Dorastanie w czasach PRL-u kojarzy się z ponurą szarością. Była jednak taka para, która potrafiła ubarwić nasze zwyczajne życie. Tony Halik i Elżbieta Dzikowska w programie „Pieprz i wanilia” opowiadali o swoich niezwykłych podróżach. Pokazywali filmy z miejsc dla nas egzotycznych, ponieważ wtedy nikomu się jeszcze nie śniło, że będzie można bez problemu przekraczać granice państw. Prócz niezwykłych obrazów otrzymywaliśmy barwne opowieści. Nic dziwnego, że przed telewizorami zasiadała cała Polska. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Tony Halik
„Jeep. Moja wielka przygoda” – Tony Halik
Niedziele z dzieciństwa kojarzą mi się z programem „Pieprz i wanilia”. Wtedy to było takie okno na świat, w PRL-u przecież nie można było swobodnie podróżować. Kiedy więc sięgnęłam po książkę „180 000 kilometrów przygody” wręcz słyszałam w głowie narrację prowadzoną przez Tony’ego Halika – kto pamięta, doskonale wie, o co mi chodzi. Tym razem udało mi się przeczytać inną opowieść o tej samej wyprawie: „Jeep. Moja wielka przygoda”. Czytaj dalej
„180 000 kilometrów przygody” – Tony Halik
Wychowywaliście się na książkach podróżniczych? Ja zaczynałam od opowieści snutych przez Centkiewiczów, Fiedlera, a nawet Sienkiewicza… Odkrywałam nieznane lądy, ale ilustrować je mogła jedynie moja własna wyobraźnia. Dlatego w tych książkach warstwa opisowa była niezwykle ważna i rozbudowana. Aż tu nagle w telewizji pojawił się Tony Halik i Elżbieta Dzikowska. Oni wreszcie pokazali mi jak wyglądała ziemia, po której podróżowali.
Jako, że jeszcze trochę pamiętam programy typu: „Pieprz i wanilia”, chciałam je skonfrontować z książkami Tony’ego Halika. Udało mi się sięgnąć po „180 000 kilometrów przygody”, czyli opowieść o podróży po Ameryce Południowej i Łacińskiej. Niezwykła jest jakość zdjęć, które zostały wykonane w latach 1957-1962. Mimo to, że nie istniała jeszcze fotografia cyfrowa, redaktorom tej pozycji udało się tak wybrać zdjęcia, że niemal nie zauważamy, że powstały one ponad pięćdziesiąt lat temu.
Wyprawa Tony’ego Halika rozpoczęła się w Buenos Aires. Pewnego upalnego dnia, autor stwierdził, że jest mu w tym miejscu zbyt duszno i postanowił ruszyć z żoną Pierrette w daleką podróż. Najpierw ku Ziemi Ognistej, a potem prosto na północ w kierunku Alaski. Kiedy wrócili po czterech latach, licznik ich jeepa wskazywał 182 tys. kilometrów. Podczas wyprawy na świat przyszedł Ozana – syn podróżników. Nie będę się zbytnio rozwodziła nad psem, czy ekwipunkiem potrzebnym podczas takiej wyprawy. Jeep miał udźwignąć 750 kg, a wiózł 2550 kg. Warto wspomnieć o wynalazku Halika – pralce. Zrobiona z puszki po konserwach (jak wyobrażam sobie większej niż współczesne), wypełniona wodą, mydłem i bielizną, podskakiwała na dziurach umocowana na zewnątrz wozu. Proste, a jakże praktyczne.
Mały Ozana pojawił się na świecie w drugiej części podróży. Niesamowite, że bohaterowie tej książki nie przerwali wyprawy. Poradzili sobie z malutkim brzdącem w surowych i trudnych warunkach. Dotarli tam, gdzie i dziś nie jest łatwo przetrwać. Przyglądali się człowiekowi, który odbierał złoto morzu. Był to odwet za to, że woda zabrała mu żonę, dobytek i przyjaciela. W Argentynie razem z Halikiem poznajemy gauchos – argentyńskich pasterzy bydła. Na pustyni Atacama podróżnicy ratują życie ofiarom wypadku samochodowego. A to dopiero początek przygód, które spotkają członków wyprawy.
Tony Halik zabiera miłośników przygód do kopali złota oraz szmaragdów. Przybliża czytelnikowi historię Inków, by potem pokazać pozostałości dawnych cywilizacji. W latach pięćdziesiątych były to wciąż mało znane miejsca. Nawet zdjęcia Macchu Picchu nie są sztampowe, bo przedstawione z nieco innej perspektywy.
Książkę czyta się z przyjemnością. Autor nie spisał swej podróży w sposób chronologiczny, czy w formie dziennika. Każdy rozdział dotyczy jakiegoś miejsca, innej historii. Przyznam, że zaskoczyło mnie to, że panamskie kapelusze produkowane były w połowie XX wieku w Ekwadorze. Jeżeli ktoś zna programy telewizyjne tego podróżnika, będzie potrafił, czytając książkę, wręcz usłyszeć Halika i ten charakterystyczny sposób, w jakim snuł opowieści. Bo historie, które zostały przedstawione, mają być pewnego rodzaju popisem stylu podróżnika. Halik buduje napięcie opowieści, by zainteresować czytającego mrożąc jego krew w żyłach.
Dzięki „180 000 kilometrów przygody” można łączyć przyjemne z pożytecznym. Z jednej strony poznamy historie opisywanych miejsc. Z drugiej, słuchamy opowieści pełnych emocji, opowiedzianych barwnym językiem, okraszonych dużym poczuciem humoru. Niektóre sytuacje mogą dzisiaj być kontrowersyjne – jak choćby sadzanie dziesięciomiesięcznego synka na samochodzie, przy niedawno ustrzelonym jaguarze. Ale może przez to historie są bardziej autentyczne? Widać też, że Tony Halik był pewnego rodzaju wzorem dla Wojciecha Cejrowskiego, który przecież przebywał w podobnych miejscach, ale kilkadziesiąt lat później.
Dziękuję Wydawnictwu Bernardinum za książkę.