„Tym. Wolałbym być psem” – Ryszard Abraham

Tym, Ryszard AbrahamStanisław Tym znany jest chyba wszystkim przedstawicielom z mojego pokolenia. Młodsi musieliby pewnie być miłośnikami kina, by znać pamiętne role z „Misia” i „Rejsu”, kultowych filmów. Dialogi do dziś cytujemy z pamięci, czasami nawet nieświadomie. Kim był naprawdę Tym? Postać znana z telewizji, teatru i kina? Czy cokolwiek o nim wiemy, czy jest dla nas jedynie człowiekiem znanych z dwóch ról? Ryszard Abraham w książce „Tym. Wolałbym być psem” postanowił dać nam pewien portret tytułowego bohatera, ale w formie anegdotycznej. Chce zadziwić i rozbawić nas znanymi i nieznanymi zdarzeniami z życia Stanisława Tyma. Tych ostatnich będzie więcej.

Nie wszyscy zdaj sobie sprawę, że słowa wypowiadane przez kaowca w filmie „Rejs”: „Urodziłem się…, urodziłem się w Małkini, w 1937 roku, w lipcu. Znaczy w połowie lipca… właściwie w drugiej połowie  lipca, właściwie… dokładnie 17 lipca.” są prawdziwe. Stanisław Tym w tym wypadku mówi prawdę o sobie. Rok urodzin sugeruje nam trudne doświadczenia wojenne. Mały Staś mieszkał w czasie okupacji w Warszawie, wychowywały go matka i babcia. Powstanie Warszawskie zebrało sporo ofiar w cywilach i walczących, ale rodzina Tymów przetrwała. Spędzili 63 dni w piwnicy. Potem Tymowie trafią do obozu w Pruszkowie. Wreszcie Niemcy po jakimś czasie wywiozą ich w pociągach towarowych pod Częstochowę.

Po wojnie Staś ukończył szkołę w ekspresowym tempie, gdyż już jako piętnastolatek będzie mógł się szczycić zdaną maturą. Ze studiami sprawa okaże się bardziej skomplikowana. Tym nie zdobędzie dyplomu, choć zaczął ambitnie, na wydziale chemii Politechniki Warszawskiej. Spróbował kolejno swoich sił w technologii produkcji rolnej, potem w aktorstwie. Mimo że zostaje relegowany ze studiów, zwiąże się ze Studenckim Teatrem Satyryków i rozpocznie karierę artystyczną.

Ryszard Abraham pokazuje nam drogę Stanisława Tyma nie tylko jako kogoś, kto chce trafić na deski teatru. Bohater książki okaże się również sprawnym człowiekiem pióra. Kimś, kto nie tylko gra, ale również pisze znakomite teksty dla siebie oraz innych artystów. Zdobywa szlify w tekstach dla kabaretu i współpracuje z największymi sławami. Mało kto jednak wie, że Tym miał żonę. Była nią Anna Kokozow, scenografka. Artysta nie lubił się dzielić swoim życiem prywatnym.

Jak Stanisław Tym trafił na plan „Rejsu” i „Misia”? Tego dowiemy się z książki Ryszarda Abrahama. Odkryjemy też, inne mało znane oblicze aktora. Widzimy go w roli dyrektora teatru w Elblągu, reżysera, felietonisty, miłośnika zwierząt, a nawet rolnika. Wiele opisywanych scen nazwiemy anegdotami. Czy oznacza to, że życie Stanisława Tyma było jednym wielkim żartem? Szybko zdajemy sobie sprawę, że ów humor czemuś miał służyć. Zwłaszcza w chwilach, gdy niewiele można było powiedzieć wprost. Dostajemy nawet informacje, jakie sceny chciała wyciąć cenzura w „Misiu”. Byłby to zdecydowanie inny film, niż znamy.

Autor Książki „Tym. Wolałbym być psem” dopasowuje się do stylu wypowiedzi swojego bohatera. Mnie jednak nieco raziły zdania odautorskie zakończone czasownikiem, co obecnie trochę trąci myszką. Rozumiem potrzebę stylizacji językowej, ale cytaty z Tyma bronią się same, a łatwiej byłoby rozpoznać, z jaką narracją mamy do czynienia (zabawną czy na poważnie), gdyby Ryszard Abraham budował opowieść innym językiem.

Trzeba przyznać, że sama biografia Stanisława Tyma mogłaby posłużyć za barwny życiorys kilku osobom, a także stać się podstawą scenariusza serialu (kilkusezonowego). Byłoby to połączenie zarówno komedii, jak i opowieści o trudnych czasach drugiej połowy XX wieku, a potem o transformacji, aż do 2024 roku . Nie wiem, czy młodzi czytelnicy zrozumieją wszystkie niuanse minionej epoki, ale ludzie pamiętający PRL i kino z tamtych czasów, z pewnością z zainteresowaniem będą śledzili kulisy powstawania dwóch kultowych filmów ze Stanisławem Tymem w roli głównej. Oprócz tego poznają niezwykłą postać w anegdotach, osadzoną w rzeczywistości, która nie zawsze była zabawna. Mimo to wielcy artyści z trudnych czasów potrafili uczynić komiczną satyrę. Wymagało to od odbiorcy pewnego wysiłku, choć myślę, że i dzisiaj wiele kwestii opisanych w książce wciąż jest czytelnych dla odbiorców.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *