Dorastanie w czasach PRL-u kojarzy się z ponurą szarością. Była jednak taka para, która potrafiła ubarwić nasze zwyczajne życie. Tony Halik i Elżbieta Dzikowska w programie „Pieprz i wanilia” opowiadali o swoich niezwykłych podróżach. Pokazywali filmy z miejsc dla nas egzotycznych, ponieważ wtedy nikomu się jeszcze nie śniło, że będzie można bez problemu przekraczać granice państw. Prócz niezwykłych obrazów otrzymywaliśmy barwne opowieści. Nic dziwnego, że przed telewizorami zasiadała cała Polska.
Tony Halik stał się ikoną, ale wiedzieliśmy o nim tylko to, co sam zechciał o sobie opowiedzieć. Wydawało nam się, że był wszędzie. Może dlatego nawet w publicznych toaletach miejskich pojawiały się napisy: „Tu byłem. Tony Halik”? Taki jest właśnie tytuł biografii napisanej przez Mirosława Wlekłego. Książka powstawała od 2014 do 2016 roku, a jej autor postanowił dotrzeć do ludzi, którzy znali Halika również przed tym, jak jego filmy trafiły pod polskie strzechy.
Kiedy przeczytałam dwie książki Tony’ego, wydawało mi się, że już coś wiem o ich autorze. Najpierw poznałam „180 000 kilometrów przygody”, a potem „Jeep. Moja wielka przygoda”. Okazało się, że tak naprawdę to tylko niewielka część tego, co spotkało w życiu człowieka, który naprawdę nazywał się Mieczysław Halik. Mirosław Wlekły postanowił dotrzeć do najbardziej skrywanych tajemnic słynnego podróżnika i rzeczywiście udało mu się zaskoczyć swoimi odkryciami nawet Elżbietę Dzikowską, partnerkę Tony’ego.
Halik stworzył wokół swojego życia pewną legendę. Opowiadał o sobie barwne historie, często różniące się od siebie w szczegółach. Nawet tej samej osobie potrafił podawać sprzeczne informacje na swój temat. Co z tych historii było prawdą, a co zmyśleniem? Tu widoczne jest, że Mirosław Wlekły nie miał prostego zadania. Z czasem zauważamy, że Halik ukrywał coś przed innymi. Skrywał jakąś wstydliwą tajemnicę. Czego nie chciał wyjawić nawet najbliższej mu osobie?
Pierwszym zaskoczeniem, kiedy sięgniemy po biografię „Tu byłem. Tony Halik” jest jej układ. Otrzymujemy zaburzoną chronologię. Po wstępie przybliżającym charakter bohatera książki, czytamy o tym, jak Halik trafił do polskiej telewizji i dlaczego postanowił wrócić do kraju, w którym się urodził. Łatwo się domyślić, że chodzi o Elżbietę Dzikowską, kobietę w której bohater książki się zakochał. Autor opowiada o tym, jak para się poznała, a potem o ich wspólnych podróżach i programach.
Druga część książki odkrywa przed nami ten czas, kiedy Antonio związał się z Francuzką Pierrette Andrée Courtin, którą poślubił. Z wypowiedzi Halika na temat drugiej wojny światowej wynikało, że był najmłodszym pilotem w RAF-ie, a jednocześnie najczęściej strącanym. Prawda okaże się inna. Poznamy też historię małżeństwa Halików, które osiadło w Argentynie oraz początki ich kariery jako podróżników, a także o tym, jak bohater książki stał się operatorem filmowym zatrudnionym przez amerykańską stację NBC.
W ostatniej części autor przedstawia czasy od narodzin Mieczysława Halika do 1945 roku. Tutaj Mirosław Wlekły odkrywa przed nami najbardziej skrywane rodzinne tajemnice, zarówno dotyczące ojca Tony’ego, a także tego czym naprawdę zajmował się bohater książki w czasie drugiej wojny światowej i jak trafił do Résistance, francuskiego ruchu oporu.
Wlekły podążą śladami Tony’ego Halika, a jednocześnie odkrywa wiele spraw, które sam Tony Halik pomijał w swoich opowieściach o własnym życiu. Te barwne historie często niewiele miały wspólnego z prawdą, a jednocześnie stały się tym, co bardzo komplikowało pracę biografa. Mirosław Wlekły nie skupiał się na sensacjach w swej opowieści, a rzetelnie odkrywa prawdę o bohaterze książki. Czytając ją mamy świadomość, że być może wciąż jest wiele do odkrycia. Autor dotarł do ludzi, którzy znali Halika, ale oni nie zawsze potrafili podać wiarygodne informacje. Natomiast byli w stanie przybliżyć nam Halika takim, jaki chciał być ukazywany. Mirosław Wlekły zadał sobie trud, by dotrzeć do nieznanych nam faktów. Pisze o słynnym podróżniku tak, byśmy mieli świadomość, że wciąż jest wiele pytań bez odpowiedzi. Udało mu się zmierzyć z legendą i napisać ciekawą biografię.
Ciekawa jestem, co powie Mirosław Wlekły na temat książki Michałowi Nogasiowi podczas spotkania w ramach Literackiego Sopotu? Przekonam się już 19 sierpnia…
Ta cała otoczka wokół swojej osoby, pieczołowicie budowana legenda o samym sobie mocno kojarzą mi się z Blaisem Cendrarsem, francuskim artystą i awanturnikiem pochodzenia szwajcarskiego. Pisanie biografii takich osób to nie lada gratka – czasami fikcja tak mocno zrośnięta jest z rzeczywistością, że nie sposób ich rozróżnić.
W przypadku Tony’ego Halika tych fikcji było naprawdę wiele, a dotrzeć do prawdy pozwalały dopiero pewne dokumenty. Niektórych z nich Elżbieta Dzikowska nie spaliła po śmierci partnera (choć sama do nich nie zaglądała), więc dopiero dzięki książce wyszły na światło dzienne. I nie chodziło tu o szukanie taniej sensacji, a rzetelną pracę reporterską.
Legenda! Koniecznie trzeba przeczytać!
Zgadzam się – świetna lektura. 🙂
Te tajemnice i mnie ciekawią! To dlatego reportaż z mojego bloga skojarzył Ci się z Tonym Halikiem.
Rzeczywiście, czytając Twoją recenzję natychmiast mi się nasunęły skojarzenia z Tony Halikiem, przez to że akurat byłam w trakcie lektury „Tu byłem”.
Zazdroszczę spotkania, a książkę mam nadzieję przeczytać.
Warto – polecam. 🙂