej autobiografii, tylko opowieść o tym, jak epidemia AIDS wpłynęła na tego artystę.
W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku wirus HIV zaczął być uznawany za nową dżumę. Początkowo nie wiadomo było, jak traktować chorych. Uważano, że jest to epidemia, na którą narażenie są homoseksualiści. Kiedy jednak zachorował pewien chłopiec – Ryan, okazało się, że problem może dotyczyć każdego z nas. Trzynastoletni Ryan White chorujący na hemofilię zaraził się wirusem HIV, ponieważ podawano mu czynnik zawierający osocze, a poprawiający krzepliwość, pobierany z krwi dawców. On otrzymał krew od osoby zarażonej. Chłopiec od razu poczuł konsekwencje swojej choroby. Dowiedział się po pierwsze, że zostało mu zaledwie kilka miesięcy życia, a po drugie nie mógł żyć normalnie, ponieważ zaczęły się szykany. Czytaj dalej