Stanisław Tym znany jest chyba wszystkim przedstawicielom z mojego pokolenia. Młodsi musieliby pewnie być miłośnikami kina, by znać pamiętne role z „Misia” i „Rejsu”, kultowych filmów. Dialogi do dziś cytujemy z pamięci, czasami nawet nieświadomie. Kim był naprawdę Tym? Postać znana z telewizji, teatru i kina? Czy cokolwiek o nim wiemy, czy jest dla nas jedynie człowiekiem znanych z dwóch ról? Ryszard Abraham w książce „Tym. Wolałbym być psem” postanowił dać nam pewien portret tytułowego bohatera, ale w formie anegdotycznej. Chce zadziwić i rozbawić nas znanymi i nieznanymi zdarzeniami z życia Stanisława Tyma. Tych ostatnich będzie więcej. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Rejs
Libster blog award
Zaskoczyła mnie nominacja blogerki znanej jako ktrya, która zaprosiła mnie do zabawy Libster blog award, za co dziękuję. Jako, że dziś piątek, można wreszcie sobie pozwolić na coś luźniejszego… A oto pytania i odpowiedzi:
Ulubiona pozycja do czytania? Ewentualnie miejsce: Najlepiej lubię czytać pół leżąc, pół siedząc, na łóżku. Ważne, żeby była dobra muzyka i odpowiedni nastrój.
(…) – Panie Kazimierzu! Ma pan klucz od kabiny?
– Bardzo państwa, proszę nie podpowiadać. Bardzo proszę.
– Kluczbork.
– Odpowiedź prawidłowa – Kazimierz.
– Roman.
„Przyszłem. Czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy” – Janusz Głowacki
Rozminęłam się w kinie z filmem Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. Kiedy byłam w mieście, akurat go nie wyświetlano. Był weekend, miałam dwa wolne wieczory… Widać film był przeznaczony dla uczniów liceum, którzy pewnie cieszyli się z każdej wolnej od lekcji godziny. Oczywiście od poniedziałku do piątku. Za to w sobotę nie daliby się zaciągnąć na ten tytuł za żadne skarby. Gdyby nie książka Janusza Głowackiego pt. „Przyszłem” pewnie tak bardzo nie zaprzątałabym sobie głowy filmem Wajdy. Cóż, nic straconego: prędzej czy później film pojawi się w wersji na DVD. Wtedy porównam książkę z filmem.
Cenię sobie twórczość Głowackiego. Głównie za dramat pt. „Antygona w Nowym Jorku”. Warto też zauważyć, że Głowacki napisał scenariusz do filmu „Rejs” – tak kultowego i cenionego dzisiaj. Dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok najnowszej książki tego twórcy. Autor tłumaczy we wstępie, że napisał „Przyszłem” ze skąpstwa. Wiele scen i pomysłów nie weszło do filmu. Za to zostały zapisane przez Głowackiego i bardzo dobrze się stało, ponieważ Wajda zrobił film po swojemu. Postawił na funkcje oświatowe kina, a z tym Głowacki nie chciał się zgodzić. Nie planował wychowywać, a skupić się na głównym bohaterze, który ma w sobie coś z szekspirowskich postaci oraz postawić na walory artystyczne obrazu. Na próżno.
Już na samym początku pada pytanie – Bolek, czy nie? Głowacki stwierdza, że nie jest moralistą i nie ma zamiaru oceniać. Tworzy sceny, które mogą przybliżyć czytelnikowi Wałęsę, nawet dokonuje jego charakterystyki, ale posługując się cytatem z Montaigne’a. Obrazów, które tworzy Głowacki do danej sceny z filmu, może być kilka wersji. Do najbardziej tajemniczych należy ta, w której próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie – dlaczego Lech Wałęsa spóźnił się na najsłynniejszy strajk w Stoczni Gdańskiej.
Dla mnie najistotniejsze w tej książce były obrazy, które osadzały głównego bohatera w pewnej historycznej rzeczywistości. Nie uda się przecież od tego uciec. Rewelacyjne są obrazy z PRL-owskiej rzeczywistości. Opowieści o tym, jak żyło się w czasach komunizmu. Głowacki nie gloryfikuje tamtych czasów. Jeśli pisze o pijaństwie przed 1989 rokiem, to bez skrupułów i zbędnych ozdób. Z typową dla siebie ironią
W książce „Przyszłem” Głowacki kreśli nie tylko historię Wałęsy. Z licznych dygresji i zabawnych anegdot wyłania się obraz Polski i Polaków. Podsumować może to cytat ze scenariusza, który miał paść w filmie z ust Wałęsy: „Jak żeśmy wygrali powiedziałem od razu <<Dziś nosicie mnie na rękach, ale to dopiero początek trudnych czasów. Jutro będziecie we mnie rzucać kamieniami>>”.
Choć książka składa się z luźno powiązanych obrazów, przemyśleń autora, układa się w spójną całość. Głowacki świetnie ukazał w książce człowieka, o którym powstał film. Nie tłumaczy go, nie idealizuje, ale też nie wywyższa siebie. Stąd też tytuł książki: „Lech Wałęsa powiedział kiedyś <<przyszłem>> – i ktoś go poprawił, że nie mówi się <<przyszłem>>, tylko <<przyszedłem>>, a on odpowiedział podobno na to: <<Nieważne przyszłem, czy przyszedłem, ważne że doszłem… albo doszedłem>>”.
Warto poznać ten słodko-gorzki obraz stworzony przez Głowackiego. Czasami autor pisze o teraźniejszości, czy historii żartobliwie, by za chwilę dociąć i skrytykować polską rzeczywistość i mentalność. Celne spostrzeżenia, trudne tematy – pisarz nie boi się mówić wprost o naszych wadach. Na szczęście Głowacki nie skupił się tylko na scenariuszu do filmu. Wykazał się niezwykłą umiejętnością dostrzegania tego, jacy jesteśmy. Obrywamy, ale słusznie…
Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz do recenzji.