Cały świat czeka na drugi sezon serialu Gra o tron w HBO, a ja tymczasem podążam za bohaterami Georga Martina w tomie Nawałnica mieczy. Stal i śnieg.
Kolejna książka rozwija wcześniejsze wątki, ale ciągle mam niedosyt. Wchłonęłam w ten świat i nie mam zamiaru zeń wychodzić. Większość osób to już starzy znajomi. Teraz pozostaje obserwować jak rozwijają się wydarzenia. Na ile decyzje postaci zmieniają bieg rzeczy, a na ile ślepy los, to też kwestia do przemyślenia.
Bardzo spodobał mi się wątek Daenerys. Smoki rosną, wszyscy chcą je mieć. Jednak Dany potrafi już nad nimi zapanować i wykorzysta je w odpowiednim momencie. W tej chwili dąży do zgromadzenia armii. Ciągle musi myśleć o przepowiedni, która wróży jej, że zostanie zdradzona.
Oprócz niej dowiadujemy się jak połączy się wątek Sansy i Tyriona. Co zrobi Catelyn z Królobójcą i jakie będą tego konsekwencje. Co spotka Robba, Aryę i Brandona i wielu innych – warto przeczytać.
Magia w powieści zaczyna odgrywać coraz bardziej istotną rolę. Można się domyślać, że stało się tak dzięki narodzinom smoków. Bardzo ważny jest tu motyw ognia – nie chcę podpowiadać dlaczego. No i na koniec opisy bitew. Gratka dla miłośników scen batalistycznych. Realistyczne epizody mogą wprawdzie zrazić, bo krew cieknie szerokim strumieniem. Jednak trzeba przyznać, że trudno sobie wyobrazić tę książkę bez scen przemocy. Obcinanie rąk jest tu czymś tak naturalnym, jak jedzenie.
O nędzy okładek nie będę już wspominać, bo staje się to trochę nudne. Kolejny tom zacznę czytać, bez oglądania obrazków. Ebook jest chyba w tym wypadku najlepszym rozwiązaniem. W moim kindle jest tylko biały i czarny kolor – na szczęście!